Newsletter

Między euro a złotówką

Cezary Wójcik, 12.02.2013
Kryzys pokazał, że wiele krajów spełniło kryteria z Maastricht i weszło do strefy euro, ale później nie funkcjonowało w unii gospodarczo-walutowej tak, jak sobie to wcześniej wyobrażało

Strona 1

Kryzys pokazał, że wiele krajów spełniło kryteria z Maastricht i weszło do strefy euro, ale później nie funkcjonowało w unii gospodarczo-walutowej tak, jak sobie to wcześniej wyobrażało – mówi prof. Cezary Wójcik w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Kiedy Polska powinna wejść do strefy euro?

Prof. Cezary Wójcik: Data to tak naprawdę kwestia wtórna. Dzisiaj najważniejsze pytanie dotyczy tego, jak stworzyć dla Polski najlepsze warunki, nie tylko w kontekście czasu, ale także przygotowań naszej gospodarki, aby skorzystać z uczestnictwa w strefie euro w jak największy sposób. Ostatecznie chodzi bowiem nie o samo wejście do Eurolandu, lecz o to, żeby przyjęcie wspólnej waluty pozwoliło zwiększyć dobrobyt obywateli, podnieść tempo wzrostu gospodarczego i wzmocnić pozycję Polski na świecie.

Czy na chwilę obecną – lub w perspektywie najbliższych kilku lat – nasza gospodarka byłaby gotowa na przyjęcie wspólnej waluty?

Przede wszystkim trzeba zrozumieć, że musimy się do tego procesu dobrze przygotować. Kryzys pokazał, że wiele krajów spełniło kryteria z Maastricht i weszło do strefy euro, ale później nie funkcjonowało w unii gospodarczo-walutowej tak, jak sobie to wcześniej wyobrażało. Wiemy też, że zmiany instytucjonalne, które następują obecnie w Eurolandzie dodatkowo zwiększają wagę przygotowań, gdyż zawężają członkom strefy euro pole autonomicznej polityki gospodarczej.

Proces przygotowawczy do wprowadzenia wspólnej waluty w Polsce można zrealizować w dość krótkim czasie, przy czym jego tempo będzie uzależnione od decyzji politycznych i konkretnych kroków w zakresie polityki gospodarczej. Trzeba jednak pamiętać, że euro można przyjąć szybko, będąc na to dobrze przygotowanym, ale można to zrobić późno, nie będąc gotowym. I odwrotnie, można przyjąć euro szybko i zrobić to źle, a można przyjąć później i dokonać tego w odpowiedni sposób.

Na co powinniśmy zatem zwrócić szczególną uwagę, planując wejście do Eurolandu?

Powinniśmy wyciągnąć wnioski z kryzysu. Podam przykład dotyczący spadku stopy procentowej, który przed kryzysem był widziany jako największe źródło korzyści, wynikających z przystąpienia do strefy euro. Dzisiaj już wiemy, że nie chodzi tylko o to, by stopa procentowa zmalała, ale by była na odpowiednim poziomie. Jednocześnie ważne jest, by niższy koszt kredytu wpłynął na wzrost inwestycji, a nie konsumpcji.

W takich krajach jak Hiszpania czy Portugalia stopa procentowa spadła zbyt mocno, co wywołało boom, który skończył się załamaniem. Szczególnie w Hiszpanii – choć nie tylko – większą dostępność kapitału wykorzystano w przeważającej mierze do sfinansowania zakupów konsumenckich lub inwestycji w nieproduktywnych sektorach takich jak nieruchomości.

Czy nie powinniśmy się wobec tego obawiać utraty niezależnej polityki monetarnej NBP?

To koszt, który znamy od dawna. Wiemy, że wstąpienie do jakiegokolwiek wspólnego obszaru walutowego łączy się z utratą kursu walutowego i polityki pieniężnej jako autonomicznych instrumentów dostosowawczych polityki gospodarczej. W tym senesie nic się nie zmieniło.

Niemniej kryzys rzeczywiście pokazał, że w przypadku polskiej gospodarki kurs walutowy stanowi bardzo efektywny mechanizm dostosowawczy. Z dzisiejszej perspektywy można zatem powiedzieć, że koszt przystąpienia do strefy euro może okazać się dla Polski nieco większy.

Co trzeba zrobić, by będąc w strefie euro spadek stopy procentowej nam nie zaszkodził tak jak Hiszpanom; by zwiększona dostępność kapitału służyła w Polsce inwestycjom, a nie konsumpcji?

To jest bardzo dobre pytanie i bardzo duże wyzwanie dla polityki gospodarczej. Trzy sprawy są tu szczególnie ważne. Po pierwsze, znacząca poprawa warunków do prowadzenia biznesu, w szczególności obniżenie barier dla działalności inwestycyjnej. Po drugie, sprawna polityka makroostrożnościowa – czyli wykorzystanie instytucji nadzoru nad rynkami finansowymi i sektorem bankowym z uwzględnieniem sytuacji makroekonomicznej, a nie tylko kondycji poszczególnych instytucji finansowych. Po trzecie, reguły i instytucje zapewniające zrównoważone finanse publiczne w długim okresie, tak aby budżet mógł odgrywać rolę antycykliczną.