Newsletter

Jak żyć, Panie Duda?

Azrael, 18.03.2013
Piotr Duda musi dziś robić politykę, ale zdaje sobie sprawę, że prawdziwej siły politycznej nie ma

Piotr Duda musi dziś robić politykę, ale zdaje sobie sprawę, że prawdziwej siły politycznej nie ma.

Kilkugodzinne spotkanie w sali BHP Stoczni Gdańskiej przed ostatnim weekendem miało znaczenie minimalne dla spraw społecznych, materialnych i potrzeb ludzi pracy, w tym przypadku związkowców. Choć na spotkaniu pojawili się reprezentanci blisko 100 różnych organizacji, głównie właśnie związkowych, to gwiazdą polityczną był Piotr Duda, medialną i rozrywkową – Paweł Kukiz, a paprykarz Kowalczyk reprezentował coś na kształt karykatury NZSS „Solidarności” Rolników Indywidualnych…

Spotkanie miało wymiar polityczny i było ostrzeżeniem przed tym, do czego wyraźnie zmierza Piotr Duda – pomysł na „Platformę Oburzonych” ma iść w kierunku wyjścia wiosną na ulicę. Może stanie się to już 10 kwietnia, by Duda mógł odbudować pozycję swoją i swoich formacji związkowych.

Na dziś jednak działania polityczne czy medialne nie przynoszą związkowcom ani samemu Dudzie żadnych sukcesów. Nie ma pomocy ze strony polityków, a Prawu i Sprawiedliwości szef związkowy sam do końca nie wierzy. W związku z tym zakłada „rozruszanie” różnych organizacji związkowych i zorganizowanie „ruchawek” ulicznych. Oczywiście, ubierze to w konkretne postulaty robotnicze i polityczne (choć pomysł Kukiza dotyczący jednomandatowych okręgów wyborczych całkowicie się nie udał) i będzie to manifestował na ulicach. O ile, rzecz jasna, tych 100 różnych fabrycznych, rolnych, handlowych organizacji na to pójdzie.

Na obrzeżach jego manifestacji gdzieś swoją grę będą odgrywać Kluby „Gazety Polskiej” z red. Tomaszem Sakiewiczem. One grają inną rolę, mają inne zadania wobec Jarosława Kaczyńskiego. Jednak to właśnie szef PiS-u na tym populizmie będzie chciał zbudować swój kapitał. On nadal wierzy, że rozkręciwszy rozruchy społeczne i polityczne, obali PO i doprowadzi do wcześniejszych wyborów. To jest drugie dno tego, co widzieliśmy w Gdańsku.

Związkowcy są zawsze i wszędzie niezadowoleni. To standard ich postępowania. To, co postulowali wczoraj i dostali, dziś jest podstawą żądania jeszcze więcej. Tylko że to sprawdzało się w Polsce kilkanaście lat temu; dziś nie daje rezultatu. Dziś siła związkowców kończy się z reguły w ich gabinetach, ponieważ pracownicy klasycznych zakładów przemysłowych, górnictwa, kolejarze już wiedzą, że rozbicie ich organizacji przez różnych pseudodziałaczy – właśnie już tych 100 wspomnianych organizacji w stoczni – pokazuje wymownie, jak niewiele znaczą.

Piotr Duda musi dziś robić politykę, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że prawdziwej siły politycznej nie ma. Może być przez kilka godzin mocny na ulicach przed Sejmem, może być poklepywany, głaskany i chwalony przez polityków od PiS-u po Ruch Palikota, ale to nic nie znaczy, jeżeli chce załatwić jakiekolwiek sprawy. Dla siebie, związkowców, pracowników. Nawet jako lider wielkiego związku zawodowego czy konglomeratu politycznego związkowców dziś nie jest w stanie załatwić nic, co by szkodziło interesom politycznym – także tych formacji, które go od czasu do czasu pieszczą. Nie ma znaczenia, czy występuje obok Zbigniewa Ziobro, Leszka Millera, czy nawet Tadeusza Rydzyka.

A jeżeli stanie ponownie na jednej trybunie obok Jarosława Kaczyńskiego z PiS – sukcesów nie osiągnie. Wie to nawet Paweł Kukiz, dla którego i Donald Tusk, i Jarosław Kaczyński to taka sama, niegodna zaufania polityczna grupa…