Newsletter

Świat znudzony konfliktem w Syrii

Paulina Biernacka, 25.02.2013
O tym, że każdego dnia całkiem niedaleko – około czterech godzin lotu od Warszawy – ginie sto pięćdziesiąt osób, wiedzieć nie chcemy

O tym, że każdego dnia całkiem niedaleko  około czterech godzin lotu od Warszawy – ginie sto pięćdziesiąt osób, wiedzieć nie chcemy

Minęły dwa lata odkąd syryjscy sunnici przeciwstawili się rządom sekty Alawitów. Pokojowe protesty po jakimś czasie zamieniły się w regularne walki rebeliantów z siłami rządowymi, co doprowadziło do krwawej wojny domowej w Syrii. Od kilku miesięcy konflikt toczy się również w stolicy kraju i na jej obrzeżach.

Ostatnio w Damaszku walki pomiędzy siłami rządowymi a rebeliantami objęły sportowe miasteczko Tishreen. Na stadionie w miasteczku trwał właśnie trening piłkarzy klubu Al-Wathba. W wyniku ataku moździerzowego jeden piłkarz zginął, pozostali członkowie drużyny zostali ranni. Narodowa agencja informacyjna Sana podczas relacji wydarzenia nie omieszkała dodać, że za atak odpowiedzialni są „terroryści”.

To oczywiście tylko jedna z dramatycznych historii, które mimo, że coraz częstsze, rzadko kiedy przebijają się do mediów. Świat jest już znudzony konfliktem w Syrii. Trzydzieści, pięćdziesiąt, obecnie zaś ONZ podaje, że od wybuchu konfliktu naliczono już siedemdziesiąt tysięcy ofiar konfliktu. To tak jakby zamordowano wszystkich mieszkańców Gniezna. Pytanie tylko – czy kogoś to jeszcze obchodzi?

Syryjczycy próbują docierać ze swym cierpieniem do świata poprzez nowe media. Każdy może śledzić na portalu Facebook Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka i być na bieżąco z najnowszymi doniesieniami z frontu. Ta organizacja pozarządowa podaje informacje często, opisywane są niemalże wszystkie starcia pomiędzy stronami, odnotowywane spadające bomby czy każda wymiana ognia. Ciała ofiar nie zdążą wystygnąć, a już je ktoś liczy i wstukuje dane, które pojawiają się na portalu. Pod koniec każdego dnia zaś mamy podliczanie ofiar: 17 lutego zginęło około 130 osób, 18 lutego więcej niż 130 osób, 19 lutego więcej niż 150 osób. 102 nieuzbrojone osoby, w tym dzieci… O ironio, takie informacje na Facebooku można „polubić”.

Do mediów przebijają się już jednak tylko wyjątkowe historie, które chwytają za serce, tak jak ta o piłkarzu, który zginął w trakcie treningu, czy o znanym aktorze, którego rebelianci zamordowali za otwarte popieranie reżimu Assada. Szansa na to, że o Syrii usłyszymy wzrasta również, kiedy siły rządowe spuszczają bombę na kolejny szpital, albo kiedy w wyniku jednego uderzenia ginie spektakularnie duża liczba osób. Nic w tym dziwnego. Samo Obserwatorium ma niewielu czytelników, zaledwie 3 tys. 400 osób. Nie chcemy czytać o wojnie. O tym, że każdego dnia całkiem niedaleko – bo około cztery godziny lotu od Warszawy – ginie sto pięćdziesiąt osób, wiedzieć nie chcemy.

Skoro my nie chcemy o tym czytać, nie ma się co dziwić, że i przywódcy światowi też nie są zainteresowani tym tematem. Coraz bardziej trafnym wydaje się być zdanie wypowiedziane prawie rok temu przez byłego oficera CIA, Roberta Baera. Baer uważa, że społeczność międzynarodowa zainterweniuje w Syrii dopiero, kiedy liczba ofiar będzie porównywalna do tej z wojny domowej w Rwandzie w latach dziewięćdziesiątych. W Rwandzie zginęło około miliona osób. Czyli trochę więcej niż dziś mieszka w Krakowie.

