Newsletter

Euro – łotewska lekcja

Aleksander Kaczorowski, 04.02.2013
Rząd łotewski zamierza 1 stycznia 2014 roku przystąpić do strefy euro. To nie pomyłka: rząd ma taki zamiar, ale obywatele niekoniecznie

Rząd łotewski zamierza 1 stycznia 2014 roku przystąpić do strefy euro. To nie pomyłka: rząd ma taki zamiar, ale obywatele niekoniecznie

Łotewscy parlamentarzyści przyjęli w czwartek 31 stycznia pakiet ustaw dotyczących wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty. „Za” głosowało 52 spośród 100 posłów. Tymczasem szybkiego przyjęcia euro chce zaledwie 8 proc. obywateli. Reszta wolałaby z tym poczekać (42 proc.) albo jest zdecydowanie przeciwna (41 proc.). Tylko 9 proc. Łotyszy nie ma w tej sprawie zdania.

Najprawdopodobniej w lutym rząd złoży w Brukseli oficjalny wniosek o przyjęcie do strefy euro. W czerwcu dowiemy się, czy ten dwumilionowy kraj, pod względem powierzchni nieco większy od Słowacji i niewiele mniejszy niż Belgia i Holandia razem wzięte, zostanie 18 krajem członkowskim strefy euro.

„Bałtycki prymus” jest trzecim najbiedniejszym państwem UE, zaraz za Polską, a przed Bułgarią i Rumunią. To właśnie mieszkańcy Łotwy najdotkliwiej odczuli skutki ostatniego kryzysu: spadek wzrostu PKB wyniósł tam od 2008 roku aż 25 proc. Spełnienie kryteriów członkostwa w strefie euro Łotwa zawdzięcza polityce drakońskich cięć budżetowych, wymuszonych na niej przez UE i MFW, które udzieliły zbankrutowanemu państwu pożyczki w kwocie niemal 10 miliardów dolarów. Łotewscy rządzący okazali się tak nadgorliwi, że ostatnio nawet rewizorzy z MFW uznali skalę cięć w wydatkach publicznych za przesadzoną i niebezpieczną dla funkcjonowania państwa.

Od 2009 roku wyjechało z Łotwy na Zachód ponad sto tysięcy obywateli, a w ciągu ostatnich 12 lat aż 340 tysięcy. W stosunku do 2000 roku oznacza to 13-proc. ubytek ludności (w takim tempie wyludnia się jeszcze tylko Bułgaria). Prof. Krystyna Iglicka w artykule „Czy Europa Środkowa wymiera?”, opublikowanym w najnowszym numerze kwartalnika „Aspen Review Central Europe” zwraca uwagę, że „bardzo niekorzystnym zjawiskiem dla bezpieczeństwa demograficznego Łotwy (podobnie jak i Polski) jest fakt, że w przeciwieństwie do emigracji sprzed kryzysu w 2008 roku, Łotysze zaczęli wyjeżdżać całymi rodzinami. W dłuższej perspektywie będzie to miało ogromne konsekwencje dla funkcjonowania państwa”.

Ostatnie wybory na Łotwie w 2011 roku odbyły się przed wyznaczonym terminem, wymusiły je protesty uliczne. Teraz może być podobnie, bo rządząca koalicja dysponuje jedynie połową mandatów w stuosobowym parlamencie. Determinacja, z jaką centroprawicowy rząd Valdisa Dombrovskisa, skądinąd polityka o polskich korzeniach, zmierza do strefy euro, wynika głównie z wiary, że członkostwo w niej zapewni państwu ochronę przed skutkami kryzysu i będzie remedium na konsekwencje jego nieudolnej polityki. W szeptanej propagandzie, zarówno tej na użytek wewnętrzny, jak i zewnętrzny, rząd przedstawia członkostwo w strefie euro również jako rodzaj gwarancji przed ewentualną agresją ze strony Rosji.

