Newsletter

Poszerzenie pola walki?

Tomasz Mincer, 12.04.2013
Konserwatyści w Wielkiej Brytanii od lat próbują wpłynąć na zmianę swego wizerunku i uciec od klasycznych, ideologicznych łatek. Ekologiczny zwrot w polityce wewnętrznej może im w tym pomóc

Konserwatyści w Wielkiej Brytanii od lat próbują wpłynąć na zmianę swego wizerunku i uciec od klasycznych, ideologicznych łatek. Ekologiczny zwrot w polityce wewnętrznej może im w tym pomóc

Brytyjscy konserwatyści reprezentowani w parlamencie przez torysów od lat próbują wpłynąć na zmianę swego wizerunku i uciec od klasycznych, ideologicznych łatek. Dziś jest to o tyle łatwiejsze, że proste podziały ideowe i ideologiczne między prawicą a lewicą nie przystają do rzeczywistości. Stąd nie dziwi forsowanie przez Davida Camerona kwestii małżeństw homoseksualnych, z którym to problemem brytyjskie społeczeństwo już wcześniej się oswoiło. Nie dziwi też głoszone niezbyt thatcherystowskie hasło Wielkiego Społeczeństwa (Big Society) w kampanii wyborczej 2010 roku.

Roger Scruton, czołowy myśliciel konserwatywny z Wysp, ostatnio co prawda opowiedział się przeciwko pomysłowi Camerona w kwestii redefinicji małżeństwa (zob. „Marriage. Union for the future or contract fot the present”, Scruton R., Blond, P., ResPublica 2013). Jednak owe odkrycie „zielonej polityki” może być dla brytyjskiego premiera i jego kolegów politycznie inspirujące w kolejnej kampanii wyborczej.

Wracając jednak do „łatek”: jedną z nich jest prymat wzrostu gospodarczego, czy szerzej: rozwoju ekonomicznego, dokonywanego bez względu na koszty środowiskowe. W mniej radykalnej wersji, przykładowo, taka postawa oznacza sprzeciw lub przynajmniej sceptycyzm wobec zapisów protokołu z Kioto. A także innych międzynarodowych porozumień mających na celu dbałość o środowisko naturalne w ujęciu globalnym. Jednak to właśnie na tym konkretnym przykładzie Scruton w swej książce „Green Philosophy. How to Think Seriously About the Planet” pokazuje pragmatyczne podejście konserwatysty do ponadnarodowych polityk i ich pozornej skuteczności czy słuszności.

Autor nie ogranicza się jednak wyłącznie do krytyki i przedstawia, nieraz konkretne, propozycje zmian. I tak „[z]amiast polityki (odgórnych – tm) regulacji (odnośnie produkcji samochodów i emisji spalin) powinniśmy wprowadzić zryczałtowany podatek od węgla. Im więcej emitujesz, tym więcej płacisz”. Takim podatkiem zostałyby obłożone produkty, które powstają dzięki emisjom CO2, w zależności od stopnia tej emisji. Wpływy z podatku natomiast posłużyłyby rządom państw narodowych w celu finansowania badań nad „zielonymi technologiami” (s. 387-388).

Hamulcem dla społecznych inicjatyw ekologicznych jest właśnie zbytnie skupianie się na problemach o wymiarze globalnym, takich jak ocieplenie klimatu i tegoż skutki. Jest to jedna z tych koncepcji, która na ogół zwalnia nas z wiary w możliwości adaptacji gatunków do zmian środowiskowych czy poszukiwania innowacyjnych rozwiązań (mających np. „schładzać klimat”). Z tych właśnie przyczyn i nieskuteczności polityk redukcji CO2, których ukoronowaniem jest protokół z Kioto – ignorowany przez największych emitentów – marginalizuje się inne, ważne problemy środowiska. I to nawet wtedy, gdy jak pisze Scruton, „(…) wiele z nich mogłoby doczekać się rozwiązań traktatowych”. Filozof wymienia np. kwestię nadmiernej ilości plastikowych odpadów (s. 69).

Dla brytyjskiego filozofa to właśnie społeczna motywacja w dążeniu do urzeczywistnienia ekologicznego ładu jest kluczowa. Również zakorzenienie tej motywacji: wpierw w społecznościach lokalnych, następnie w państwie. Autor pisze:

„…wielcy gracze przerzucają koszty (ekonomiczne, społeczne, środowiskowe – tm) kiedykolwiek mogą. Ale tak samo czynimy i my. Gdy podróżujemy samolotem, jedziemy do supermarketu (…) kosztami obarczamy innych, przyszłe pokolenia”. I konkluduje: „Rozwiązaniem nie jest socjalistyczne zakazanie wolnej gospodarki (…) . Trzeba uporządkować nasze żądania tak, by we własnym zakresie ponieść ich koszty i znaleźć metody wpływu na biznes, by ten uczynił tak samo” (s. 18). Rozwiązanie zatem można by w skrócie ująć następująco: wzrost gospodarczy – tak, partycypacja w jego kosztach – również.

Hasłem wzywającym do walki o jakość środowiskową najbliższego otoczenia, motywowaną miłością do ojczystych stron (oikophilia, oikos=domostwo, philia=miłość), stanie się dewiza „czuj lokalnie, działaj krajowo”. W przeciwieństwie bowiem do wielu ruchów ekologicznych, mniej lub bardziej odnajdujących się w narracjach ponadpaństwowych, co wyraża hasło „myśl globalnie, działaj lokalnie”, Scruton celowo akcentuje właśnie poziom narodowy. To narody pozostają wciąż podmiotem polityki międzynarodowej, gdy trzeba podpisać globalne zobowiązania. I to państwa narodowe i ich mieszkańcy wciąż, bazując na „sentymencie przynależności przekształcają je we wspólnotowe decyzje, nakładając na siebie (ograniczające je – tm) prawa” (s. 20).

Scruton nie żywi przesadnie wiele respektu dla międzynarodowych NGO, których działalność – często naznaczoną niezamierzonymi pomyłkami, a bywa że i patologiami – opisuje opierając się na licznych źródłach. Wskazuje przy tym na częste oderwanie organizacji od lokalnego kontekstu i brak społecznego mandatu do występowania w roli uczestników debaty na poziomie lokalnym. A także – co bardzo ważne – piętnuje formy wsparcia ograniczone często wyłącznie do przekazywania datków, zamiast możliwości obywatelskiego w nich uczestnictwa poprzez wolontariat. Tego typu realia funkcjonowania międzynarodowych NGO o profilu ekologicznym zdaniem autora z pewnością nie przybliżą nas do wymarzonego ładu społecznego czy środowiskowego. Kontratakując Scruton pisze: wręcz grożą tego ładu zburzeniem (sic!).

Ciekawe, czy i w Polsce partie o centroprawicowym zabarwieniu potraktują „zieloną politykę” jako rodzaj politycznego paliwa?

Roger Scruton, „Green Philosophy. How to Think Seriously About the Planet”, Atlantic Books, London 2012

*Tomasz Mincer – publicysta