Potwierdzenia słów Baera nie trzeba daleko szukać. ONZ ogranicza się w swych działaniach do wydawania raportów na temat wydarzeń w Syrii. Ostatni taki raport został opublikowany kilka dni temu i obejmował opis obserwacji zbrodni popełnianych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. Raport wyraźnie stwierdza, że obie strony konfliktu dopuszczają się zbrodni wojennych a nawet zbrodni przeciwko ludzkości. Wymienia masowe zabójstwa, tortury i terroryzowanie cywilów. Śledczy piszą o celowym zabijaniu ludności cywilnej przez siły rządowe w miejscowościach, które wspierają rebeliantów. Wspominają również, że władze użyły bomb kasetowych, jednej z najbardziej okrutnych broni zadającej niewyobrażalne cierpienia. Nie ma natomiast dowodów na użycie broni chemicznej.

Śledczy ONZ dysponują nazwiskami osób, które można pociągnąć do odpowiedzialności za zbrodnie popełniane w trakcie tej wojny. Nazwiska nie zostały ujawnione, choć wiadomo, że chodzi o najwyższych przedstawicieli syryjskich władz, w tym prezydenta Baszara Assada. Dane zbrodniarzy mają zostać przekazane Radzie Bezpieczeństwa, która mogłaby zlecić postawienie ich przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Rada Bezpieczeństwa mogłaby również zadecydować o przeprowadzeniu międzynarodowej interwencji militarnej.

Tak się najprawdopodobniej nie stanie. Rezolucje Rady Bezpieczeństwa dotyczące konfliktu są skutecznie blokowane przez Rosję i Chiny, które robią interesy z Syrią, np. sprzedając jej ogromną ilość broni. Sama Karen Konig AbuZayd, która jest jednym z czterech komisarzy odpowiadających za śledztwo opisane w raporcie stwierdza, że rokowania dotyczące skierowania sprawy do MTK nie są optymistyczne.

Dobrego scenariusza dla Syrii nie przewidują ani politycy, ani politolodzy. W trakcie spotkania eksperckiego organizowanego w drugą rocznicę wybuchu tzw. Arabskiej Wiosny przez Fundację Amicus Europae arabiści nie potrafili przewidzieć, co czeka Syrię w najbliższym czasie. Natomiast wszyscy podkreślali, że ten najkrwawszy z rewolucyjnych konfliktów nie zakończy się dobrze.

Najnowszym pomysłem na zakończenie wojny domowej w Syrii jest stworzenie władzy, w skład której wejdą najbardziej umiarkowani aktorzy wszystkich stron konfliktu. Przedstawiciele aktualnych władz syryjskich i opozycji spotykają się od czasu do czasu z przywódcami Federacji Rosyjskiej, aby uzgadniać scenariusze wydarzeń po upadku Assada. Najbliższe takie spotkanie ma się odbyć 25 lutego – kiedy to Minister Spraw Zagranicznych Syrii Walid Al-Muallem uda się z wizytą do Moskwy. Jego rosyjski odpowiednik w ramach przygotowań do tego spotkania przeprowadził rozmowy z Ministrami Spraw Zagranicznych Egiptu, Kuwejtu, Libanu i Iraku oraz Sekretarzem Generalnym Ligi Arabskiej. Rosjanie nie wierzą jednak w skuteczność negocjacji.

Wojna tymczasem nie tylko niszczy kraj i zbiera żniwo śmierci. W obawie przed rozlewem krwi Syryjczycy masowo uciekają do sąsiednich krajów. Ponad 700 tysięcy uchodźców trafiło już do obozów w Libanie, Jordanii, Egipcie i Turcji. Organizacje humanitarne nie nadążają z ich rejestracją, a w obozach brakuje namiotów, koców, żywności czy leków.

Nie tylko ludność się przemieszcza. Z Syrii wywożone jest ciężkie uzbrojenie dla Hezbollahu, który właśnie ogłosił, że ma odpowiednią ilość broni, aby ponownie zaatakować Izrael. Groźba ta nie pojawiła się przypadkowo – w ostatnim czasie odnotowano ataki izraelskiego lotnictwa na konwoje z syryjską bronią blisko granicy z Libanem. Jeśli działania te będą się powtarzać, jest wysoce prawdopodobnym, że w regionie dojdzie do wybuchu kolejnej wojny. Świat zacznie ekscytować się konfliktem Izraela z Hezbollahem, a w Syrii nie zmieni się nic.

Tymczasem Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że 20 lutego zginęło kolejne 120 osób.

*Paulina Biernacka – doktorantka Instytutu Studiów Politycznych PAN, wykładowca Collegium Civitas