Newsletter

Noga z gazu!

Konrad Niklewicz, 03.01.2013
Niestety, statystyki wypadków nie zmieniają się proporcjonalnie do długości nowych dróg. Każdego roku z powierzchni Polski wymazywana jest populacja małego miasteczka

Niestety, statystyki wypadków nie zmieniają się proporcjonalnie do długości nowych dróg. Każdego roku z powierzchni Polski wymazywana jest populacja małego miasteczka

Wpis ministra transportu Sławomira Nowaka na Twitterze, w którym opisał sieć fotoradarów budowaną przez GITD jako narzędzie do walki z „drogowymi mordercami”, wywołał sporo emocji w sieci. Wielu dziennikarzy – ale też innych użytkowników mediów społecznościowych – nie kryło oburzenia. Na ministra Nowaka posypały się krytyczne opinie. Jedna przewijała się najczęściej: fotoradary miałyby być tylko „maszynką do wyciskania pieniędzy”, a nie sposobem na zwiększenie bezpieczeństwa na polskich drogach.

W 2011 roku na polskich drogach zginęło 4 tysiące 189 osób. Pełne statystyki za 2012 rok nie są jeszcze dostępne, ale sądząc po napływających informacjach można się spodziewać tylko niewielkiej poprawy, jeśli ta w ogóle nastąpi. Policja informowała o 3 tysiącach 278 ofiarach śmiertelnych wypadków w okresie od stycznia do października 2012 r. Z danych europejskiej organizacji EuroRAP wynika, że Polska „odpowiada” za 14 proc. wszystkich ofiar śmiertelnych wypadków drogowych w całej Unii Europejskiej. Jesteśmy na tym samym poziomie, co Francja i Niemcy. Tyle tylko, że jest nas o połowę mniej niż Francuzów i prawie trzy razy mniej niż Niemców.

To nie drogi zabijają, ale ich użytkownicy. Jadąc wolniej, można pokonać nawet bardzo zniszczony odcinek trasy; jadąc szybciej (zbyt szybko) na tym samym odcinku można wpaść w poślizg, wylecieć na łuku albo z impetem wtargnąć na pas do jazdy w drugim kierunku. Nie wspominając już o tym, że ofiar wyprzedzania na podwójnej ciągłej oraz pieszych potrąconych na pasach nie da się usprawiedliwić stwierdzeniem, że „droga była wyboista, żółte światło dopiero co gasło, a mnie się spieszyło”.

Nikt nie kwestionuje poglądu, że na dobrej drodze łatwiej jechać i całkowicie skoncentrować się na bezpiecznym prowadzeniu, ale fałszywe zdaje się być twierdzenie, że złej jakości droga wymusza wypadki. Otóż – moim zdaniem – nie wymusza. Samochody nie jeżdżą same, decyzje podejmują ich kierowcy.

Nowe drogi muszą powstawać, stare muszą być modernizowane, tak, by złe warunki jazdy odchodziły w niepamięć. W latach 2007-12 tempo budowy dróg wyraźnie przyspieszyło: do ruchu oddano 2,2 tys. km nowych lub zmodernizowanych odcinków autostrad, dróg ekspresowych, dróg krajowych i obwodnic miast. To oczywiście wciąż mało, nowoczesnych dróg Polska potrzebuje znacznie więcej. Ale postępy zaczynają być zauważalne.

Niestety, statystyki wypadków nie zmieniają się proporcjonalnie do długości nowych dróg. Na świeżo zbudowanych drogach ekspresowych, na wyremontowanych drogach powiatowych i gminnych, na całkowicie przebudowanych ulicach miast wciąż giną przechodnie i kierowcy. Zupełnie tak, jak ginęli wtedy, gdy te konkretne odcinki były w złym stanie. Nasze drogi się zmieniają, a każdego roku z powierzchni Polski wymazywana jest populacja małego miasteczka.

Do podobnych wniosków musieli dojść Francuzi. W 2002 r., gdy władze francuskie rozpoczęły trwającą do dziś budowę automatycznego i scentralizowanego system pomiaru prędkości w całym kraju, Francję już pokrywała sieć dobrych autostrad, ekspresówek i dobrze utrzymanych tras lokalnych. A jednak rok w rok Francja zajmowała najgorsze miejsca w europejskich antyrankingach.

Rząd w Paryżu zdecydował się na radykalne kroki. W ciągu dekady we Francji zamontowano ponad 3 tys. (trzy tysiące, to nie pomyłka!) fotoradarów. Z zapowiedzi rządowych wynikało, że na przełomie 2012/13 ich liczba przekroczy 4 tysiące. Wraz z fotoradarami wprowadzone zostały drakońskie (sięgające tysięcy euro) kary za przekroczenie prędkości.

Efekty? Od 2002 r. liczba wypadków śmiertelnych spadła o 40 proc. To oznacza, że kilkanaście tysięcy osób uniknęło śmierci na drodze. I warto dodać, że w tym samym czasie nie zbudowano setek kilometrów nowych dróg.

A przecież nie tylko doświadczenia Francji potwierdzają, że stanowcze, zautomatyzowane i powszechne egzekwowanie przepisów ruchu drogowego ogranicza liczbę wypadków. Uznawany w świecie naukowym Cochrane Review potwierdził, że 28 (sic!) przeprowadzonych w tym obszarze badań przyniosło tę samą konkluzję: efektem wprowadzania sytemu fotoradarów jest ograniczenie liczby kolizji. To, w czym poszczególne badania (podsumowane w Cochrane Review) różniły się, to skala redukcji (od 8 do 49 proc.).

Statystyki, ale też codzienna obserwacja – z perspektywy tak pieszego, jak i kierowcy – każą sądzić autorowi tych słów, że przez 25 lat samo-rządzenia nie do końca opanowaliśmy trudną sztukę kultury drogowej, której nierozłączną częścią jest rozwaga i ostrożność. A skoro sami tego się nie nauczyliśmy, być może nadszedł czas na rozwiązania, które nas do tego zmuszą. Metodą skuteczną w swej prostocie – przez portfel do rozumu.

*Konrad Niklewicz – współpracownik Instytutu Obywatelskiego, były wiceminister rozwoju regionalnego, był też rzecznikiem polskiego przewodnictwa w Radzie Unii Europejskiej, w l. 1998-2011 dziennikarz „Gazety Wyborczej”