Newsletter

Eurosceptycy w natarciu

Jan Zielonka, 21.02.2013
Wspólnym mianownikiem nowych elit jest antyeuropejskość. Europa jest postrzegana jako czynnik, który powstrzymuje wzrost gospodarczy, ale też narzuca pewne reguły z zewnątrz

Strona 1

Wspólnym mianownikiem nowych elit jest antyeuropejskość. Europa jest postrzegana jako czynnik, który powstrzymuje wzrost gospodarczy, ale też narzuca pewne reguły z zewnątrz – mówi prof. Jan Zielonka w rozmowie z Jarosławem Makowskim

Jarosław Makowski: Czy Silvio Berlusconi po wyborach znów będzie głównym rozgrywającym włoskiej polityki?

Prof. Jan Zielonka: Cavaliere już w chwili, kiedy ogłosił, że wraca do polityki, stał się poważnym graczem. I, co ciekawe, od razu notowania jego ruchu – nie jest to przecież partia w klasycznym wydaniu – znacząco się poprawiły.

Czy jednak prawicowy ruch Berlusconiego nie będzie prowadził bratobójczej wojny z formacją premiera Mario Montiego?

Intrygujące, że – wbrew oczekiwaniom – ugrupowanie Montiego zabiera głosy nie tyle prawicy, co… lewicy.

Dlaczego?

Po pierwsze, włoska lewica, czyli Partia Demokratyczna, od początku popierała techniczny gabinet Montiego. To była jedyna możliwość, żeby pozbyć się Berlusconiego. Po drugie, lewica, co nie jest cechą charakterystyczną tylko tej włoskiej, już dawno włączyła do swojego programu wiele elementów gospodarczego neoliberalizmu – dokonując przy tym tylko małych korekt. Niewiele różni się zatem programowo od centroprawicy. I dlatego Monti przez większość czasu mógł funkcjonować jako szef rządu z mocnym poparciem lewicowego kandydata na premiera Pier Luigi Bersaniego.

Berlusconi bardzo sprytnie wykorzystuje całą tę sytuację. Mówi, że jego dymisja była rezultatem zakulisowych gier. I to akurat jest prawdą. Chociaż oczywiście Berlusconi formalnie stracił większość parlamentarną dużo wcześniej niż musiał odejść. Ponadto ludzie zorientowali się, że reformy Montiego bolą. A co gorsza, wyjście z kryzysu nie przekłada się w sposób zdecydowany na poprawę ich sytuacji życiowej. Berlusconi wiedząc, że reformy kosztują, i że budzą masowy sprzeciw, gra tym umiejętnie, zdobywając znów poparcie.

Czy rządy technokratyczne na modłę Montiego są zagrożeniem dla demokracji?

Owszem, i to dużym, gdyż nie mają społecznej legitymizacji. Technokraci mogą istnieć i działać tylko w czasach kryzysu i na krótką metę. Ale nie mogą istnieć w demokracji zbyt długo i bez względu na społeczne rozczarowanie sposobem, w jaki funkcjonują partie. Kryzys sprawia też, że nawet rządy demokratycznie wybrane stają się technokratyczne, wprowadzają stany wyjątkowe, by zapewnić stabilizację polityczną. Tyle, że legitymizacji politycznej nie da się oprzeć tylko i wyłącznie na skutecznym działaniu. Rząd musi mieć też legitymizację polityczną, która płynie od obywateli.

Ten sam kryzys finansowy nie spowodował kryzysu politycznego w Stanach Zjednoczonych tak, jak wywołał załamanie w Unii. Jeśli Amerykanie uważają, że rząd jest nieskuteczny, to go zmieniają. W Europie nie można zmienić rządu europejskiego, gdyż go nie ma. Co najwyżej można tylko prosić swój własny rząd, żeby to lub tamto zawetował czy przeforsował w ramach szczytów międzyrządowych.

Unia Europejska nie ma dziś dobrej prasy. Do głosu dochodzą populiści. Czy to dziś jedno z kluczowych zagrożeń Wspólnoty?

Demokracja ze swojej natury ma elementy populistyczne. To większość wygrywa wybory. Tyle, że ten populizm większości jest ograniczony tym, że w demokracjach, gdzie istnieje system proporcjonalny, partie muszą się dogadywać z przeciwnikami politycznymi. Ponadto w demokracji większość musi respektować konstytucyjne prawa mniejszości.

Druga sprawa: kryzys gospodarczy zupełnie przemeblował scenę polityczną w Europie. Dzisiaj, praktycznie we wszystkich krajach – chociaż w różnym stopniu – stare elity polityczne, szczególnie te proeuropejskie, są w defensywie. Bronią się zaciekle przeciw nowym elitom politycznym.

Wspólnym mianownikiem nowych elit zaś jest antyeuropejskość. Dlatego, że Europa jest dzisiaj postrzegana jako czynnik, który powstrzymuje wzrost gospodarczy, ale też narzuca pewne reguły z zewnątrz, które społeczeństwa chciałyby dyskutować w sposób suwerenny. Antyeuropejskość to jest ten element, który łączy liberalnego ksenofoba Geerta Wildersa z Holandii z lewicowym, włoskim populistą Beppe Grillo.