Newsletter

O Tischnerze pisze Marcin Król

Marcin Król, 24.06.2010
Kiedy myślę o twórczości Józefa Tischnera, to w mniejszym stopniu po latach wracam do jego poszczególnych dzieł, a raczej do samej zasady ich pisania i do zasady, jaką Tischner stosował także w rozmowie. Tischner bowiem był jednym z ostatnich prawdziwych filozofów, to znaczy nie zajmował się krytyką filozofii (chociaż także) ani rozważaniem cudzych poglądów, lecz zawsze zaczynał od myślenia, myślenia pełnego zdziwienia.

Kiedy myślę o twórczości Józefa Tischnera, to w mniejszym stopniu po latach wracam do jego poszczególnych dzieł, a raczej do samej zasady ich pisania i do zasady, jaką Tischner stosował także w rozmowie. Tischner bowiem był jednym z ostatnich prawdziwych filozofów, to znaczy nie zajmował się krytyką filozofii (chociaż także) ani rozważaniem cudzych poglądów, lecz zawsze zaczynał od myślenia, myślenia pełnego zdziwienia. Zaczynał – wiem, że to brzmi banalnie, ale wcale nie jest powszechne – od początku.

Oznacza to, że myślał o wielu podstawowych problemach filozoficznych tak, jakby nikt przed nim się nad nimi nie zastanawiał, a dopiero potem szukał ewentualnego wsparcia w historii filozofii. Zazwyczaj postępujemy odwrotnie: cudze myślenie jest dla pretekstem do własnego. Zasada myślenia Tischnera była całkowicie przeciwna. A wobec tego jego sposób myślenia stanowił dowód na to, co często powtarzamy, że filozofia to nie nauka, to raczej stan ducha, który może cechować każdego. Naturalnie, potem, żeby opisać ten stan ducha trzeba dysponować narzędziami właściwymi filozofii akademickiej, ale teoretycznie nie jest to konieczne i wielu spośród wielkich filozofów w historii tej dziedziny nie miało żadnego filozoficznego wykształcenia.

W czasach specjalizacji, interdyscyplinarności i podobnych głupstw, Tischner bronił filozofii, bowiem – to także jest rzadkie – traktował ją śmiertelnie poważnie. Ten człowiek, dla które żart stanowił o urodzie życia, przestawał żartować, kiedy zaczynał filozofować i nawet jego żartobliwe teksty filozoficzne wcale nie są żartobliwe, to tylko forma i pozór. Powaga filozofa, który swoje zajęcie traktuje jako formę powołania, to szalenie rzadka postawa w naszych czasach