Newsletter

Mamy nie tylko mamy

Marzena Haponiuk, 28.03.2013
Urlop tylko dla ojców bardziej sprawiedliwie rozdzieli obowiązki z tytułu posiadania dzieci

Urlop tylko dla ojców bardziej sprawiedliwie rozdzieli obowiązki z tytułu posiadania dzieci

Wydaje się, że pomysł wydłużenia urlopu macierzyńskiego jest świetny. Rok, który rodzice mogą spędzić w domu z dzieckiem, zarówno z ich z punktu widzenia, ale też dla rozwoju dziecka wydaje się być bezcenny. Planowane zmiany w przepisach o urlopach macierzyńskich oprócz ich wydłużenia zakładają również promowanie większego zaangażowania ojców poprzez wprowadzenie nowej formy opieki, jaką ma być urlop rodzicielski. Pod tą nazwą kryje się pomysł, by część urlopu swobodnie podzielić pomiędzy oboje rodziców.

Gdy spojrzymy na te propozycje przez pryzmat sytuacji kobiet na rynku pracy w obliczu niekorzystnych trendów demograficznych oraz przyjrzymy się dokładnie proponowanym rozwiązaniom – dłuższy urlop dla ojców, ale tylko wtedy, gdy wyrażą na to chęć – okaże się, że sytuacja nie wygląda już tak różowo.

Polka na rynku pracy

Pomimo tego, że Polki są lepiej wykształcone, wciąż mniej pracują, mniej zarabiają i zajmują mniej prestiżowe stanowiska. Dodatkowo „karane” są za macierzyństwo. Postrzeganie roli kobiet – przede wszystkim jako matki a nie pracownika – wpływa na to, że po urodzeniu dziecka to one z reguły rezygnują z pracy i zostają w domu z dzieckiem.

Decyduje głównie mentalność, ale także czysty rachunek ekonomiczny. Skoro kobiety zarabiają mniej, także mniej odczuwalne dla rodzinnego budżetu będzie, gdy to one zrezygnują na ten czas z pracy. Co prawda będąc na urlopie macierzyńskim otrzymują świadczenie w wysokości średniej wyliczonej na podstawie zarobków z ostatniego roku. Pozbawianie są jednak w tym czasie prawa do dodatkowych świadczeń, premii czy propozycji szkolenia lub awansu.

W szczególnej sytuacji na rynku pracy znajdują się przedsiębiorczynie. Prawo do zasiłku z tytułu urodzenia dziecka przysługuje tym spośród nich, które dobrowolnie opłacały składki na ubezpieczenie chorobowe. Z reguły był to pułap najniższy z możliwych. Zatem i przysługujący zasiłek macierzyński nie jest wysoki. Co prawda luki w prawie pozwalają na obejście tych niekorzystnych z punktu widzenia właścicielek firm przepisów, ale nie zmienia to faktu, że przez prawo były one – i są nadal – dyskryminowane.

Długi urlop macierzyński rodzi szereg niebezpieczeństw. W sposób naturalny utrudnić może powrót do pracy. O ile w przypadku osób dobrze wykształconych, będących ekspertami w swojej dziedzinie nie powinien rodzić większych przeszkód, nawet gdy się przeciągnie, w przypadku pracownic mniej wykwalifikowanych i często słabiej wykształconych ryzyko ich wypadnięcia z rynku pracy znacznie się zwiększa. Osobę o niższych kwalifikacjach łatwiej jest bowiem zastąpić.

Prawo teoretycznie gwarantuje matkom powrót na dotychczas zajmowane stanowisko. W sytuacji, gdy przerwa w pracy jest zbyt długa, może się jednak okazać, że nie ma do czego wracać. Stanowisko może zostać zlikwidowane, albo – co też nierzadko się zdarza – firma przestaje istnieć.

Często kobiety będące w takiej sytuacji decydują się na kolejne dziecko. Okres poza rynkiem pracy wydłuża się wówczas niebezpiecznie do kilku lat. Dobrze, gdy da się to pogodzić z wykonywaniem pracy na część etatu lub w formie telepracy. Nie zawsze jest to możliwe. Efekt jest łatwy do przewidzenia: bezrobocie lub, co gorsza, bierność zawodowa.

