Newsletter

Izraelskie święto demokracji

Paulina Biernacka, 28.01.2013
Czarnym koniem izraelskich wyborów i prawdziwym zwycięzcą okazał się człowiek, który właśnie zadebiutował w polityce, a jego centrolewicowa partia liczy sobie zaledwie kilka miesięcy

Strona 1

Czarnym koniem izraelskich wyborów i prawdziwym zwycięzcą okazał się człowiek, który właśnie zadebiutował w polityce, a jego centrolewicowa partia liczy sobie zaledwie kilka miesięcy

Izraelskie święto demokracji odbyło się w pięknych okolicznościach przyrody. Po śnieżycach i powodziach, które nawiedziły państwo żydowskie w ostatnich tygodniach, w końcu wyszło słońce. Dla większości Izraelczyków był to dzień wolny od pracy, dlatego też wielu z nich udało się do centrów handlowych, restauracji, parków i na plaże.

Media, różnego rodzaju organizacje – np. Liga Arabska, rabini, imamowie i przede wszystkim politycy – nawoływali obywateli Izraela, aby radośnie świętując dzień wolny nie zapomnieli spełnić swego obywatelskiego obowiązku. Dziennikarze sugerowali, że sytuacja bezpieczeństwa państwa jest na tyle trudna, iż niezbędnym jest, aby jak największa liczba Izraelczyków podjęła decyzję o tym, kto będzie przewodził państwu w ciągu najbliższych kilku lat.

Społeczeństwo faktycznie wzięło sobie te słowa do serca. Odnotowano bardzo wysoką frekwencję: skład 19. Knesetu wybrało 66,6 procent uprawnionych do głosowania. Państwo zadbało o to, aby każdy mógł dotrzeć do swojego lokalu wyborczego. Osoby, których punkty głosowań były oddalone od domów o ponad 20 kilometrów mogły podróżować za darmo transportem publicznym. Liczenie głosów zaś po raz pierwszy można było obserwować na żywo, na stronie internetowej, bądź też używając do tego specjalnej aplikacji w telefonie komórkowym.

Kto wygrał?

Wybory parlamentarne, które zapowiadano od wiosny ubiegłego roku, miały być najbardziej przewidywalnymi wyborami od lat, zaś kampania wyborcza potwornie nudna. Co więcej, obraz Izraela, który wyłaniał się z doniesień medialnych w jej trakcie, zwłaszcza z mediów światowych, nie napawał optymizmem. Ostrzegano bowiem, iż poglądy Izraelczyków skręcają niebezpiecznie w prawo, w społeczeństwie rośnie liczba ultranacjonalistów, partie religijne są coraz silniejsze a słabość lewicy się pogłębia. Powtarzano również, że Izraelczycy stają się coraz bardziej zobojętniali na politykę i sprawy państwowe.

Dlatego też rezultat wyborów, poczynając od frekwencji, na nieoczekiwanych zwycięzcach kończąc, okazał się zgoła odmiennym od oczekiwanego. Kiedy ogłoszono wstępne wyniki wyborów stało się jasne, że Benjamin Netanjahu, nominowany na przyszłego premiera na długo zanim poznaliśmy datę głosowania, mimo, że wygrał wybory, wcale nie jest ich zwycięzcą. Jego partia Likud-Beitenu zdobyła zaledwie 31 miejsc w 120 osobowym Knesecie. Czarnym koniem wyborów i prawdziwym zwycięzcą okazał się człowiek, który właśnie zadebiutował w polityce, a jego centrolewicowa partia liczy sobie kilka miesięcy. Jair Lapid oraz jego partia Jesz Atid (Jest Przyszłość), która uzyskała 19 miejsc w parlamencie i została drugą siłą polityczną to największa niespodzianka tegorocznych wyborów.

W izraelskim wielopartyjnym systemie wyborczym, gdzie próg wyborczy wynosi 2 procent, a trzydzieści sześć partii zawalczyło o władzę, lewica i prawica podzieliły się głosami prawie po równo. Partie prawicowe, rządzące obecnie Likud i Beit Jehudi, oraz ultraortodoksyjne zdobyły 61 miejsc w parlamencie. 59 miejsc przypadło centrolewicy, m.in. Jesz Atid, Partii Pracy, H’tnua, Kadimie oraz partiom arabskim. Innymi słowy, Benjamin Netanjahu nie będzie mógł sformować prawicowo-religijnej koalicji, ponieważ blok partii centrowych ma porównywalną siłę. Partie ultraortodoksyjne nie zostały znacząco wzmocnione, za to lewicowa syjonistyczna partia Merec podwoiła liczbę miejsc w Knesecie.

Co oznacza wynik wyborów?

Z analizy wyników wyborów można wyciągnąć ciekawe wnioski, nie tylko na temat aktualnego rządu, ale także kondycji społeczeństwa izraelskiego oraz oczekiwań obywateli wobec przyszłych władz.

Przede wszystkim, rządzący obecnie Likud Benjamina Netanjahu dostał od społeczeństwa żółtą kartkę. Nazwany żartobliwie przez „The Times” „Król Bibi” zarządził termin wyborów w najlepszym dla siebie czasie, kiedy cieszył się bardzo wysokim poparciem społeczeństwa. Netanjahu rozpoczął kampanię wyborczą od wystąpienia w ONZ, w trakcie którego wyznaczył Iranowi czerwoną linię, po przekroczeniu której Teheran ma się spodziewać inwazji izraelskich rakiet na swoje instalacje nuklearne. Atomowy Iran a także inne problemy bezpieczeństwa miały być „przepustką” do reelekcji dla premiera, gdyż nikt na scenie politycznej Izraela nie jest tak mocny merytorycznie i doświadczony na tym polu.

Netanjahu był tak pewien swego zwycięstwa, iż jego partia nie przedstawiła żadnego konkretnego programu wyborczego ani planów na przyszłe rządzenie. Zamiast zwycięstwa totalnego mamy pyrrusowe – Likud po połączeniu sił z partią ministra spraw zagranicznych Avigdora Liebermana Israel Beitanu uzyskał zaledwie 31 głosów, o 11 mniej niż partie te uzyskały w poprzednich wyborach. Premier Netanjahu zaś mimo, że dostanie od prezydenta misję formowania nowego rządu, będzie miał duży problem z utworzeniem stabilnej koalicji rządzącej.

Naturalni sojusznicy Likudu, partie religijne, nie są najbardziej pożądanymi przez premiera koalicjantami, gdyż chce on zmusić ortodoksyjnych Żydów, aby tak samo jak inni obywatele kraju odbywali obowiązkową służbę wojskową. Netanjahu będzie również naciskany przez USA do powrotu do stołu negocjacyjnego z Palestyńczykami, co jego religijni koalicjanci mogliby torpedować, zwłaszcza ugrupowanie Beit Jehudi, które jest postrzegane w kraju jako adwokat osadników. Dlatego też „Bibi” musi się porozumieć z centrolewicą i tu mam na myśli nową partię, którą zarządza najbardziej wpływowy dziś polityk Izraela – Jair Lapid.

Obama w wydaniu izraelskim

Tłumaczenie, kim jest Jair Lapid należy zacząć od wymienienia profesji, jakimi się parał w życiu. Człowiek ten był m.in. aktorem, dziennikarzem, publicystą, wokalistą, bokserem i prezenterem telewizyjnym. Jest synem słynnego dziennikarza i cenionej pisarki. Swego czasu uchodził za największego łamacza serc w kraju, obecnie zaś jest bohaterem tysięcy memów, komiksów, prześmiewczych filmików oraz komentarzy internautów w całym Izraelu.