Newsletter

Reset na Bliskim Wschodzie

Paulina Biernacka, 26.03.2013
Podczas wizyty w Izraelu Obama zaskoczył wszystkich, bardzo mocno podkreślając swoje zatroskanie kwestią konfliktu izraelsko-palestyńskiego

Strona 1

Podczas wizyty w Izraelu Obama zaskoczył wszystkich, bardzo mocno podkreślając swoje zatroskanie kwestią konfliktu izraelsko-palestyńskiego

Barack Obama jest piątym prezydentem Stanów Zjednoczonych, który odwiedził Izrael w 65- letniej historii tego państwa. Jego pięćdziesięciogodzinna wizyta była wielce oczekiwanym i od tygodni planowanym przedsięwzięciem, któremu towarzyszyły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Licząca tysiąc osób delegacja powitała Obamę na lotnisku im. Ben Guriona w Tel Awiwie, gdzie przy dźwiękach orkiestry prezydent USA przeprowadził inspekcję systemu obrony przeciwrakietowej Izraela składającego się z Żelaznej Kopuły, Magicznej Różdżki, systemów Arrow 2 i Arrow 3. Spotkanie na miejscu relacjonowało pięciuset dziennikarzy z całego świata.

Restart stosunków

Obama odwiedził Izrael w wyjątkowym czasie, dwa miesiące po rozpoczęciu swojej drugiej kadencji i dwa dni po ukonstytuowaniu się nowego rządu w Izraelu.

Co znaczące, wyjazd do Izraela był pierwszą oficjalną zagraniczną wizytą prezydenta Obamy po jego ponownym zaprzysiężeniu. Jest to ogromny zwrot w stosunku do tego, co obserwowaliśmy na początku pierwszej kadencji demokraty. Wówczas to podczas swojej słynnej bliskowschodniej wizyty odwiedził on wszystkie kraje regionu, wygłaszając epokowe przemówienie w Kairze i  niezręcznie pomijając Izrael. Obecna wizyta miała naprawić relacje pomiędzy USA i Izraelem. Słowo „restart” stosunków, zwłaszcza w odniesieniu do prezydenta Obamy i premiera Netanjahu, przewijało się w każdej relacji z podróży.

O ile spotkania przywódców państw organizowane są zazwyczaj w celu omówienia wielu kwestii bezpieczeństwa i spraw zagranicznych, o tyle w obecnej sytuacji ani w agendzie administracji Obamy, ani nowego rządu Netanjahu sprawy zagraniczne nie figurują jako priorytetowe. Przywódcy obu państw pochłonięci są sprawami krajowymi i gdyby sytuacja na Bliskim Wschodzie pozwoliła im spać spokojnie, żaden z liderów nie kiwnąłby nawet palcem, aby się angażować w jej kształtowanie czy zmianę.

Niestety, pomimo wewnętrznych problemów, politycy z obu krajów będą musieli zmierzyć się w najbliższym czasie z nie cierpiącym zwłoki problemem nuklearyzacji Iranu, co być może zaangażuje ich państwa w wieloletni konflikt z Teheranem. Jeszcze bardziej pilna wydaje się kwestia broni chemicznej w Syrii, której arsenały w każdej chwili mogą dostać się w niepowołane ręce (Hezbollahu bądź Al Kaidy).

Przywódcy nie mogą również przejść do porządku dziennego nad kwestią palestyńską, gdyż Autonomia Palestyńska jest coraz słabszym tworem, a jej mieszkańcy wyrażają swą frustrację poprzez organizowanie regularnych zamieszek. Przed rozpoczęciem wizyty oczekiwano, że tematy te będą omawiane we wspomnianej przeze mnie kolejności. Jednak prezydent Obama zaskoczył wszystkich, bardzo mocno podkreślając swoje zatroskanie kwestią konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Rakiety ze Strefy Gazy

Nie bez znaczenia był atak rakietowy ze Strefy Gazy na przygraniczny Sderot, którego dokonano w czwartek rano, zaledwie kilka godzin przed spotkaniem prezydenta Obamy z przywódcą Palestyńczyków Mahmudem Abbasem. Barack Obama ostro potępił ten incydent, wzywając Hamas do wyrzeczenia się przemocy oraz uznania Izraela. Wykorzystał też sytuację i oświadczył Palestyńczykom, iż Izraelczycy nie wymagają od strony przeciwnej zaprzestania ataków jako warunku wstępnego do rozmów, dlatego też Palestyńczycy również nie powinni oczekiwać od Izraela zamrożenia budowy osiedli na terytorium okupowanym. Nie oznacza to jednak, że Obama popiera te działania Izraela. Kilka godzin później, w trakcie przemówienia do studentów nazwał on budowę osiedli działaniami kontrproduktywnymi, które nie przybliżają stron do rozwiązania konfliktu.

Jerozolimskie przemówienie

Mowa do studentów była kluczowym elementem wizyty Obamy. Prezydent Stanów Zjednoczonych w bardzo zgrabny sposób pochwalił Izraelczyków za ich wysoką moralność, umiłowanie demokracji czy zbudowanie silnej gospodarki opartej na nowoczesnych technologiach. Odwołując się do najważniejszych wydarzeń w historii Izraela oraz cytując kluczowych polityków rządzących państwem żydowskim, Obama dał się poznać jako osoba dogłębnie znająca dzieje i źródła istnienia tego państwa. Co więcej, przemówienie było naszpikowane empatią i współczuciem dla studentów izraelskich, którzy zaczynając wyższą edukację mają za sobą lata trudnych i często traumatycznych doświadczeń związanych z pobytem w wojsku.

Wszystko to stanowiło tło dla najważniejszego przesłania, jakim było opowiedzenie się po stronie utworzenia państwa palestyńskiego. Palestyna musi powstać, gdyż okupacja jest sprzeczna z ideami, które wyznają Izraelczycy. Obama podkreślał, że biorąc pod uwagę kwestie demograficzne na Zachodnim Brzegu, jedyną możliwością przetrwania i rozwoju żydowskiego i demokratycznego państwa jest utworzenie niepodległej Palestyny. Pomimo wielu lat prób porozumienia się z wrogimi Arabami, które często źle kończyły się dla bezpieczeństwa Izraela (oddanie Strefy Gazy i wycofanie się z Libanu doprowadziły do nieustannych ostrzałów Izraela z tych terytoriów), Izrael nie ma innego wyjścia, jak dążyć do pokoju.

Przemowa Obamy jest przez niektórych odbierana jako sprzeniewierzenie się wszelkim ideom, promowanym przez obecne władze Izraela. Prezydent Stanów Zjednoczonych wezwał studentów izraelskich do wzięcia sprawy w swoje ręce: do nacisku na liderów państwa w kwestii powrotu do rozmów pokojowych. Obama stanowczo przeciwstawia się retoryce Netanjahu oraz dwudziestoletnim już rządom prawicy, która uważa, że nie ma z kim rozmawiać o pokoju, a budowa osiedli musi być kontynuowana. Obama podkreślił również, że obecne władze Autonomii – w osobach prezydenta Mahmuda Abbasa i premiera Salaba Fajada – są zdolne do niezbędnego kompromisu.