Długie urlopy macierzyńskie szkodzą także kobietom poszukującym pierwszej pracy. Pracodawcy – mając do wyboru młodego mężczyznę oraz młodą kobietę, z uwagi na istniejące ryzyko pójścia przez kobietę na urlop macierzyński – częściej zatrudnią mężczyznę.

Polka w domu

Mentalność i źle skonstruowane przepisy wpływają znacząco na funkcjonujący model rodziny. Możliwość skorzystania z rocznego urlopu z tytułu urodzenia dziecka spowoduje, że kobiety masowo opuszczą rynek pracy. To naturalna konsekwencja planowanych zmian.

Wysokość zasiłku macierzyńskiego nie motywuje kobiet do szybkiego powrotu do pracy. Pomimo zastosowanej gradacji wysokości świadczenia (płatne 100 proc. podstawy wynagrodzenia przez 6 miesięcy lub 80 proc. w przypadku, gdy urlop będzie trwał rok), rozwiązanie to wydaje się być szczególnie atrakcyjne np. dla osób słabiej zarabiających.

Tymczasem ojcowie w Polsce wciąż niechętnie korzystają z przysługujących im uprawnień. W 2012 roku urodziło się w Polsce ok. 400 tys. dzieci. Na dwutygodniowy urlop ojcowski zdecydowało się w tym czasie jedynie około 20 tysięcy mężczyzn. Nie ma zatem przesłanek, by przypuszczać, że wprowadzenie nowego uprawnienia, tj. urlopu rodzicielskiego, szybko ten trend zmieni.

Tata też ma prawa!

Tymczasem społeczne realia ulegają zmianie. Kobiety chcą dziś pracować. W wielu przypadkach są do tego wręcz zmuszone. Model z jednym żywicielem rodziny nie zawsze wystarcza, by zaspokoić jej potrzeby. W Polsce za to silny wciąż pozostaje mit matki Polki. Gdy dołożymy do tego problemy z miejscem w żłobku lub brak pieniędzy na opłacenie niani, nikogo nie powinno dziwić, że część kobiet jest wręcz zmuszona do pozostania w domu.

Warto rozważyć raz jeszcze wprowadzenie dodatkowych instrumentów zwiększających zaangażowanie ojców w opiekę i wychowanie dzieci. Urlop z przeznaczeniem tylko dla ojców bardziej sprawiedliwe rozdzieli obowiązki z tytułu posiadania dzieci. Dwa miesiące wyłącznie dla taty, które niewykorzystane przepadną, zwiększy zaangażowanie ojców w wychowanie oraz pogłębi więź z dzieckiem. Mając do wyboru osiem tygodni płatnego urlopu czy wydatek na zatrudnienie na ten czas opiekunki dobrze się zastanowią, zanim z niego zrezygnują.

Równocześnie takie rozwiązanie da czytelny sygnał pracodawcom. Gdy prawdopodobieństwo wzięcia urlopu przez któregokolwiek z rodziców będzie podobne, głównym motywem przy zatrudnieniu nowej osoby przestanie być płeć, a zaczną kwalifikacje.

Skoro innym już się to udało, a mam tu na myśli np. Szwedów, nie warto wyważać otwartych drzwi, tylko skorzystać z dobrych doświadczeń. W przeciwnym wypadku zmiany w modelu rodziny nadal będą zachodziły, ale bardzo wolno. Kobiety wypychane z rynku pracy z trudem doń powrócą. Tempo tych zmian można porównać do tempa przyrostu liczby kobiet na wysokich stanowiskach: bez kwot pułap 40 proc. kobiet w zarządach osiągniemy za około 50-70 lat.

Co więcej, niewykorzystany potencjał gospodarczy kobiet, przy niekorzystnych trendach demograficznych, może skutkować spowolnieniem rozwoju gospodarczego Polski. Równolegle nadal w Polsce spadać będzie dzietność. A to odbije się na nas wszystkich. Nie dyskryminujmy ojców. I pamiętajmy, że mamy nie tylko mamy!

*Marzena Haponiuk – socjolog, ekonomista, analityk ds. rynku pracy i polityki społecznej w Instytucie Obywatelskim