Newsletter

Arabska Wiosna – dwa lata później

Paulina Biernacka, 11.01.2013
Część Arabów zaczyna odnajdywać prawdziwe źródło swoich problemów – głównie we władzach własnych państw – a nie jak do tej pory, w konflikcie izraelsko-palestyńskim

Strona 1

Część Arabów zaczyna odnajdywać prawdziwe źródło swoich problemów – głównie we władzach własnych państw – a nie jak do tej pory, w konflikcie izraelsko-palestyńskim

Wydany w 2009 roku przez UNDP raport o rozwoju społecznym w państwach arabskich wskazywał, że stagnacja ekonomiczna, wysokie bezrobocie, wyż demograficzny, ogromna korupcja oraz nieudolne rządy represjonujące obywateli mogą zagrozić stabilności Bliskiego Wschodu. Mimo to, Arabska Wiosna zaskoczyła cały świat. Nikt nie spodziewał się protestów na taką skalę.

Zarówno wymiar jak i zasięg Arabskiej Wiosny sprawiły, że dziennikarze, eksperci oraz przywódcy polityczni po dziś dzień starają się pojąć i wytłumaczyć to, co ma miejsce w wielu krajach regionu. Dwa lata od wybuchu pierwszych zamieszek w Tunezji powiew rewolucji wciąż dociera w nowe zakątki Bliskiego Wschodu.

Determinacja islamistów

Arabowie sprzeciwili się despotycznym władzom rządzącym przez dekady państwami regionu. Domagano się wolności oraz sprawiedliwości społecznej i ekonomicznej. Przez moment wydawało się, że wyzwolone spod rządów autorytarnych państwa zmierzają w poprawnym kierunku. Niestety, euforia i optymizm, które towarzyszyły zmianom na początku Arabskiej Wiosny, odeszły bezpowrotnie. Rzeczywistość porewolucyjna okazała się szara. Kondycja gospodarcza państw uległa pogorszeniu. Bardziej istotnymi są jednak podziały społeczne, które znacząco się uwydatniły, utrudniając transformację systemów.

Tunezyjska młodzież, która wyszła na ulice ponad dwa lata temu, domagała się rozwiązania problemów chronicznego bezrobocia, ubóstwa czy korupcji. Dzisiejsze spory w państwach, które objęła rewolucja, nie dotyczą jednak sposobów pozbycia się tych problemów. To, co możemy obecnie obserwować, jest walką o przyszły kształt społeczeństw. Walka ta jest zacięta, zwłaszcza w wydaniu islamistów, którzy chcą zaprowadzać w krajach porewolucyjnych islamskie prawo szariatu oraz tworzyć podstawy państw religijnych.

Nie ma się co dziwić, iż zapał młodych ludzi opadł. Mieszkańcom Tunezji, Egiptu, Libii czy Jemenu, niejednokrotnie narażającym swoje życie, pewnie do głowy nie przyszło, iż Islam okaże się główną siłą na scenach politycznych w ich krajach. W Tunezji i Egipcie pierwsze wolne wybory przyniosły zwycięstwo umiarkowanemu Bractwu Muzułmańskiemu oraz bardziej konserwatywnym salafitom. W Libii Bractwo Muzułmańskie nie wypadło tak dobrze, ale uzbrojone grupy militarne pozostają wciąż silnym graczem. W Jemenie wybory odbędą się w tym roku. Walka toczyć się będzie pomiędzy islamistami, tradycyjnymi ugrupowaniami plemiennymi oraz ruchami reprezentującymi młodych Jemeńczyków, którzy domagają się państwa obywatelskiego. Najtrudniejsza sytuacja jest jednak w Syrii, gdzie od dwudziestu dwóch miesięcy trwa konflikt domowy i gdzie śmierć zebrała czarne żniwo. W walkach zginęło już sześćdziesiąt tysięcy osób.

To jednak nie koniec. Kolejnymi miejscami typowanymi na wybuch rewolucji są Jordania i Autonomia Palestyńska. Analitycy wskazują, że czas najwyższy na Palestyńczyków, do których odwoływała się arabska młodzież wszystkich krajów rewolucyjnych, oświadczając niejednokrotnie, że Arabska Wiosna to ich Intifada.

Palestyńskie dylematy

Biorąc pod uwagę fakt, że Palestyńczycy mają za sobą wiele lat powstań i sprzeciwu wobec izraelskiego okupanta można się dziwić, iż dwa lata po wybuchu Arabskiej Wiosny ludność ta nie zebrała się na odwagę, by przeciwstawić się również swojemu autorytarnemu reżimowi.

