Newsletter

Kryzys na Wzgórzach Golan

Paulina Biernacka, 13.03.2013
Jeśli Baszar Assad przegra walkę z rebeliantami i straci władzę, Izrael może zapomnieć o negocjacjach pokojowych z Syrią

Jeśli Baszar Assad przegra walkę z rebeliantami i straci władzę, Izrael może zapomnieć o negocjacjach pokojowych z Syrią. Na domiar złego los misji ONZ na Wzgórzach Golan wisi na włosku

Ugrupowanie Męczenników z Jarmuku uprowadziło 6 marca dużą grupę Filipińczyków, którzy patrolowali Wzgórza Golan. Porywacze zagrozili, że jeśli wojska syryjskiego reżimu Baszara Assada nie wycofają się z okolicy miejscowości Dżamla i nie przestaną jej ostrzeliwać, żołnierze ONZ zostaną potraktowani jak jeńcy wojenni. W trakcie kilkudniowego kryzysu udało się jednak dojść do porozumienia: Filipińczyków wypuszczono 9 marca i przewieziono do Jordanii, gdzie zbadali ich lekarze.

Rebelianci, którzy wzięli zakładników, już następnego dnia oświadczyli, że uprowadzenie było pomyłką. Tyle że jeden z ich przedstawicieli w rozmowie przez Skype sugerował izraelskiemu dziennikowi „Haaretz”, że Filipińczycy byli żywymi tarczami. Buntownicz obawiali się bowiem, iż po ich porażce w walkach o Dżamlę wojska Assada mogą zabić nawet 1000 osób.

Dla stacjonujących na Wzgórzach Golan żołnierzy incydent zakończył się dobrze, jednak dla państw toczących spór o ten kawałek ziemi może on mieć katastrofalne konsekwencje.

Misja UNDOF – Sił Rozdzielająco-Obserwacyjnych Narodów Zjednoczonych – została ustanowiona na Wzgórzach Golan w 1974 roku w wyniku wdrożenia rezolucji Rady Bezpieczeństwa Narodów Zjednoczonych nr 350, mówiącej o zawieszeniu broni pomiędzy Izraelem i Syrią po wojnie Yom Kippur. Od tamtej pory tylko wojska ONZ mogą przebywać w strefie rozdzielającej terytorium Izraela od Syrii. To 80-kilometrowy pas ziemi o szerokości 5-10 km.

Przez 35 lat na Golanie stacjonowały m.in. polskie siły. Obecnie misja liczy około 1000 żołnierzy z Austrii, Chorwacji, Indii i Filipin. W ubiegłym roku, z powodu pogarszającej się sytuacji w Syrii, swoje wojska ze Wzgórz wycofała Kanada. W styczniu tego roku podobnie postąpiła Japonia, a przed miesiącem intencję wycofania swoich sił zgłosiła Chorwacja. Na dodatek w trakcie kryzysu z porwanymi Filipińczykami ośmiu innych żołnierzy filipińskich stacjonujących na Wzgórzach uciekło do Izraela.

Wojna, która od dwóch lat toczy się w Syrii między rebeliantami i wojskami Assada, od dłuższego czasu dotyka również terytorium Golanu. Sporadycznie dochodzi tam do ostrzału i bombardowań. Niektóre pociski moździerzowe lądują na terytorium Izraela, którego władze coraz bardziej niepokoją się sytuacją na północy kraju. Do tej pory jednak nikt nie odważył się porywać żołnierzy ONZ.

Uprowadzenie to nie było jedynym incydentem granicznym na początku marca. Kilka dni wcześniej 40 żołnierzy Assada, którzy przedostali się do Iraku, zginęło w zasadzce, kiedy iraccy żołnierze próbowali ich przetransportować z powrotem do granicy z Syrią. Konflikt syryjski rozprzestrzenia się na cały region, dając się we znaki wszystkim sąsiadom. Nic dziwnego więc, że także żołnierze UNIFIL ze Wzgórz Golan również padli jego ofiarą.

Zgodnie z rezolucją nr 350, na Izrael i Syrię nałożono limity liczebności wojsk, które mogą być rozstawione w pobliżu granicy – i to nie bliżej niż 20 km od niej. Grudniowy raport ONZ wykazał jednak, że zarówno wojska Assada, jak i rebeliantów wielokrotnie najeżdżały zdemilitaryzowaną strefę. To ogromne zagrożenie dla zawieszenia broni zawartego przez oba kraje.

