Newsletter

Sprawa uboju wciąż niezamknięta

Anna Szybist, 04.02.2013
Kilka lat zajmie parlamentowi wprowadzenie małej poprawki dotyczącej bezsensownego zapisu uniemożliwiającego wypuszczanie dziko żyjących kotów po zabiegu sterylizacji na zamieszkiwany przez nie teren

Problem uboju rytualnego – czyli zabijania zwierząt bez ogłuszenia – budzi od kilku miesięcy uzasadnione emocje. Ustawa o Ochronie Zwierząt zabrania uboju rytualnego na terenie Polski. Rozporządzenie Ministerstwa Rolnictwa zezwalające na taki rodzaj uboju zostało uznane przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodne z Konstytucją i od 1 stycznia jest on w Polsce nielegalny.

Wywołało to falę krytyki, głównie ze strony PSL. Politycy tej partii podkreślają, ile pieniędzy na zakazie uboju straci polska gospodarka, ile miejsc pracy trzeba będzie zlikwidować, jak bardzo nie będzie się opłacało eksportowanie zwierząt na ubój za granicę. O ironio – od 1 stycznia na terenie Unii Europejskiej obowiązuje rozporządzenie, które dopuszcza ubój rytualny zgodnie z wymogami religijnymi w krajach członkowskich. Prawnicy sprzeczają się, gdyż nie ma jasności co do tego, które prawo powinno obecnie obowiązywać w naszym kraju – unijne czy też polskie.

Jak podaje PAP, minister rolnictwa Stanisław Kalemba uważa, iż ubój rytualny powinien być dopuszczalny ze względów gospodarczych oraz głównie z uwagi na grupy wyznaniowe. To bardzo ciekawe, że gdy o prawa grup wyznaniowych i tolerancję chodzi, PSL głosi wszem i wobec swój liberalizm. Gdy natomiast przyszło zagłosować nad projektem ustawy o związkach partnerskich, koalicjant Platformy Obywatelskiej już taki tolerancyjny nie był.

Ciekawe też, jak szybko uda się „poprawić” Ustawę o Ochronie Zwierząt i wprowadzić zapis o dopuszczeniu uboju rytualnego. Zakładam, że szybko. Jednocześnie pewnie kilka lat zajmie parlamentowi wprowadzenie małej poprawki dotyczącej bezsensownego zapisu uniemożliwiającego wypuszczanie dziko żyjących kotów po zabiegu sterylizacji na zamieszkiwany przez nie teren. O tę poprawkę błagają posłów prozwierzęce organizacje od początku ubiegłego roku. Cóż, wszak tu chodzi tylko o wolność kotów i zjadanie myszy, nie zaś o miliony złotych, które stracą ubojnie, więc „czekaj tatka latka”.

Niepokojąca jest też w tym wszystkim radykalizacja środowisk obrońców zwierząt, do których sama należę. Nazywanie posłów obelżywymi słowami stało się normą nie tylko na portalach społecznościowych i forach, ale również w czasie dyskusji i konsultacji społecznych, czyli przy okazji bezpośrednich konfrontacji. Gdyby działacze niektórych organizacji i fundacji choć na moment zamienili się w swej wyobraźni rolą z posłami, nie ulegliby własnym postulatom wykrzykiwanym w ordynarny i zniechęcający do jakiegokolwiek działania sposób. Lobbowania, Drodzy Państwo, musimy się nauczyć i to przez następnych kilka lat.