Newsletter

Czego Iran uczy się od Korei Północnej?

Paulina Biernacka, 11.04.2013
Jeśli nuklearny straszak Kim Dzong Una okaże się skuteczny, ajatollahowie pójdą w jego ślady

Powstrzymanie prac Iranu nad bombą atomową zależy od tego, jak mocarstwa i ONZ poradzą sobie z kryzysem koreańskim. Jeśli nuklearny straszak Kim Dzong Una okaże się skuteczny, ajatollahowie pójdą w jego ślady

Ostatnie dni obfitowały w apokaliptyczne groźby, które Korea Północna kierowała w stronę Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych. Młody przywódca tego państwa, 30-letni Kim Dzong Un, zagroził USA atakiem atomowym, przeprowadził trzecią próbę nuklearną i ogłosił „stan wojny” z sąsiadem z południa. Najświeższe doniesienia z Półwyspu Koreańskiego mówią, że Korea Północna, rzekomo nie mogąc zagwarantować bezpieczeństwa dyplomatom w razie wybuchu wojny, sugeruje ewakuację ambasad. Media spekulują, że do ataku może dojść 10 bądź 15 kwietnia.

Wszystko to dzieje się w czasie, kiedy państwa tzw. grupy P5+1 (stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz Niemcy) przeprowadzają kolejną rundę rozmów z innym krnąbrnym krajem chcącym dołączyć do klubu atomowego – Iranem. Teheran niebezpiecznie zbliża się do momentu, w którym od niedawna jest Pjongjang. A świat obawia się, że pod przykrywką rozwijania programu nuklearnego dla celów cywilnych, Iran próbuje wyprodukować materiał do produkcji broni atomowej.

Mocarstwa światowe mają teraz doskonałą okazję, aby uzmysłowić sobie, jak groźne może być dla świata wejście przez Iran w posiadanie broni nuklearnej. Mark Fitzpatrick z think tanku International Institute for Strategic Studies w Londynie uważa, że byłoby ono wydarzeniem groźniejszym i rodzącym większe komplikacje niż kryzys, który mamy obecnie na Półwyspie Koreańskim. Państwa P5+1 zaczynają coraz lepiej rozumieć, jak istotne jest powstrzymanie programu nuklearnego Iranu, zanim wypowie on podobną wojnę atomową Stanom Zjednoczonym i Izraelowi. To także idealny moment, aby zrozumieć, że dalsze przeciąganie bezowocnych rozmów nie ma sensu.
Dla Izraela zaś kryzys koreański stanowi kolejny dowód na to, że prewencyjne uderzenie na Iran jest jedynym skutecznym środkiem do powstrzymania nuklearnego zbrojenia się tego państwa.

Iran zmierza ku broni atomowej tą samą ścieżką, którą wcześniej pokonała Korea Północna. Ignorowanie nacisków społeczności międzynarodowej, prowadzenie negocjacji tak, aby grając na czas, pracować nad konstrukcją bomby i rakiet do jej przenoszenia – to recepta na dołączenie do klubu atomowego. Korea Północna nauczyła Iran jednego: najcięższe sankcje niewiele znaczą, gdy państwo, które chce wejść w posiadanie broni atomowej, jest wystarczająco zdeterminowane. Podobnie jak komuniści w Korei, w Iranie ajatollahowie też nie dbają o los zwykłych obywateli, którzy cierpią z powodu kryzysu ekonomicznego, pogłębionego przez międzynarodowe sankcje gospodarcze.

Sposób rozwiązania kryzysu koreańskiego wpłynie na decyzje Iranu dotyczące programu nuklearnego. Jeśli Kim Dzong Unowi uda się osiągnąć założone cele za pomocą atomowego straszaka, ajatollahowie jeszcze usilniej będą dążyli do wyprodukowania własnej bomby i rakiet zdolnych ją przenosić.

