Newsletter

O Tischnerze pisze Zbyszek Dymarski

Zbyszek Dymarski, 28.06.2010
Tischner szczególnie dużo zajmował się problemem wolności. Jej posiadanie wiązał nie z profitami i beztroską ale z odpowiedzialnością. Podkreślał, że nie można być wolnym nie będąc solidarnym z drugim

Józef Tischner był niezwykłym człowiekiem i wiele z tego co robił i mówił jest ważne i współcześnie. Obserwowałem i obserwuję tę niezwykłość na kilku płaszczyznach. Nazwę je w skrócie filozoficzną, religijną i ludzką.

Jeśli idzie o filozoficzne dokonania Tischnera to godna uwagi, moim zdaniem, jest jego koncepcja agatologii i wynikająca z niej antropologia. Wychodząc od heideggerowskiego podmiotu, któremu chodzi o własne bycie, Tischner stworzył własną koncepcję. Według niego człowiekowi nie chodzi o bycie w ogóle ale o bycie, które chce dobra. Tischnerowski podmiot chce dobra dla siebie. A z odpowiedzią na pytanie czym to dobro jest wiążą się kolejne ważne odkrycia filozofa – mianowicie sprawa wolności, solidarności i zła.

Tischner szczególnie dużo zajmował się problemem wolności. Jej posiadanie wiązał nie z profitami i beztroską ale z odpowiedzialnością. Podkreślał, że nie można być wolnym nie będąc solidarnym z drugim, a ta postawa niejednokrotne domaga się heroizmu. Wolność jest zadaniem i powiązana jest ściśle z dobrem. A z tą sytuacją wiąże się problematyka zła. Jego wnikliwe analizy znaleźć można na kartach Filozofii dramatu i Sporu o istnienie człowieka. Filozof dostrzegł niewystarczalność dotychczasowych ujęć problemu zła, jego „natury” nie oddaje bowiem ani koncepcja prywacyjna, ani manichejska. Zło jest bo działa, ale też nie-jest bo gdyby było nie potrzebowałoby kusić i grozić.

I co jeszcze ważne, a może najważniejsze to, to że Tischner uczył samodzielnego myślenia. Było to ważne w czasach komunizmu ale ważne jest również i obecnie. Pokazywał jak oddzielać pozór od prawdy i jak konsekwentnie prowadzić filozoficzny wywód.

Tischner w swych poszukiwaniach posługiwał się najczęściej metodą fenomenologiczną i hermeneutyczną. Fenomenologia pozwalała mu krok po kroku, rozsuwać zasłony utrudniające dokładny ogląd rzeczywistości. I co warto zauważyć, opisując swe zdążanie do prawdy posługiwał się językiem precyzyjnym i możliwe (jak na filozofa oczywiście) prostym. Obrazy i metafory zaczerpnięte z wielkich dzieł, tak filozoficznych jak i literackich, pomagały mu przekroczyć trudne etapy myślenia.

Teksty wielkie są wielkie poprzez to, że niosą w sobie bogactwo treści. Tischner nie szedł za utrwaloną wykładnią ale wynajdował w nich takie strony, których przed nim, nikt nie dostrzegł. Tak było z odczytaniem kartezjuszowego złośliwego geniusza jako głosu opinii publicznej czy też rozmowy między Lordem Gloucesterem a Lady Anną z Ryszarda III jako dialogu pokusy i zdrady. Niejednokrotnie wielkie obrazy były też punktem wyjścia do snucia hermeneutycznej refleksji. Tak było na przykład, z pomieszczonym w Boskiej Komedii,  opisem najniższych kręgów piekielnych i z opisem gombrowiczowskiego ślubu. Myślę, że można powiedzieć, iż teksty nośne kulturalnie, były dla niego „wyrzutnią” umożliwiającą pogłębienie własnych intuicji.

Gdy staram się dociec, co łączy dziś jego uczniów (a ma ich wielu), dochodzę do wniosku, że nie jest to ani komentowanie dorobku Mistrza, ani rozwijanie problemów przez niego badanych, ale właśnie samodzielność myślenia. A samodzielnie, porządnie myśleć wcale nie jest łatwo…

W tym miejscu nie mogę powstrzymać się od wprowadzenia wątku autobiograficznego. To Tischner-filozof sprawił, że przed laty porzuciłem Gdańsk, zamieszkałem w Krakowie i tak pilnie, jak tylko pozwalał mi czas, uczęszczałem na zajęcia Profesora. Oczywiście opuszczając nadmorski gród bardziej przeczuwałem i wierzyłem niż wiedziałem, że czeka mnie wielka intelektualna przygoda.

Przechodząc na płaszczyznę religijną przypomnieć należy, że Tischner był też księdzem. Księdzem, który pokazał, że chrześcijaństwo jest atrakcyjną propozycją dla ludzi myślących. Widział w nim przesłanie skierowane do człowieka, nie przez patrzącego z wysoka, ale przez kroczącego przy zagubionym i obolałym (a taki jest każdy) człowieku, Boga. Tischner przekonywał, że wiara rodzi się z wolności, a nie ze strachu i przymusu. Uważał, że dialog wewnątrzkatolicki i wewnątrzchrześcijański jest nie tylko możliwy ale i konieczny.

Na płaszczyźnie ludzkiej przypomnieć należy, że był człowiekiem życzliwym i zainteresowanym losami drugiego. To co robił, czyli filozofowanie i kapłaństwo, traktował bardzo serio. Pogoda ducha, niezrównany dowcip i intelektualna zadziorność nie oznaczały lekceważenia spraw jakich się podjął.