Izrael od dłuższego czasu przygotowuje się na całkowite wycofanie wojsk ONZ ze Wzgórz Golan. Po kryzysie z zakładnikami przywódcy sił obecnie tam stacjonujących na pewno przemyślą celowość narażania swych obywateli na niebezpieczeństwo. Zakończenie prawie 40-letniej misji byłoby spektakularną porażką ONZ. Tym większą, że działalność Organizacji – a raczej jej bezczynność – w kontekście prowadzonej teraz wojny domowej w Syrii jest ostro krytykowana przez społeczność międzynarodową. Kilka dni po zdarzeniu, 11 marca od rana zaczęła się ewakuacja setek żołnierzy pozostających wciąż na Wzgórzach Golan. Zaczęli przemieszczać się ciężarówkami w kierunku Izraela. Według izraelskiego portalu Debkafile, uciekający wojskowi mieli powiedzieć żołnierzom izraelskim stacjonującym przy granicy, iż ich przywódcy zalecili im oddalenie się od strefy zdemilitaryzowanej. Dowódcy misji przyznali podobno, że nie są w stanie dłużej gwarantować bezpieczeństwa sił UNIFIL. Nie wiadomo, czy ewakuacja była uzgadniana z władzami państw, których żołnierze stacjonują na Golanie, czy decyzję podjęto w wyniku nagłego pogorszenia sytuacji w regionie.

Nie ma jednak wątpliwości co do jednego: syryjska część Wzgórz Golan powoli pogrąża się w anarchii, stając się schronieniem dla terrorystów i radykałów. „Jerusalem Post” podaje, iż wiele organizacji typu Jabhat al-Nusra (Front Ocalenia), powołanych do życia w Iraku przez Al Kaidę, przedostało się do Syrii i kontroluje przygraniczne wioski.

Stacjonujący wzdłuż granicy żołnierze Sił Obronnych Izraela często obserwują walki tych formacji z armią Assada. Pomimo postawienia nowej bariery granicznej, naszpikowanej elektroniką i ostrzegającej o każdej osobie zbliżającej się do granicy, Izraelczycy wiedzą, że jeśli ataki z Syrii zaczną się nasilać, trzeba będzie odpowiedzieć ogniem. To tylko pogorszy relacje między oboma krajami.

Wśród prawdopodobnych scenariuszy rozwoju sytuacji nie ma ani jednego, który mówiłby o porozumieniu Izraela i Syrii. Pierwsze z tych państw zajęło Wzgórza Golan po wojnie sześciodniowej w 1967 roku. Mimo wielu lat tajnych negocjacji pomiędzy kolejnymi izraelskimi rządami a klanem Assadów, którzy rządzą Syrią od lat 60. XX w., nigdy nie doszło do zawarcia pokoju między Jerozolimą i Damaszkiem.

Jeśli Baszar Assad przegra walkę z rebeliantami i straci władzę, Izrael może zapomnieć o negocjacjach pokojowych z Syrią. Bojownicy walczący z syryjskim reżimem są bowiem przedstawicielami tej samej grupy etnicznej, z której wywodzą się Palestyńczycy. To sunnici, w dużej części popierający radykalne Bractwo Muzułmańskie. Wśród nich jest też wielu terrorystów kontrolowanych przez Al Kaidę. Nastawienie tych ludzi do Izraela sprawia, że rozmowy o pokoju są ostatnią rzeczą, której można się po nich spodziewać.

Jeśli ONZ zakończy misję na Golanie, strefę zdemilitaryzowaną chętnie zajmą takie ugrupowania jak Męczennicy z Jarmuku czy libański Hezbollah. Stany Zjednoczone, Jordania i Izrael również mogą być zainteresowane przejęciem kontroli nad tym terytorium, żeby zapobiec ofensywie islamistów. Nie zanosi się więc, żeby w najbliższym czasie na Wzgórzach Golan miało być spokojnie.


Konflikt w Syrii rozpoczął się dwa lata temu od pokojowych manifestacji przeciwko prezydentowi Baszarowi Assadowi. Reżim Assada postanowił brutalnie stłumić protest, co doprowadziło do krwawej wojny domowej. ONZ szacuje, iż w wyniku konfliktu zginęło do tej pory ok. 70 tysięcy osób, a prawie 4 miliony zostały zmuszone do opuszczenia domów. Walki doprowadziły do ruiny ogromne obszary kraju.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykładowca Collegium Civitas, research fellow na Uniwersytecie w Tel Awiwie.