To właśnie strach przed rosyjską „piąta kolumną”jest spoiwem rządzącej koalicji. Współtworzą ją trzy partie, które w przedterminowych wyborach w 2011 roku zajęły odpowiednio drugie, trzecie i czwarte miejsce: „Partia Reform” byłego prezydenta Valdisa Zaltersa, „Jedność” premiera Valdisa Dombrovskisa i skrajnie nacjonalistyczne ugrupowanie „Wszystko dla Łotwy”. Wybory wygrała skupiająca głównie miejscowych Rosjan „Partia Zgody” – uzyskała jedną trzecią głosów – przy niespełna 27-procentowym udziale Rosjan w populacji kraju. Głosowali na nią bowiem również Łotysze, wściekli na nieudolną rodzimą prawicę.

„Partia Zgody” przypomina nieco reprezentowaną w parlamencie słowackim, a także w poprzednich rządach koncyliacyjne ugrupowanie Most-Hid, skupiające słowackich Węgrów i rodowitych Słowaków. Popierają ją nie tylko Rosjanie, ale i zwolennicy łotewskiej lewicy. Sprzeciwia się wejściu Łotwy do strefy euro, domaga się uznania rosyjskiego za drugi język państwowy (niedawno doprowadziła nawet do referendum w tej sprawie, ale je przegrała) i ma typowo socjaldemokratyczny program gospodarczy. W każdych kolejnych wyborach uzyskuje coraz lepszy wynik.

Innymi słowy, perspektywa przyjęcia wspólnej, europejskiej waluty przeraża Łotyszy nawet bardziej niż wizja przejęcia władzy w kraju przez mniejszość rosyjską. Parcie narodowej prawicy do strefy euro – wbrew woli większości wyborców – może więc mieć, mówiąc eufemistycznie, trudne do przewidzenia skutki dla stabilności tego państwa.

A jak to wygląda w innych krajach regionu? Węgrzy i Czesi nie zamierzają wejść do strefy euro przed końcem dekady (jeśli w ogóle). Rumuni i Bułgarzy na razie nie są nawet członkami strefy Schengen. Ci pierwsi funkcjonują dzięki kroplówce z MFW i UE, które wymusiły właśnie na nowym, centrolewicowym rządzie kolejne, drakońskie cięcia w budżecie. Drudzy radzą sobie lepiej, ale mają wybory za pół roku. Premier Bojko Borisow już oświadczył, że jego kraj na razie uprzejmie dziękuje za członkostwo w eurozonie, gdyż nie ma zamiaru zrzucać się na zabezpieczenie długów zaciągniętych przez dziesięciokrotnie zamożniejszych Greków.

Bułgarzy mają dość własnych problemów. Szacuje się, że z powodu wyjątkowo niskiej dzietności i olbrzymiej emigracji w 2134 roku umrze ostatni obywatel tego kraju. Nowy, centrolewicowy rząd Litwy ogłosił zamiar przystąpienia do strefy euro w 2015 roku. Ale ten kraj raz już został przez Brukselę odprawiony z kwitkiem – w 2007 roku.

Oczywiście Polska nie musi się oglądać na sąsiadów, choć nie nastraja optymizmem fakt, że również wieści płynące z krajów, które przyjęły wspólną europejską walutę, nie są zachęcające. Słowenia w ubiegłym roku praktycznie zbankrutowała, Słowacja utrzymuje wzrost gospodarczy dzięki montowniom koreańskich samochodów i płacom trzy razy niższym niż w sąsiedniej Austrii, zaś Estonia ma największy w UE współczynnik ludzi żyjących w nędzy (20 proc. obywateli).

Wspólna waluta nie pomaga rozwiązywać problemów i wyzwań stojących przed naszymi krajami. Może natomiast je pogłębić, jeśli przyjmie się ją zbyt wcześnie.

*Aleksander Kaczorowski jest publicystą, redaktorem naczelnym kwartalnika „Aspen Review Central Europe”