Newsletter

Polityczna różnorodność i kompromisy

Cezary Kościelniak, 10.04.2013
Najłatwiejszą drogę do przeforsowania swoich rozwiązań mają partie o dużej rozpiętości ideowej. Dlatego podstawą dobrego klimatu w demokracji jest rozmowa

W jaki sposób uprawiać politykę i wiązać ją z osobistą moralnością? Gdzie są granice kompromisu? Kiedy doradcy stają się zaangażowanymi aktorami zmiany? Jak ją uprawiać, aby zachować skuteczność, ale zarazem nie stracić swoich ideałów? Ostatnie kilka miesięcy odsłoniło sprawy, które można zanalizować podług powyższych pytań. I niekoniecznie dotyczy to ustaw obyczajowych.

Podobne dylematy rodzą się w przypadku kwestii polityki wejścia do strefy euro, cięć budżetowych czy spraw samorządowych. Winą za ten stan rzeczy można obciążyć transparentność i ekspertów.

Transparentność, gdyż zdecydowana większość procesów politycznych dzieje się jawnie, eksperci natomiast naświetlają ich interpretacje. Szczęśliwie dzięki temu możemy cieszyć się wielością opinii. Czasami można powiedzieć, że jesteśmy nimi przytłoczeni, a Rzeczpospolita raportami stoi.

Niestety, wielość opinii oznacza spory i konflikty, od fundamentalnych spraw poczynając, a na szczegółowych rozwiązaniach kończąc. Nie powinno zatem dziwić, że mając dostęp do tak wielu bogatych zasobów, kłócimy się o rozwiązania. Tylko, że raportów, strategii, zielonych ksiąg i debat jest wiele i przynoszą one wieloznaczne wnioski, natomiast decyzja polityczna zwykle jest jedna. A jej podjęcie bardzo rzadko nie wymaga kompromisu.

Granice kompromisu zawsze przebiegają w nas, w naszej konstrukcji duchowej. Trudno jest narzucać kompromis administracyjnie. W demokracji kompromis zawsze idzie w kierunku jak najszerszego rozwiązania, pozwalającego na wspólne funkcjonowanie kilku stron sporów. Naturalne jest, że nie każdy z nich znajdzie akceptację. Dlatego na kompromis trzeba patrzeć nie poprzez partie i ich interes, ale poprzez ludzi i reprezentowane przez nich wartości.

Czy jest możliwe funkcjonowanie w jednym ugrupowaniu ludzi dążących do różnych rozwiązań politycznych w kwestiach fundamentalnych? Taką sytuację mamy obecnie w Platformie, w jakimś stopniu miała ona niegdyś miejsce w PiS. Być może wielkie partie coraz bardziej przypominają konglomeraty różnorodnych opinii i wartości, skazanych na konflikt, a utrzymywanych w jedności siłą przywódców. Tutaj jednak powstaje paradoksalna sytuacja: najłatwiejszą drogę do przeforsowania swoich rozwiązań mają właśnie partie o dużej rozpiętości ideowej. Dlatego podstawą dobrego klimatu w demokracji jest rozmowa, umiejętność komunikacji swoich racji bez stygmatyzowania innych. Nie jest to proste, szczególnie gdy chodzi o wybory fundamentalne. Jednak nie jest to niemożliwe.

Ważne zadania w budowaniu komunikacji między różnymi ideami mają think tanki polityczne. Ich rolą powinno być nie tyle dostarczanie ideologicznego paliwa czy zaangażowanie w bieżącą walkę polityczną, ile tworzenie intelektualnych podstaw dla polityki. Oznacza to również krytyczną analizę pomysłów we własnej partii oraz dopuszczanie głosów zewnętrznych, czasem nawet tych z opozycji. W pewnym sensie think tanki są przeciwieństwem Parlamentu: tam naturalnym jest myślenie w kategoriach walki politycznej, tutaj, dyskusji dopuszczającej różne punkty widzenia. Pokusa jednomyślności w polityce jest od zawsze. Jednakże trzeba ją zwalczać i robić to, co uważa się za słuszne, a jednocześnie mieć na uwadze, że inni mogą mieć odmienne od naszego pojęcie słuszności.

Na koniec pozwolę sobie na refleksję pod adresem miejsca, w którym publikuję. W Instytucie Obywatelskim dostrzegam możliwość prowadzenia sporów na tematy, które żywo interesują obywateli. Żaden inny ośrodek myśli publicznej nie wydał tylu książek, raportów czy profesjonalnego kwartalnika kulturalnego. Obecnie warto pójść o krok dalej i poszerzać publikę, choćby o głosy konserwatystów. A może i nawet autorów zupełnie inaczej patrzących na dyskutowane w IO sprawy?

Na wiele z projektów Platformy sam patrzę krytycznie, na niektóre – związane z edukacją – wręcz z niepokojem. Dostrzegam jednak wartość w ich krytycznej analizie, która ostatecznie może polepszyć jakość dyskutowanych rozwiązań. Często jedno krytyczne spojrzenie jest bardziej cenne niż kilka pochlebczych opinii. A na pewno nie przeszkodzi to w budowaniu politycznej różnorodności.