Newsletter

Na kłopoty Europa

Steven Hill, 04.07.2012
Jak na ironię ,,socjalistyczna” Europa stała się obszarem dyscypliny budżetowej, utrzymując jednocześnie to, co najlepsze ze swoich przywilejów socjalnych dla rodzin i pracowników

Po blisko trzech latach od gospodarczego trzęsienia ziemi, które wywróciło świat do góry nogami, Europa wkroczyła na ścieżkę gospodarczego ożywienia. Niefortunne wydaje się zatem przywoływanie trudnej sytuacji krajów PIGS (Portugalia, Irlandia, Grecja i Hiszpania) – których gospodarki razem wzięte są mniejsze niż gospodarka Włoch. Niefortunne, gdyż reszta Europy sukcesywnie czyni postępy w kierunku wypracowania bardziej stabilnego modelu gospodarczego.

Niemcy przerodziły się w globalnego, gospodarczego lidera, ze stałymi stopami wzrostu i bezrobociem najniższym od dziesięcioleci (około 6 proc. według zharmonizowanych danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, w porównaniu z 9,3 i 9,1 proc., odpowiednio dla Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych).

W Skandynawii, szwedzka, ,,socjalistyczna” gospodarka wzrosła o ponad 4 proc. w 2010 r. i oczekuje się jej dalszego wzrostu w 2011 i 2012 roku. Zarówno Niemcy, jak i Szwecja, wbrew oczekiwaniom ekspertów, przypominają nam tym samym o europejskiej zdolności sprawiania miłych niespodzianek. Norwegia, Finlandia oraz Dania także spodziewają się znacznego wzrostu. Polska uniknęła recesji. Również Holandii, Francji, Szwajcarii oraz Republice Czeskiej udało się utrzymać równowagę w czasie gospodarczego trzęsienia ziemi.

Jak wygląda zadłużenie rządu USA i deficyt handlowy? Europa miast tonąć, utrzymuje się na powierzchni o wiele pewniej niż Ameryka w obu tych kwestiach. Średnie zadłużenie Unii Europejskiej osiągnęło poziom 73 proc. produktu krajowego brutto, jest więc wyższe niż docelowe 60 proc., ale i tak zdecydowanie niższe niż amerykańskie, wynoszące 102 proc. (według danych amerykańskiego Skarbu Państwa).

Amerykański dług publiczny, który wzrósł znacznie nie tylko z powodu gospodarczego załamania, lecz także nadmiernych wydatków na armię i niekontrolowanych kosztów opieki zdrowotnej, po raz pierwszy od czasu II wojny światowej będzie większy, niż wynik narodowej gospodarki. Tymczasem prezydent Barack Obama, wspólnie z Republikanami w Kongresie, zadecydował o podtrzymaniu ulg podatkowych dla 2 proc. najbogatszych Amerykanów, chociaż wcześniej przyrzekał je zlikwidować. Nie zapominajmy, że 400 najbogatszych Amerykanów posiada majątek o łącznej wartości 1,4 bln dolarów. Liczba ta przewyższa produkt krajowy brutto Indii, w których mieszka ponad miliard ludzi. 

Jak na ironię ,,socjalistyczna” Europa stała się obszarem dyscypliny budżetowej, utrzymując jednocześnie to, co najlepsze ze swoich przywilejów socjalnych dla rodzin i pracowników. Tymczasem Ameryka nadal nie może znaleźć sposobu na zapewnienie opieki medycznej dla 47 milionów Amerykanów, którzy są jej pozbawieni. Wysoki deficyt handlowy Stanów Zjednoczonych pokazuje, że amerykańska produkcja nie jest w stanie pokryć zapotrzebowania gospodarki światowej, podczas gdy europejski deficyt handlowy jest marginalny wobec reszty świata.