Należy jednak podkreślić, że w odróżnieniu od Korei Północnej, Iran wciąż pozostaje sygnatariuszem traktatu, który zabrania rozprzestrzeniania broni atomowej oraz prowadzenia programów zmierzających do jej produkcji. Działalność Iranu jest również monitorowana przez ONZ-towską Międzynarodową Agencję Energii Atomowej (MAEA), która ma prawo do kontroli cywilnego programu nuklearnego tego państwa.

Dlatego mocarstwa światowe dysponują narzędziami, które pozwolą uświadomić Iranowi, że ewentualne wejście w posiadanie broni będzie dla niego bardzo kosztowne. A sama broń nie poprawi – tak jak się to ajatollahom wydaje – sytuacji tego kraju na arenie międzynarodowej. Przykład Korei Północnej doskonale pokazuje, na jak głęboką izolację i ruinę gospodarczą skazuje się państwo, które dołącza do klubu atomowego wbrew woli społeczności międzynarodowej.

W piątek i sobotę Iran spotkał się z grupą P5+1 w Kazachstanie. Rozmowy miały doprowadzić do przełamania impasu w negocjacjach. Mocarstwa chcą zmusić Iran do zaprzestania wzbogacania uranu, niezbędnego do produkcji broni atomowej, oraz zamknięcia ośrodka nuklearnego w Fordo. Miałby to być pierwszy krok do osiągnięcia ostatecznego porozumienia.

Przełomu w rozmowach jednak nie było. Iran wciąż wmawia światu, że jego program nuklearny służy do produkcji energii elektrycznej oraz rozwijania badań nad leczeniem nowotworów. Catherine Ashton, szefowa dyplomacji europejskiej, która przewodziła rozmowom w Astanie, powiedziała, że strony są dalekie od porozumienia. Spotkanie zakończyło się bez ustalenia terminu kolejnej rundy rozmów. Ashton pozostaje w kontakcie z szefem irańskich negocjatorów Saeedem Jalilim, ale niewiele to zmienia.

Po ogłoszeniu fiaska negocjacji Izraelczycy oświadczyli, że już przed rozpoczęciem spotkania byli pewni takiego finału. Juval Steinitz, minister do spraw strategicznych i wywiadowczych Izraela, wezwał mocarstwa światowe do ustanowienia tzw. deadline’u – daty granicznej, po której nastąpi atak na instalacje nuklearne Iranu, jeśli Teheran nie zastopuje prac nad bombą. Według Steinitz, czas na negocjacje minął, a dyplomatyczne próby rozwiązania sporu z Iranem nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Dalsze przedłużanie rozmów powoduje jedynie to, że Teheran zbliża się do momentu, w którym jego liderzy będą mogli, podobnie jak Kim Dzong Un, zacząć straszyć świat bronią atomową.

Trudno przewidzieć, czy obecny kryzys koreański doprowadzi do wojny, czy może to kolejny blef ze strony państwa, które wojowniczymi groźbami od wielu lat zmuszają społeczność międzynarodową do dostarczania mu pieniędzy i żywności.

Warto jednak podkreślać, że w przypadku reżimu ajatollahów, grożących Izraelowi wymazaniem z mapy świata, ryzyko ataku jest dużo większe. Przywódcy teokratycznego Iranu wierzą bowiem, że podczas wyniszczającej świętej wojny zstąpi na ziemię ich średniowieczny święty Mahdi i zapewni panowanie nad światem szyizmowi, który wyznają. Właśnie to miał na myśli prezydent Iranu Mahmud Ahmedineżad, gdy podczas swojego ostatniego wystąpienia w ONZ we wrześniu ubiegłego roku stwierdził m.in., że świat wkrótce ujrzy „globalne władanie Mahdiego”. Plany nuklearne Iranu można więc traktować nie jako sposób na szantażowanie świata, lecz drogę do jego podbicia. Działalność fanatyków religijnych wielokrotnie już dowiodła, że takich idei nie można lekceważyć.

*Paulina Biernacka – wykładowca Collegium Civitas, doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN.