Newsletter

Populista, czyli kto?

Klaus Bachmann, 21.03.2013
Populiści stanowią nieodłączny element demokracji. Są jednocześnie niebezpieczeństwem i inspiracją

Strona 1

Populiści stanowią nieodłączny element demokracji. Są jednocześnie niebezpieczeństwem i inspiracją – mówi prof. Klaus Bachmann w rozmowie z Weroniką Przecherską

Weronika Przecherska: W pogrążonej w kryzysie Europie coraz głośniej słychać demagogiczne hasła. Populiści są coraz silniejsi we Włoszech, Holandii czy Wielkiej Brytanii. Czy zagrażają demokracjom?

Prof. Klaus Bachmann: Paradoksalnie, stanowią ich nieodłączny element. Są jednocześnie niebezpieczeństwem i inspiracją. Populiści głosząc proste, radykalne hasła zwracają uwagę na ważne problemy, które dotychczas nie miały szans przebić się w debacie publicznej. Reprezentując marginalizowane interesy i poglądy, zapobiegają jednocześnie radykalizacji tych, których w wielkiej polityce brak. Tym samym, choć często atakują instytucje demokratyczne – jak parlament, rząd, trybunał konstytucyjny – przyczyniają się do stabilizacji demokratycznego systemu.

W przeciwieństwie do skrajnej prawicy, populiści nie atakują samej demokracji i nie odpowiadają się za dyktaturą. Są jednak bardzo krytyczni wobec demokracji przedstawicielskiej i instytucji demokratycznych. Jednocześnie propagują demokrację bezpośrednią. Niestety ta ostatnia nie rozwiązuje problemu reprezentatywności polityki. Oczywiście, daje obywatelom maksymalny wpływ na bieg wydarzeń, nie pozwala jednak pociągać do odpowiedzialności polityków. Tego po prostu nie da się zrobić bez instytucji.

Jednak to nie demokratyczny porządek i stabilizacja dają populistom władzę. Ich ulubione instrumenty to chwiejne nastroje i wzburzone emocje. Według jakich reguł grają?

Doskonale wyczuwają społeczne obawy, dlatego ich uwaga z reguły skupia się na jednym temacie. Zazwyczaj jest to walka – z przestępczością, korupcją i imigracją. Scena polityczna jest dla nich niczym arena, na której rozgrywa się walka dobra ze złem. Podział jest prosty: białe i czarne, zbawienie i upadek, dobry naród i złe, dbające o własne interesy elity. Oczywiście moralna racja i pełne prawa są po stronie populistów. To oni kreują się na jedynych prawdziwych i uczciwych rzeczników społeczeństwa, które reprezentują. To zabieg w dużej mierze niedemokratyczny. Polityka w ujęciu populistów nie jest jednak walką o władzę pomiędzy dwoma równoprawnymi konkurentami. To konflikt, który toczą dobrzy populiści i ich niemoralni przeciwnicy. W przeciwieństwie do tradycyjnych partii, populiści odmawiają swoim konkurentom moralnego prawa do rywalizowania z nimi.

Jednym słowem – trudno tu o jakiekolwiek pole do współpracy.

Podstawą działania populistów jest kontestowanie istniejącego porządku politycznego i sceptycyzm wobec instytucji pośredniczących. Nic więc dziwnego, że nie postrzegają  politycznych przeciwników jako potencjalnych koalicjantów. Podobnie jak mediów, które w ich oczach są poplecznikami rządzących. Co ciekawe, inne partie przyczyniają się do popularyzacji populistycznych sloganów nawet wtedy, kiedy są im przeciwne i polemizują z nimi.

Kiedy jednak populiści zdobywają władzę i tworzą rząd albo wchodzą w koalicję, bardzo szybko tracą urok w oczach swoich wyborców. Stają się częścią „układu”, przeciwko któremu obiecali walczyć podczas kampanii wyborczej. To kolejna różnica między skrajną prawicą a populistami. Skrajna prawica u władzy jest niebezpieczna dla demokracji. Populiści u władzy są zazwyczaj niebezpieczni dla opozycji. W ostatecznym rachunku zaś – dla samych siebie.

Jednak nie wszystkie społeczeństwa dają się uwieść ich postulatom. Na niemieckiej scenie politycznej trudno się dopatrzyć znaczących partii i ruchów populistycznych. Czy nasi sąsiedzi są mniej wrażliwi na chwytliwe hasła populistów?

Nie, to raczej instytucjonalne bariery dla rozwoju populizmu są tam trochę wyższe niż w pozostałych krajach. Mniej jest instrumentów demokracji bezpośredniej. Tym samym system polityczny staje się bardziej odporny na zmiany społeczne. Prawdą jest jednak, że w Niemczech nie ma dla skrajnych, populistycznych partii miejsca w debacie publicznej. To zasługa kultury politycznej i systemu medialnego. Przedstawiciele politycznego establishmentu wykluczają jakikolwiek poklask dla propagandy ksenofobicznej i nacjonalistycznej. Również media pozostają na nią obojętne. Jest to jednak sytuacja dość  wyjątkowa na skalę europejską. W Wielkiej Brytanii BBC dopuszcza do głosu przedstawicieli brytyjskiej eurosceptycznej UKIP. Również w polskiej debacie publicznej apel o ignorowanie nieistniejącej już populistycznej Samoobrony czy LPR pozostałby bez echa. Nie pozwoliłaby na to silna konkurencja, ideologizacja i polaryzacja na scenie mediów.

Czy jest to tylko kwestia kultury politycznej? A może rezultat wyciągnięcia przez Niemców lekcji z historii?

W Niemczech tworzenie ruchu albo partii prawicowo-populistycznej, która nie kojarzyłaby się po jakimś czasie ze skrajną prawicą – a co za tym idzie, z neonazizmem – było dotąd niemożliwe. Już samo słowo „prawica” jest obarczone tak złymi konotacjami, że nawet chadecja nie chce uchodzić za prawicę, lecz „mieszczańskie centrum”. Przecież to konserwatyści i narodowi liberałowie w schyłkowej Republice Weimarskiej współpracowali z nazistami i wynieśli Hitlera do władzy. W innych krajach – w Polsce, w Austrii – można być „porządnym prawicowcem” i powoływać się na przedwojenną prawicę. W tych państwach była ona bowiem przeciwko nazistom, stając się potem ofiarą hitlerowskich represji i prześladowań.