Rozwój Polski, szóstego pod względem populacji kraju Unii Europejskiej, z gospodarką większą od Irlandii, Grecji czy Portugalii pokazuje, że obsesja na punkcie ,,słynnej czwórki” jest błędem. Wielu analityków zwraca uwagę na uderzające podobieństwo pomiędzy dzisiejszą Polską i Irlandią lat dziewięćdziesiątych, kiedy to ,,Celtycki Tygrys” po raz pierwszy zaryczał (pominąwszy problemy irlandzkich banków, które ujawnił kryzys ekonomiczny). Zagraniczny kapitał napływa do Polski, zachęcony stabilnym wzrostem i 38 milionami ludzi, których zadłużenie budżetów domowych jest stosunkowo skromne. Polska zyskała także na silnej gospodarce sąsiednich Niemiec, podobnie jak pozostałe kraje wschodniej i środkowej Europy (niemiecki eksport do tych krajów wzrósł o 20 proc.).
Polska korzysta z bezpośredniej pomocy Unii Europejskiej, dzięki której stała się jednym wielkim placem budowy. W Polsce rozpoczęto budowę wielu dróg, mostów, a wśród publicznych inwestycji warto też wymienić rozbudowę infrastruktury kolejowej (np. dworców) oraz budowę drugiej linii warszawskiego metra. Na przedmieściach Warszawy jest budowana obwodnica, która uchroni kierowców przed przejeżdżaniem przez zakorkowane ulice. W końcu, Polska podwoi ilość kilometrów autostrad, dzięki budowie odcinka biegnącego od granicy niemieckiej do granicy z Ukrainą i Białorusią oraz drugiego – z północy na południe, od Morza Bałtyckiego do czeskiej granicy. Planowane ukończenie autostrady A4 już dziś przyciąga inwestorów do Rzeszowa i innych miast w południowo-wschodniej części kraju.

Część unijnych pieniędzy zostanie przeznaczona na budowę nowych stadionów i infrastruktury w związku z organizacją, wespół z Ukrainą, mistrzostw Europy w piłce nożnej. Zyskały także polskie firmy budowlane, podobnie jak niemieckie, austriackie, hiszpańskie czy portugalskie, którym przypadła część kontraktów. Ilość pieniędzy wydana z europejskich funduszy strukturalnych jest znaczna i wynosi 347 miliardów euro (468 miliardów dolarów) w okresie siedmioletnim. Większość z tych pieniędzy przypadła Polsce i pozostałym krajom członkowskim wschodniej i środkowej Europy. 

Wschodnia Europa również zdradza oznaki ożywienia. Głęboka recesja w krajach bałtyckich i środkowo-wschodniej Europie zdaje się kończyć. Litwa, Łotwa i Ukraina, które ucierpiały z powodu dwucyfrowego spadku w produkcji gospodarczej, znowu odnotowują wzrost. Wznowiono pożyczki bankowe, zmniejszyło się bezrobocie, wschodnie regiony importują i eksportują do Niemiec i pozostałych krajów Europy Zachodniej.

Co ciekawe, także Turcja staje się gospodarczą gwiazdą, rozwijając się w oszałamiającym, podobnym do Chin tempie. Przede wszystkim dzięki wzmożonemu handlowi z jej europejskimi partnerami. Podczas mojej ostatniej wizyty w Istambule widziałem budowlane żurawie, przesłaniające niebo z każdej strony. Mniejsze gospodarki, jak Rumunia, Bułgaria i Chorwacja, pozostają problematycznymi punktami na mapie Europy, lecz w większości przypadków wymiana ,,zachód-wschód-zachód”, która kwitła przed kryzysem, powoli odżywa.

Zarysowane powyżej działania, podejmowane na Starym Kontynencie sprawiają, że niewielki sens ma dziś obsesja na punkcie ,,słynnej czwórki”. Czwórki, która swoim zakresem obejmuje tak niewielką część gospodarki Unii Europejskiej. Te cztery kraje popadły w tarapaty – każdy z innych powodów. Oczywiście ich europejscy sojusznicy powinni zrobić wszystko, co w ich mocy, aby je wesprzeć. Nie da się jednak rozwiązać tej sytuacji przy pomocy czarodziejskiej różdżki. Będzie to z pewnością wymagało czasu i determinacji. Sukces lub porażka europejskiego projektu nie są zależne od losu krajów PIGS. A tego właśnie, postrzegający świat w czarnych barwach eurosceptycy, zdają się nie rozumieć.
To, czego na progu XXI w. świat pilnie potrzebuje, to wypracowanie modelu ,,gospodarki nierosnącej” (steady state economy), która nie byłaby budowana na kruchych podstawach: bańkach spekulacyjnych, nadmiernej konsumpcji, życiu na kredyt oraz gospodarce opartej na węglu. Dziś gospodarka, podobnie jak ekologiczna równowaga i zrównoważony rozwój, muszą być umieszczone wysoko na liście naszych priorytetów.

Europejskie problemy i wyzwania są niezwykle ważne i konkretne w swej istocie. Nie można umniejszać ich znaczenia. Ważne jest jednak i to, by nie ulec przesadzie i obsesji. Europa jest niedokończonym projektem, który wciąż jest w budowie. Podjęto wiele słusznych kroków, aby nie tylko wyjść obroną ręką z największego załamania gospodarczego od czasu Wielkiego Kryzysu, lecz także, aby osiągnąć ścieżkę trwałego rozwoju w przyszłości.

Tekst opublikowany w Lupie Instytutu „Jaka przyszłość Europy?” w lipcu 2011 r.