Newsletter

Między imadłem a procesorem

Maciej Folta, 22.02.2013
Fablab to pracownia projektowo-wykonawcza oparta o techniki informatyczne. Dzięki nowoczesnym urządzeniom takim jak drukarki trójwymiarowe czy frezarki laserowe umożliwiają zrobienie niemal wszystkiego

W roku 1980 ukazała się „Trzecia Fala” Alvina Tofflera, obszerne studium świata przyszłości. W ramach wizji rozwoju cywilizacji Toffler jeden z rozdziałów książki poświęcił prosumpcji. Oznaczało to odejście od właściwego drugiej fali podziału na producenta i konsumenta, by zrobić miejsce prosumentowi, czyli osobie prywatnej wytwarzającej dobra we własnym zakresie i na własne potrzeby.

Toffler roztaczał wizję ludzi w mniejszym stopniu zależnych tak od producentów, jak i od pracodawców; prosumenci łączyć mieli pracę w niepełnym wymiarze godzin z produkcją na własne potrzeby (np. produkcja żywności w przydomowych ogródkach, montowanie sprzętów domowych, konserwacja itd.).

Toffler w dużej mierze miał rację, jednak jego przewidywania nie do końca się sprawdziły. Przede wszystkim mamy do czynienia ze znacznie słabszą niż w latach 80-tych XX w. pozycją sektora „zrób to sam”. Przypuszczam, że ma to związek z przemianami społeczno-gospodarczymi związanymi z upadkiem realnego socjalizmu. DIY (Do It Yourself) w PRL nie było wyrazem nonkonformizmu. Było życiową koniecznością. Miało to związek z niedoborem oferty handlowej, a także stanem techniki: kierowca musiał znać podstawy mechaniki samochodowej, ponieważ w razie awarii na trasie był zdany praktycznie tylko na siebie. Do tego sam dokonywał podstawowych czynności naprawczych, z racji znacznie większej niż dzisiaj „obsługowości” samochodów. Samochody to przykład, ale dotyczyło to niemal wszystkich dziedzin życia.

Nastanie III RP i sklepy pełne najróżniejszych towarów zostały przywitane z ulgą. Zachłyśnięcie się rynkiem przy jednoczesnej promocji studiów wyższych i pracy niefizycznej spowodowało w dużej mierze odejście od samodzielnej pracy technicznej. Duża część z nas stała się lub już dorastała jako techniczni analfabeci.

Tymczasem świat nie stoi w miejscu, a ruch DIY zyskał nowego sojusznika w postaci fablabów. Fablab to pracownia projektowo-wykonawcza oparta o techniki informatyczne. Dzięki nowoczesnym urządzeniom takim jak drukarki trójwymiarowe czy frezarki laserowe umożliwiają zrobienie niemal wszystkiego. Pierwszy fablab powstał w 2001 na MIT z inicjatywy Neila Gershenfelda. Szybko zyskał on zainteresowanie studentów, z których wielu nie miała przedtem pojęcia o technologii.

Aby udowodnić, że nowe technologie produkcji to nie tylko zabawa dla studentów politechniki, otworzono fablaby m.in. w Indiach czy Norwegii. W każdym miejscu, gdzie powstał fablab, okoliczni mieszkańcy szybko znajdywali dla niego zastosowanie, produkując potrzebne urządzenia.

W 2002 r. koszt urządzenia fablabu szacowano na ok. 20 tys. dolarów. Teraz koszt drukarki 3d to ok. 6-7 tys. złotych. Co to oznacza? Klocki LEGO można będzie robić własnym sumptem w lablabach. A to dopiero początek. W USA projektuje się wprowadzenie fablabów do szkół, wraz z programem nauki posługiwania się ich wyposażeniem. W Szanghaju i Skandynawii także powstaje ich coraz więcej.

Nie ulega wątpliwości, że technologia zmienia nasze rozumienie świata. Coś, co niedawno wydawało się wymysłem fantastyki naukowej, dziś jest składnikiem otaczającej rzeczywistości. Pytanie tylko, czy potrafimy sobie z tym poradzić? Jakie będą umiejętności potrzebne w XXI wieku i czy będziemy się w stanie ich nauczyć?

Oprócz umiejętności posługiwania się drukarką 3d, potrzebne będzie też programowanie jako takie. Czy jednak nie dajemy się za bardzo ponieść fali entuzjazmu? Chyba w pewnej mierze tak. Stare porzekadło mówi, że zanim nauczymy się latać, powinniśmy nauczyć się chodzić. W tym wypadku chodzenie jest rzemiosłem tradycyjnym. Nasuwają się jednak dwa pytania dla potencjalnych rzemieślników-amatorów: „jak to robić”? I „gdzie to robić”?

Podstawowych umiejętności powinna dostarczać szkoła. W praktyce bywa z tym bardzo różnie. Na naukę jednak nigdy nie jest za późno, o czym świadczy przykład strzeszyńskiej kawiarni, która oferuje… lekcje szycia. Prosumpcja kwitnie też w innych dziedzinach, jak na przykład domowym piwowarstwie. Tutaj Polacy osiągają spore sukcesy, a jednym z efektów tej mody jest coraz szersza oferta piw warzonych przez małe, niezależne browary.

Z odpowiedzią na drugie pytanie nie jest łatwo. Mimo, że dzięki internetowi możemy wkroczyć w erę DIY 2.0, nie tylko poprzez kursy programowania czy schematy do drukarek 3d, ale też poprzez bogactwo instruktarzy, jak krok po kroku zrobić domek dla ptaków czy obudowę głośnika, to jednak majsterkowanie wymaga sprzętu i miejsca. Tego z sieci „nie ściągniemy”. Jakie mamy możliwości?

Jeśli dysponuje się odpowiednim budżetem, można wygospodarować kącik w domu lub w garażu. Jednak nie kupuje się sadu, kiedy chce się zjeść jabłko. Tak samo nie urządza się drewutni, by zbudować karmnik.

Innym sposobem, moim zdaniem lepszym, jest stworzenie i utrzymanie warsztatów dla ludności. Inspirujący jest przykład łączenia bibliotek szkolnych i publicznych zaproponowany przez MAiC. W tym samym duchu przy szkołach można urządzać pracownie krawieckie, stolarskie i mechaniczne. Uczniowie uczyliby się zasad posługiwania się urządzeniami technicznymi i prostych czynności, jakie można za ich pomocą wykonać, a mieszkańcy mogliby za drobną opłatą z nich korzystać, aby coś dla siebie zrobić, zbudować lub uszyć. Można by w nich także prowadzić kursy szycia lub stolarki dla chętnych.

Kolejną zaletą ogólnodostępnych pracowni i warsztatów jest możliwość rozbudowania ich w fablaby, a także połączenia nowoczesnych technologii fablabów z tradycyjnym rzemiosłem i sztuką. Nie bez znaczenia byłyby korzyści psychologiczne wynikające z własnoręcznego tworzenia przedmiotów dla siebie i innych, a także spotkania innych ludzi, dzielenia się umiejętnościami czy prowadzenia wspólnych projektów przez obywateli.