Młodzi Palestyńczycy, należący do różnych ugrupowań opozycyjnych wobec władz Autonomii Palestyńskiej na Zachodnim Brzegu oraz Hamasu w Gazie twierdzą, że ich działalność jest dużo trudniejsza niż opozycjonistów z innych państw. Dzieje się tak dlatego, iż mają do czynienia z podwójną opresją: po pierwsze ze strony autorytarnych władz Autonomii, a po drugie, ze strony Izraela. W tej sytuacji bardzo łatwo jest skrytykować ruchy opozycyjne wobec reżimu Mahmuda Abbasa czy reżimu Hamasu, nazywając opozycjonistów zdrajcami, którzy pracują na rzecz wroga (czytaj: Izraela), kolaborują z nim, zamiast skupić się na walce z okupantem.

Aby nie dopuszczać do takich oskarżeń, opozycjoniści palestyńscy skupili się na kwestiach, które można poprawić, wymuszając zmiany zarówno na władzach Autonomii, jak i Izraela. Kwestie te dotyczą bezpieczeństwa czy też więźniów politycznych, znajdujących się w więzieniach Autonomii i państwa żydowskiego.

Obserwując ruchy rewolucyjne w innych częściach Bliskiego Wschodu, młodzi mieszkańcy Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy postanowili zjednoczyć siły. Ruch o nazwie 15 Marca wzywa do zniesienia podziałów w Palestynie na zwalczające się obozy Hamasu i Fatahu. Młodzi ludzie domagają się zjednoczenia władzy politycznej Autonomii. W tym celu przeprowadzają demonstracje lub też urządzają głodówki. Jak podkreślają przywódcy tego ruchu, młodzi Palestyńczycy nie organizują masowych protestów, gdyż dzisiejsza rzeczywistość w jakiej żyją bardzo utrudnia im zawiązanie sojuszu.

Palestyńczycy są podzieleni na tych, którzy żyją w Izraelu i Palestynie, nie wspominając o ludności palestyńskiej zamieszkującej Jordanię i inne państwa ościenne. Ci, którzy żyją w Autonomii Palestyńskiej oddzieleni są od siebie, gdyż Strefa Gazy nie ma bezpośredniego połączenia z Zachodnim Brzegiem. Sam Zachodni Brzeg również dzieli się na strefy (A, B i C) – w zależności od tego, czy jurysdykcję nad danym terytorium sprawuje Autonomia, czy Izrael. Palestyńczycy nie mają swojego placu Tahrir, na którym mogliby się zgromadzić i zjednoczyć. Jak podkreślają eksperci, odseparowanie ludności od siebie ma kluczowe znaczenie, bardzo osłabiające rewolucyjną kreatywność i spontaniczność.

Ponadto część młodych ludzi ze Strefy Gazy odkryła, że ich drogą do wolności może być ucieczka do innego świata przez przejście graniczne w Rafah, nie zaś poprzez walkę zbrojną. Oczywiście jest wiele osób, które wciąż wierzą, zwłaszcza po listopadowym konflikcie zbrojnym pomiędzy Hamasem i Izraelem, iż jedynie siłą Palestyńczycy wywalczą sobie wolność. Inni zaś uważają, że dobrym rozwiązaniem dla tej ludności będzie konfederacja z Jordanią.

Konfederaci z Bliskiego Wschodu?

Terytorium wschodniego sąsiada Izraela, czyli Jordanii, zamieszkuje około 2 milionów Palestyńczyków, co stanowi jakieś 60 proc. społeczeństwa tego kraju. Większość z nich posiada paszporty Jordanii, część jest uznana za uchodźców. Ludność ta stanowi duży problem dla rządzącej Jordanią królewskiej rodziny Haszymitów posiadającej wsparcie niewielkiej części społeczeństwa, Beduinów.

W pierwszych miesiącach Arabskiej Wiosny król Jordanii Abdullah obiecał swoim obywatelom, że w kraju zostaną przeprowadzone reformy mające na celu zmianę systemu na demokrację parlamentarną. Rodzina królewska zaś będzie odgrywała jedynie ceremonialną rolę, podobnie jak to ma miejsce w krajach europejskich. Pomimo wielu zmian w konstytucji oraz systemie wyborczym, wciąż jedynie 20 proc. miejsc w parlamencie można obsadzać kandydatami wybieranymi z narodowej listy w trakcie głosowania. Kandydatów na pozostałe 80 proc. miejsc wybierają zgromadzenia lokalne, składające się przeważnie z wspierających reżim Beduinów. Król obawia się, iż nagła zmiana systemu wyborczego przyniesie władzę Bractwu Muzułmańskiemu, które jako jedyne ma rozwinięte struktury polityczne w kraju.