Newsletter

Człowiek sukcesu ojcem porażki?

Tomasz Mincer, 02.04.2013
Miller twardo kroczy drogą Jarosława Kaczyńskiego: nie ma miejsca dla konkurencji po lewej stronie

„[C]zy w ogóle potrafimy wyobrazić sobie Aleksandra Kwaśniewskiego bez sukcesu?” – mówi ironicznie Jan Rokita w wywiadzie rzece z Robertem Krasowskim*. Aleksander Kwaśniewski jest najlepszą gwarancją sukcesu nowego stowarzyszenia (partii?) Europa+ ? Tylko co właściwie oznacza tutaj słowo sukces?

Dziś wszystkie znaki na niebie i ziemi sugerują, że nie jest to próba utworzenia szerokiej, lewicowej formacji, a jedynie chęć wprowadzenia kilku osób z kręgu Kwaśniewskiego do europejskiego parlamentu. Może jednak po zrealizowaniu celu minimum ziści się projekt o większym politycznym znaczeniu dla sympatyków lewicy? Nic na to nie wskazuje.

Europa+, jak chcieliby lewicowcy wypowiadający się w bardziej koncyliacyjnym tonie, się nie zwinie, tak aby w krótkim czasie połączyć się z SLD. Partia ta jest trzymana żelazną ręką przez Leszka Odnowiciela Millera. Prawdziwym testem wytrzymałości dla inicjatywy Kwaśniewskiego będą wybory do europarlamentu. Jeśli w europejskim starciu E+ zmiecie listę SLD z powierzchni ziemi, może to podważyć przywództwo Millera w jego partii. I ewentualnie otworzyć drogę do zjednoczenia się lewicy.

Konsolidacja na lewicy może oczywiście dokonać się przez dalszy podział SLD i skończyć exodusem posłów związanych z Kwaśniewskim do Europy+. W tym sensie, jak mówi Rokita, Kwaśniewski znów stałby się „Mojżesz[em] przeprowadzający[m] rozproszonych komunistów na brzeg nowego świata”.

Jeśli natomiast to SLD osiągnie lepszy wynik, cała inicjatywa byłego prezydenta skończy się jak prehistoryczny LiD. I Kwaśniewski wróci do działalności doradczej, szerząc demokrację za dolary i „wybierając (swoją) przyszłość”.

Obecnie mamy więc do czynienia z próbą sił. W dwóch wrogich sobie obozach żołnierze zaciskają zęby i oczekują na przesilenie. Do momentu eurowyborów żadnego rokoszu wewnątrz SLD bym się raczej nie spodziewał.

Tymczasem Miller twardo kroczy drogą Jarosława Kaczyńskiego: nie ma miejsca dla konkurencji po lewej stronie, tak jak nie ma miejsca na PiS-light. Palikot zaś cynicznie wykorzystuje Kwaśniewskiego, żeby tylko zwiększyć pole walki dla swojego ugrupowania i podreperować pikujące sondaże. Cel Palikota jest bowiem jasny: stać się lewicowym hegemonem i zrzucić z tronu Millera. Kwaśniewski natomiast pamięta o swych politycznych przyjaciołach: Siwcu, Kwiatkowskim. Zresztą, „Midas polskiej lewicy” zapewne chętnie dotknąłby też Leszka Millera, gdyby tylko ten drugi mu na to pozwolił. Pytanie, czy Kwaśniewski stracił polityczny rozsądek na tyle, by – posłużę się metaforą lidera Ruchu Palikota – dać się„zgwałcić” Palikotowi?

A przecież, jak charakteryzuje byłego prezydenta Rokita, był to „[t]wórca wehikułu wyborczego, który przez dziesięć lat – od 1991 do 2001 roku – w każdych kolejnych wyborach dawał coraz większą liczbę głosów” lewej stronie sceny politycznej. Dziś Aleksander Kwaśniewski jest raczej katalizatorem dalszych podziałów na lewicy, a tym samym marginalizacji jej politycznego znaczenia.

*Jan Rokita, Robert Krasowski, „Anatomia przypadku”, Czerwone i Czarne, Warszawa 2013