Newsletter

Polityka mnie interesuje…

Helena A. Jędrzejczak, 02.08.2010
Około 45% wyborców uważa politykę za tak dalece nie mającą związku z ich życiem, że decyduje się nie brać udziału w wyborach – nie znajduje więc nikogo, czyje wyczucie w ocenie ich sytuacji wydawałoby się im na tyle duże, by powierzyć mu losy kraju

…to zdanie, które zazwyczaj powoduje pewne zaskoczenie na twarzy mojego rozmówcy. Przecież „polityka” to afery, korupcja, IPN, niezrozumiałe dla przeciętnego człowieka zawiłości prawno-podatkowe. Przecież politycy to jakaś oderwana od rzeczywistości grupa ludzi, którzy nie wiadomo skąd się wzięli, nie wiadomo czym się zajmują, nie wiadomo co tworzą, za to wiadomo, że za nasze pieniądze. Przecież polityka codziennego życia i szarego obywatela w ogóle nie dotyczy.

Kiedy z kolei zaczyna go bardziej dotyczyć – poprzez regulacje, które mają  jakoś  ingerować w jego prywatność, poprzez tworzenie przepisów prawa, które w jakiś sposób będą dotyczyć bardziej jednostek niż ogółu, poprzez nadmierne zainteresowanie tym, czym obywatele zajmują się w swoim życiu – wówczas zaczyna budzić opór, ale i zainteresowanie. Wtedy okazuje się, że politykę tworzą konkretni ludzie. Ludzie mający określone przekonania. Ludzie reprezentujący partie polityczne. Wreszcie – ludzie mające różne doświadczenia życiowe i wypływające z nich poglądy, bardziej i mniej polityczne. Weber określał te elementy jako namiętność, poczucie odpowiedzialności i wyczucie w ocenie, dystans wobec ludzi i rzeczy, a za niezbędne do uprawiania zawodu polityka uważał ich zrównoważenie.

Namiętności w polskiej polityce nie brakuje – raczej mamy jej aż nadto i nie warto się nad nią rozwodzić. Z poczuciem odpowiedzialności nieco gorzej – trudno sobie wyobrazić, by podstawową kategorią stosowaną przy podejmowaniu decyzji, było dobro wspólne, dobro Polski – choć każdy lubi o nim mówić, to źródłem wiedzy o tym, co dla naszego kraju dobre, wydają się być sondaże, a nie rzetelne analizy (aczkolwiek mam nadzieję, że to bardziej PR niż rzeczywista praktyka, a politycy więcej mówią o czerpaniu wiedzy z pytań zadawanych ludziom niż rzeczywiście z nich korzystają, to jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z demokracją sondażową). Wreszcie wyczucie w ocenie, czyli umiejętność spojrzenia na kraj z różnych perspektyw, wczucia się w sytuację grup o różnych potrzebach i możliwościach – to albo mężczyźni między 40. a 59. rokiem życia opanowali tę umiejętność do perfekcji, albo trzeci z warunków dobrego uprawiania polityki, sformułowanych przez ojca socjologii, niestety nie jest realizowany.

Około 45% wyborców uważa politykę za tak dalece nie mającą związku z ich życiem, że decyduje się nie brać udziału w wyborach – nie znajduje więc nikogo, czyje wyczucie w ocenie ich sytuacji wydawałoby się im na tyle duże, by powierzyć mu losy kraju. Polityka ich nie interesuje – bo wydaje się nie dotyczyć problemów, z którymi stykają się na co dzień, a więc tym, co dla zwykłego człowieka naprawdę ważne.

Nie twierdzę, że polityka powinna porzucić zagadnienia związane z historią, infrastrukturą, zawiłościami polityki zdrowotnej czy fiskalnej. Tak jak napisałam na początku, po pierwsze to mnie interesuje, po drugie – bez nich państwo nie może sprawnie działać. Nie twierdzę też, że nie można wczuć się w sytuację  osoby, którą się nie jest – bo wtedy jakakolwiek reprezentacja byłaby niemożliwa. A jednak niepokojące wydaje mi się, gdy o tym, co kluczowe dla państwa, decyduje grupa w sumie bardzo jednorodna – wszak tylko 30% posłów i posłanek ma mniej niż 40 lub więcej niż 59 lat, a niemal 80% to mężczyźni. Po prostu ludziom o siłą rzeczy podobnych doświadczeniach musi być trudno zająć się kwestiami, które ich nie dotyczą.

Można powiedzieć, że naród wybrał takich polityków, więc najlepiej reprezentują jego wolę. Można uznać, że młodzi, starzy i kobiety po prostu polityką nie są zainteresowani, więc to, że nie są reprezentowani, jest ich problemem. Można mieć nadzieję, że mężczyźni w średnim wieku, którzy rządzą Polską, rozpoznają wszystkie ważne problemy i zajmą się szukaniem właściwych rozwiązań. Można na to czekać. Można – tylko po co?

Mamy przecież niską frekwencję. Mamy życie polityczne, którego jakość sprawia, że zawód polityka cieszy się nieodmiennie niskim prestiżem społecznym (trzy ostatnie miejsca od końca w rankingu prestiżu zawodów to działacz polityczny, poseł i radny). Mamy problemy, które toczą debatę publiczną, ale jakoś  nie mogą doczekać się rozwiązań prawnych. Mamy dwadzieścia lat doświadczenia w budowaniu demokracji i nasze państwo nadal nie jest stowarzyszeniem stowarzyszeń, brakuje nam społeczeństwa obywatelskiego, organizowania się wokół wspólnych problemów, działania na rzecz mniejszych i większych wspólnot, dla ich dobra, a nie tylko interesu własnego lub wąsko pojętej grupy.

Nie twierdzę, że zwiększenie udziału kobiet w polityce uzdrowi sytuację i czasem też mi się wydaje, że jeśli jest się kompetentnym, to płeć nie ma znaczenia. A jednak –  może warto spróbować zachęcić kobiety do tego, by zechciały wziąć udział w stereotypowo niekobiecej walce o mandat poselski albo senatorski? Może warto podjąć próbę sprawienia, że Polską  nie będzie rządzić grupa tak jednorodna jak obecnie? Może skoro i tak ludzie uważają, że nie ma zawodu gorszego niż polityk, stać nas na ten eksperyment, jakim jest współrządzenie przez osoby o odmiennym doświadczeniu życiowym, innym weberowskim wyczuciu w ocenie?

Doświadczenie krajów, w których ustawowo określono udział płci na listach wyborczych czy też kościołów, w których gremiach kierowniczych reprezentowane są tak kobiety, jak mężczyźni, pokazuje, że nie prowadzi to do tragedii, spektakularnej katastrofy czy też  pogorszenia jakości życia. Nikt też nie zmusza do głosowania na kobiety (albo mężczyzn, jeśli to ich udział byłby stosunkowo niski). Zawsze możemy wybrać tych, których uważamy za najbardziej kompetentnych. Tylko niektórych kompetentnych trzeba przekonać do tego, byśmy mieli możliwość ich wybierać. I by mogli nas polityką zainteresować.

*Helena Anna Jędrzejczak – historyk idei, socjolożka, doktorantka w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW, pracuje w Centrum Nauki Kopernik