Newsletter

Kurs na euro

Jan Gmurczyk, 19.12.2012
Klaruje się sytuacja w Eurolandzie. Pora zatem na rewizję polskiego stanowiska w sprawie przyjęcia wspólnej waluty

Klaruje się sytuacja w Eurolandzie. Pora zatem na rewizję polskiego stanowiska w sprawie przyjęcia wspólnej waluty

Dobiega końca rok 2012. Wróżby rychłego zmierzchu strefy euro, niemal codziennie odmieniane przez wszystkie przypadki przez rozmaitych czarnowidzów, okazały się chybione. Kolejne szczyty unijne oraz zdecydowana postawa Europejskiego Banku Centralnego ułożyły się per saldo w dość spójną i elastyczną reakcję na kryzys, dzięki której Euroland nie tylko przetrwał okres najgorszych turbulencji, ale jeszcze rozpoczął proces zacieśnienia więzów integracji.

Choć na ożywienie gospodarcze w Europie przyjdzie nam jeszcze poczekać, strefa euro wkroczyła już na ścieżkę stabilizacji, a także szybkiej – jak na warunki unijne – zmiany instytucjonalnej. Dla Polski to znak, że pora na rewizję stanowiska w sprawie przyjęcia wspólnej waluty. Temat przystąpienia naszego kraju do strefy euro wraca do debaty publicznej, co w ubiegłym tygodniu wyraźnie zasygnalizował premier Donald Tusk.

Wznowienie debaty o euro znajduje tym większe uzasadnienie, że na chwilę obecną większość Polaków nie chce żegnać się ze złotówką. Po nawałnicy złych wieści, jakie docierały do nas z Eurolandu przez ostatnie lata, szeregi zwolenników wspólnej waluty mocno stopniały. Z pewnością dla niejednego obywatela „euro” to dziś synonim „kryzysu”, „greckiej tragedii” albo „zrzutek na cudze długi”. A tymczasem argumentów przemawiających za włączeniem się w proces europejskiej integracji walutowej można wymienić sporo. Przypomnijmy najważniejsze z nich.

Strefa korzyści

Po pierwsze, rezygnacja ze złotówki na rzecz euro to eliminacja ryzyka walutowego i kosztów, jakie wiążą się z zamianą jednej waluty na drugą. To wymierna korzyść dla wielu Polaków, począwszy od turystów jadących za granicę po sektor przedsiębiorstw – eksporterów, importerów, instytucji finansowych itd.

Po drugie, wejście do strefy euro oznacza automatyczną obniżkę stóp procentowych. Dziś stopa referencyjna NBP wynosi 4,25 proc., podczas gdy analogiczna stopa EBC kształtuje się na poziomie 0,75 proc. Innymi słowy, wejście do Eurolandu oznaczałoby znaczne zwiększenie dostępności kapitału w Polsce, przy czym boom kredytowy, jaki zapewne byśmy obserwowali, powinien być postrzegany jako sposób na zwiększenie nie konsumpcji (jak swego czasu np. w Grecji), lecz inwestycji.

Po trzecie, wejście do strefy euro wiązałoby się z poprawą wiarygodności naszego kraju. Efekt? Lepszy rating kredytowy Polski, niższe rentowności obligacji skarbowych i mniejsze koszty obsługi długu publicznego.

Po czwarte, dołączenie do klubu państw strefy euro usytuowałoby Polskę w ścisłym centrum europejskiej integracji. Ten argument o wielorakim wymiarze – politycznym, ekonomicznym, strategicznym oraz cywilizacyjnym – nabiera szczególnej mocy zwłaszcza teraz, gdy Euroland wrzuca wyższy bieg, instytucjonalnie i decyzyjnie oddalając się od reszty państw UE. Istnieje ryzyko, że z biegiem czasu kraje, które trwać będą przy walutach narodowych, mogą przekształcać się w peryferia integracji.

Słowem, wejście do strefy euro przyniosłoby Polsce najpewniej obniżkę kosztów transakcyjnych dla biznesu, wzrost wymiany handlowej, stworzenie większej liczby miejsc pracy, zmniejszenie kosztów obsługi długu publicznego, umocnienie pozycji na arenie międzynarodowej oraz podniesienie atrakcyjności inwestycyjnej. A to wszystko oznaczałoby bardzo dużą szansę na poprawę dobrobytu nad Wisłą.

Kiedy wymienić złotówki na euro?

Oczywiście, gdy mowa o przystąpieniu do strefy euro, automatycznie na usta ciśnie się także pytanie o datę. Tę trudno podać, przy czym wydaje się, że wejście do Eurolandu lepiej rozważać w perspektywie krótszej niż dalszej.

W dzisiejszym świecie rzeczywistość staje się coraz bardziej zmienna i nieprzewidywalna, a strefa euro mimo wszystko zapewnia dużą stabilność, nawet w kryzysie. Na niespokojnym morzu współczesnej gospodarki światowej to właśnie na tym statku powinna znaleźć się Polska, zwłaszcza w świetle przytoczonych wcześniej argumentów. Z kolei odwlekanie decyzji o „wejściu na pokład” może w przyszłości utrudnić proces przyjęcia wspólnej waluty.

Termin przystąpienia Polski do strefy euro w głównej mierze nakreślą dwa czynniki. Pierwszy sprowadza się do pytania, kiedy uda się nam wypracować konsensus polityczny i społeczny wokół idei integracji walutowej. Przykładowo, wprowadzenie euro może wymagać zmiany Konstytucji RP, a do tego w Sejmie potrzeba większości co najmniej dwóch trzecich głosów.

To właśnie dlatego podjęcie na nowo debaty nad stosunkiem Polski do europejskiej waluty jest tak ważne. W ślad za tym warto dotrzeć do obywateli z obiektywnymi informacjami na temat skutków wprowadzenia euro w Polsce. Chodzi o to, by stosunek do Eurolandu warunkowały nie tylko telewizyjne urywki z greckich strajków, ale także rzetelne argumenty i merytoryczne dyskusje.

Drugi czynnik polega na sprostaniu kryteriom konwergencji nominalnej. Obecnie nie wypełniamy żadnego z nich i w tym obszarze czeka nas zapewne sporo pracy. Oprócz zbicia deficytu budżetowego poniżej 3 proc. PKB, co wydaje się dość realne w najbliższym czasie, musimy też między innymi zadbać o niższą inflację, a po wejściu do mechanizmu ERM II utrzymać kurs złotego w dopuszczalnym pasmie wahań w stosunku do euro. W dzisiejszym świecie, gdzie rynki finansowe lubują się w zmienności, a spekulacja na walutach, surowcach i artykułach żywnościowych jest na porządku dziennym, wypełnienie zaprojektowanych ponad dwadzieścia lat temu kryteriów może stanowić nie lada wyzwanie.

Idealnego czasu na przyjęcie euro tak naprawdę jednak nie będzie. Okres tzw. „wielkiej stabilizacji” skończył się wraz z wybuchem ostatniego kryzysu finansowego. Teraz, gdy sytuacja w Eurolandzie się klaruje, warto poważnie rozważyć wprowadzenie w Polsce wspólnej waluty. Dobrze, że wracamy do tego tematu.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, analityk Instytutu Obywatelskiego