Newsletter

Smoleńska mgła

Adam Szejnfeld, 09.04.2013
To nie może być przypadek. Meteorolodzy zapowiedzieli, że wiosna zawita w tym roku 11 kwietnia

To nie może być przypadek. Meteorolodzy zapowiedzieli, że wiosna zawita w tym roku 11 kwietnia. A to przecież dzień po zaplanowanych obchodach trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej, którą PiS i jego medialne przybudówki tradycyjnie już zamienią w polityczną manifestację, w wielki festyn partyjny! Nie zdziwię się więc, jeżeli ktoś zażąda powołania sejmowej komisji śledczej w sprawie „podejrzanie późnej daty ocieplenia”. Może służby specjalne, najpewniej rosyjskie, przy biernej akceptacji polskich, wpłynęły na naszą aurę? Wcześniej Rosjan oskarżano o wywołanie sztucznej mgły, więc co to dla nich taki kilkudniowy poślizg wiosny? Drobiazg!

Przepraszam za ten sarkazm, ale gdy przyglądam się sytuacji w Polsce w ostatnich latach, odnoszę wrażenie, że mamy nawrót jakiejś antyrosyjskiej histerii. Z największej tragedii narodu robi się polityczną hucpę, za sprawą której ktoś niezorientowany (na szczęście takich jest niewielu) mógłby nabrać przekonania, że pod Smoleńskiem dokonano zamachu bombowego na działaczy PiS (bo o nikim innym się nie wspomina).

Póki co, mamy atak na rząd z powodu podpisania przez jedną ze spółek niewiele znaczącego i w zasadzie standardowego dokumentu z inną spółką, tyle że rosyjską. Równolegle narzeka się, że mamy świetne położenie geograficzne, tranzytowe, tyle że nic z tego nie wynika. Bo nie potrafimy ułożyć sobie stosunków z sąsiadami – Rosjanami i Niemcami. Dlatego gazociąg leci po dnie Bałtyku, a transsyberyjska linia kolejowa – przez Ukrainę i Czechy. W tym naszym kotle wrze bez przerwy, a do tego jeszcze ciągle dokłada się pod nim do ognia. Jakby największym naszym priorytetem był brak spokoju.

Mamy szacunek i zachowujemy pamięć ofiar smoleńskiej tragedii, ale kiedy największa partia opozycyjna wciąż błądzi w smoleńskiej mgle, szukając bomby helowej, próżniowej, trotylu i pękniętej brzozy, my próbujemy iść naprzód. Na świecie i w Europie szaleje kryzys, dzieją się rzeczy szkodliwe także dla Polski, więc rząd uparcie broni kraju przede wszystkim przed skutkami groźnego spowolnienia. Ciągle deregulujemy państwo, uparcie budujemy drogi, z trudem (ale jednak!) tworzymy nowe miejsca pracy… Nie wszystko wychodzi tak, jak by się chciało, nie wszystko jest na czas, ale nie zatrzymaliśmy się na smoleńskim lotnisku. Nie stoimy w miejscu, wciąż posuwamy Polskę do przodu.

Ostatnio bardzo zdziwiło mnie, jak słabym echem odbiła się debata sejmowa na temat ograniczenia immunitetów. To był jeden z głównych postulatów PO, który spotkał się z aprobatą wyborców. W końcu w zderzeniu z drzewem wszyscy jesteśmy równi, bez względu na to, czy ktoś ma immunitet poselski, prokuratorski, sędziowski, czy nie ma go wcale. Tak samo jest w przypadku potrącenia pieszego: ofiara nie będzie mniej cierpieć, jeśli uderzy w nią poseł, a nie zwykły Kowalski.

Immunitet nie powstał z myślą o tym, żeby unikać mandatów, a właśnie do tego jest najczęściej przez niektórych wykorzystywany. Instytucja, która w przeszłości miała chronić niezależność najważniejszych urzędników w państwie, dzisiaj służy głównie do naginania prawa. Poza tym trochę to niepoważne, że ludzie, którzy stanowią prawo lub żądają jego przestrzegania, korzystają z furtek pozwalających je omijać.

Jednak to nie posłowie najczęściej korzystają z immunitetu. Z danych Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego wynika, iż od lipca 2011 r. do stycznia 2013 r. na 281 przypadków zasłonienia się immunitetem tylko 15 dotyczyło posłów, a 5 senatorów. Aż 157 razy z immunitetu skorzystali sędziowie, a 87 razy prokuratorzy. Może to dobry moment, by pomyśleć, czy faktycznie wszystkie niechęci powinniśmy zawsze lokować na ulicy Wiejskiej w Warszawie?

Projekt uchylający immunitet w przypadku wykroczeń drogowych nie jest, jak twierdzą jego przeciwnicy, jakąś błahostką i traceniem czasu. To kwestia ważnej dyskusji, ze względu na ideę  demokratycznej równości wszystkich wobec prawa. Bo jeśli nie ten temat jest ważny, jeśli nieważny jest też kryzys, wzrost bezrobocia czy tranzytowa przyszłość Polski  – to co jest ważne dla naszego kraju?

Na pewno nie polowanie na czarownice w oparach smoleńskiej mgły.