Newsletter

Dziennikarze, wróćcie do szkoły

Aleksandra Kaniewska, 03.01.2013
Apoteoza porażki sączy się z polskich mediów od wczesnych godzin porannych aż do wieczora

„Jest źle, niedobrze, wręcz tragicznie” – co rano myślą tysiące Polaków sunących zakorkowanymi drogami polskich miast do słabo płatnych miejsc pracy. „Nie do wytrzymania, znów porażka” – przebiega przez umysły setek rodaków podróżujących zatłoczonym metrem (tylko w Warszawie, i tylko jedną linią!) lub innym (mało przyjemnym) środkiem komunikacji miejskiej. Innymi słowy, lepiej byłoby urodzić się w PRL-u niż w Polsce Anno Domini 2013! Albo, być może, lepiej byłoby nie urodzić się wcale!

Nic dziwnego, że nastrój w narodzie minorowy. Apoteoza porażki sączy się z polskich mediów od wczesnych godzin porannych aż do wieczora. Dziś rano „Gazeta Wyborcza” powitała Polskę tytułem (obok hasła o powrocie disco polo): „eWuś też spaprali”. eWuś to elektroniczna Weryfikacja Uprawnień Świadczeniobiorców. Projekt, który ma zdigitalizować bazę ubezpieczonych w NFZ, a w przyszłości stać się źródłem informacji o pacjentach – dla nich samych i dla lekarzy.

System eWuś wystartował wczoraj. Działa, ale według dziennikarzy „GW” nastręcza problemów administracyjnych szpitalom i lekarzom. Dlatego dostał ocenę negatywną już na starcie. Jest „spaprany” – to przeczytał dziś przeciętny czytelnik. Sam pewnie nie sprawdzi dokładnie, o co chodzi. Ważne, że znów jest papranina. Dla odbiorców eWuś zrównuje się z porażką lotniska Modlin, dachem Stadionu Narodowego. Czy nawet z historią życia rysownika kultowego „Reksia”, który – zdaniem mediów – miał mieszkać bez dostępu do bieżącej wody. Dookoła słyszymy tylko: spaprali. Kto? Oni. Władza. Czyli wszyscy inni, tylko nie ja.

Kilka minut po porannej kawie zaskakuje kolejna wiadomość. TOK FM donosi, że według brytyjskiego tygodnika „The Economist” „lepiej było urodzić się w PRL w 1988 r. niż w Polsce 2013 r.”. Naprawdę?

Sięgając do oryginału ekspertów ośrodka badawczego Economist Intelligence Unit (o co ewidentnie nie pokusił się dziennikarz portalu, cytując jako źródło depeszę PAP), okazuje się na przykład, że w 1988 roku lepiej żyło się w Związku Radzieckim niż w Danii, Grecji czy Portugalii. Logiczne, prawda? Kolejny efekt logicznej analizy rankingu: w 1988 roku Polska Rzeczpospolita Ludowa wylądowała na 23 miejscu spośród 48 krajów. Dziś Polska jest o 10 pozycji niżej, ale porównywanych krajów jest więcej, czyli 80. Z klasyfikacji wynika też, że USA spadły w rankingu o 16 pozycji, Wielka Brytania o 20, Francja o 24. A Polska o 10. Tragedia. Byle tylko móc wrócić do czasów PRL…

Najciekawsza jest też aktualność danych serwowanych w polskich mediach jako absolutnie bieżący news. Analiza „Economista” w internecie ukazała się wcale nie dziś czy wczoraj, ale… w listopadzie 2012! A w wersji drukowanej, w ramach dodatku „The World In 2013“, na początku grudnia. Ale co tam, nie chodzi przecież o to, co tak naprawdę porównuje ranking, ale jakie wyciągniemy z tego wnioski. Jak mawiał mistrz propagandy Józef Stalin, „nieważne jest, kto i jak głosuje, ale kto liczy głosy”.

Czy ranking „The Economist” to, jak sugerują polskie media internetowe, zły wynik dla Polski? Pozostawmy to ocenie Polaków. Straszny jest za to, z pewnością, poziom papki, którą serwują nam media. Poziom wtórności, brak krytycyzmu, ignorancja, a często brak rozsądku. Któż o zdrowych zmysłach mógłby uwierzyć, że „The Economist”, jeden z piewców polskiej transformacji, odważyłby się napisać, że w Polsce komunistycznej żyło się lepiej niż dziś? I nikt tak nie napisał. Trochę głupio z prawdziwych danych wyciągnąć fałszywe wnioski. Powtórzę więc za jednym z komentatorów, redaktorzy, dziennikarze, wróćcie do szkoły. Wasze teksty to właśnie zły wynik dla Polski.