Newsletter

Republikanie trzymają kurs

Grażyna Grochocka, 27.03.2013
Partia Republikańska dotkliwie odczuła ostatnią przegraną. Jak się okazało, nie potrafiła przekonać do siebie Latynosów, Azjatów ani kobiet

Partia Republikańska dotkliwie odczuła ostatnią przegraną. Jak się okazało, nie potrafiła przekonać do siebie Latynosów, Azjatów ani kobiet. Co więcej, porażka ta była dla środowiska konserwatywnego kompletnym zaskoczeniem. Teraz republikanie zaczęli się zastanawiać, dlaczego nie wygrali

W Stanach partie działają inaczej niż w Europie. Ich struktura jest dosyć luźna, kierownictwo ma niewielki wpływ na wypowiedzi i decyzje członków. Dzięki temu w większym stopniu mogą reprezentować poglądy swoich wyborców. Równocześnie, zwłaszcza w przypadku republikanów, sprzyja to uzależnieniu partii od tzw. „bazy”, betonu partyjnego, którego poglądy są znacznie bardziej radykalne niż większości społeczeństwa. I to właśnie między tymi dwiema grupami – najtwardszymi konserwatystami a centrowymi działaczami – toczy się dyskusja na temat kierunku, w którym podąży partia.

Świetną okazją do takich polemik jest Conservative Political Action Conference (CPAC) – coroczna konferencja skupiająca najważniejsze postaci środowiska konserwatywnego: kongresmenów, biznesmenów czy ludzi mediów, połączonych przywiązaniem do prawicowych wartości. Są przedstawicielami grup, które nigdy nie zagłosują na demokratów.

Tegoroczny zjazd odbył się od 14 do 16 marca. Ale choć na Grand Old Party (GOP) – jak Amerykanie nazywają Partię Republikańską –  spadły gromy krytyki, nie należało się spodziewać, że CPAC zarekomenduje nowe otwarcie czy zmianę dotychczasowej polityki. Można było dojść do takiego wniosku przeglądając listę zaproszonych osób. Sarah Palin, Wayne LaPierre, Rick Perry, Ann Coulter, Rick Santorum czy Donald Trump są bowiem najbardziej radykalnymi z radykalnych członków tego środowiska. Natomiast Chris Christie, niezwykle popularny wśród niezależnych wyborców gubernator New Jersey, nie został zaproszony.

Najważniejszą myślą przebijającą się ze wszystkich przemówień – niezależnie, czy pochodziły z religijnego, ekonomicznego czy społecznego skrzydła partii – było przekonanie, że wszystko jest OK. Partia nie musi zmienić swoich idei, powinna je tylko lepiej przedstawiać. „Nie potrzebujemy nowych pomysłów. Nasz pomysł nazywa się Ameryka i nadal działa” – powiedział senator z Florydy i prawdopodobny kandydat na prezydenta w 2016 r. Marco Rubio. „Nie musimy zmienić poglądów. Nasze poglądy są ponadczasowe” – wtórował mu Bobby Jindal, gubernator Luizjany.„Wygramy, ponieważ nasze idee są sprawiedliwe i dobre” ­– sekundował obu pokonany kandydat na prezydenta Mitt Romney. Można było odnieść wrażenie, że to republikanie rządzą w Białym Domu i Senacie.

Wielu mówców narzekało, że partia zbytnio oddaliła się od konserwatywnych wartości. Tym, którzy oskarżali ją o oderwanie od liberalnego społeczeństwa, Rick Perry odpowiedział: „To mogłaby być prawda, gdybyśmy w 2008 i 2012 roku wybrali na kandydatów prawdziwych konserwatystów”. Z kolei Brent Bozell, szef największej prawicowej organizacji zajmującej się nadzorowaniem mediów, zaatakował partyjnych centrystów: „Mogę z nimi współpracować, ale będziemy działać na naszych warunkach, zgodnie z naszą wizją i realizując nasze cele. Nie ma innej możliwości”.

Inne podejście zaprezentowało kierownictwo partii w raporcie pt. „Projekt na rzecz wzrostu i szans”. Na prawie stu stronach przeanalizowano podwójne wybory, prezydenckie i do Senatu, w 2012 r. Wnioski mają usprawnić proces wyboru republikańskiego kandydata na prezydenta w 2016 r.

Raport już stał się hitem wśród liberalnych komentatorów i komików. Republikanie zauważają tam na przykład, że „kobiety też chcą usłyszeć fakty” i „często to one zajmują się sprawami finansowymi rodziny”. Rozbawienie wywołał również plan stworzenia „organizacji, która będzie szkolić potencjalnych kandydatów w formułowaniu niekontrowersyjnych wypowiedzi, uznających prawa wszystkich Amerykanów niezależnie od przynależności etnicznej”. W innym miejscu autorzy raportu stwierdzają: „(…) nie możemy zaadresować problemów mniejszości, jeśli nic o nich nie wiemy, rekomendujemy więc stworzenie organizacji informującej kandydatów o kulturze, aspiracjach, poglądach i dokonaniach danej mniejszości etnicznej”. Dziennikarze już nie mogą się doczekać przecieków z zebrań tego think tanku.

W raporcie republikanie podkreślają, że nie chodzi im o nakreślenie nowych rozwiązań politycznych. Jednocześnie zauważają jednak, że „stworzenie nowej polityki imigracyjnej będzie niezbędne dla zdobycia większej liczby głosów Latynosów” – jednej z najliczniejszych i najważniejszych mniejszości w kraju.

Wielu analityków spoza partii wskazywało na konkretne problemy, które osłabiają GOP. W coraz bardziej zróżnicowanej etnicznie Ameryce zaskakuje, że republikańskimi szefami najważniejszych komisji w Kongresie będą wyłącznie biali mężczyźni. Z kolei komentarze na temat aborcji i gwałtu (najbardziej kontrowersyjne wypowiedział Todd Akin) zbulwersowały wiele kobiet. Natomiast Latynosi nie mogą pogodzić się z republikańską polityką imigracyjną.

Czy republikanom uda się wyjść z impasu? Mało prawdopodobne. Baza partyjna domaga się jeszcze większego zwrotu w prawo, mimo że już dziś Partia Republikańska jest uważana za zdecydowanie bardziej radykalną niż jeszcze kilka lat temu. Powyborczy raport dobrze diagnozuje bolączki partii, ale daleko stąd do rozwiązania problemu. Zwłaszcza że duża część konserwatystów nie chce przyznać, iż problem w ogóle istnieje.

*Grażyna Grochocka – studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim. Stażystka w Instytucie Obywatelskim. Interesuje się polityką amerykańską, miejscem islamu we współczesnych demokracjach i sytuacją wewnętrzną Hiszpanii.