Newsletter

Dolna Saksonia: gorzka pigułka dla chadeków

Weronika Przecherska, 23.01.2013
Porażka w Dolnej Saksonii nie jest równoznaczna wyłącznie ze zmianą na stanowisku premiera w landzie oraz pogorszeniem perspektyw wyborczych chadeków. Wygrana SPD i Zielonych ma także konkretne przełożenie na układ sił w Bundesracie

Strona 1

Porażka w Dolnej Saksonii nie jest równoznaczna wyłącznie ze zmianą na stanowisku premiera w landzie oraz pogorszeniem perspektyw wyborczych chadeków. Wygrana SPD i Zielonych ma także konkretne przełożenie na układ sił w Bundesracie

„Koszmar Angeli Merkel” – krótko i dosadnie podsumował przegraną chadeków w Dolnej Saksonii tygodnik „Der Spiegel”. Trudno o trafniejsze streszczenie ostatnich wyników wyborczych. Chadecy, choć otrzymali największe społeczne poparcie, nie będą rządzić w Dolnej Saksonii.

Dotychczasowa koalicja CDU i FDP przegrała o włos z SPD i Zielonymi, uzyskując o jeden mandat mniej w Landtagu. Porażka w drugim co do wielkości kraju związkowym to kolejna gorzka pigułka do przełknięcia dla kanclerz Merkel. A także zapowiedź barwnej kampanii wyborczej. Zwycięstwo SPD i Zielonych oraz niespodziewanie wysoki wynik FDP z pewnością jeszcze bardziej utrudniły przewidywanie politycznych konstelacji przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu.

CDU z Angelą Merkel na czele bryluje w sondażach na szczeblu federalnym, także z powodu dotychczasowych niezręczności i gaf kandydata socjaldemokratów Peera Steinbrücka. Nieco mniej szczęścia partia ta ma w wyborczych starciach. Chadecy zyskali największe społeczne poparcie w ubiegłorocznych majowych wyborach w Szlezwiku-Holsztynie. Nie udało im się jednak stworzyć razem z FDP większości w lokalnym parlamencie. W tym samym miesiącu odnieśli druzgocącą porażkę w Nadrenii Północnej-Westfalii. Dolna Saksonia jest więc kolejnym dowodem na to, że CDU i jej mniejszy koalicjant będą musieli stoczyć trudną wyborczą walkę o większość w Bundestagu.

Szczególnie zacięta kampania przed wrześniowym starciem czeka liberałów. Wynik FDP w Dolnej Saksonii okazał się zaskakująco dobry (9,9 proc.). Jeśli jednak ufać sondażom, partia Philippa Röslera ma we wrześniu nikłe szanse na przekroczenie wyborczego progu. Rozstrzygnięcie w Dolnej Saksonii było dla FDP jednak nie tylko mandatem społecznego poparcia. Stało się także dobrą okazją do przerwania toczących się od dawna dyskusji o przywództwie w partii liberałów.

Już po ogłoszeniu wyników przewodniczący FDP Philipp Rösler zaproponował swojemu oponentowi i surowemu krytykowi Rainerowi Brüderle nie tylko bycie głównym kandydatem zbliżającej się kampanii, lecz także stanowisko przewodniczącego partii. Ta druga propozycja została jednak odrzucona. Dolna Saksonia nie stała się więc dla Röslera, jak przewidywało wielu komentatorów, pożegnaniem z szefowaniem FDP. Jego polityczne zagranie wobec Rainera Brüderle ukróciło zaś, przynajmniej tymczasowo, spekulacje o zmianie partyjnego przywództwa. Trudno jednak zaprzeczyć, że prawdziwą próbą tego przywództwa będą najbliższe gorące miesiące kampanii.

Sytuacja liberałów jest tym trudniejsza, że po przegranej w Dolnej Saksonii CDU wyraźnie zdystansowała się od swojego mniejszego koalicjanta. Merkel, komentując wyborczy wynik, nie kryła, że w wyborach na szczeblu federalnym liberałowie będą musieli radzić sobie sami. Chadecy niespokojni o przyszłość borykającego się z kłopotami koalicjanta w Dolnej Saksonii sugerowali nawet oddanie drugiego głosu na liberałów. Ostatnie zapowiedzi CDU dobitnie pokazują jednak, że FDP nie może już liczyć na wsparcie ze jej strony.