Newsletter

Czeska sieczka

Aleksander Kaczorowski, 07.12.2012
Czesi w przyszłym roku wybiorą prezydenta. Liczy się dwóch kandydatów – Jan Fischer i Miloš Zeman. Ciekawsze niż to, kto wygra, jest to, kto przegra. I co z tego wyniknie

Czesi w przyszłym roku wybiorą prezydenta. Liczy się dwóch kandydatów – Jan Fischer i Miloš Zeman. Ciekawsze niż to, kto wygra, jest to, kto przegra. I co z tego wyniknie.

Obydwaj kandydaci są byłymi premierami i prezentują się jako ponadpartyjni. Fischer, były szef urzędu statystycznego, stanął w 2009 roku na czele rządu fachowców i przez ponad rok starał się nikomu nie narazić.

Przysporzyło mu to popularności wśród wyborców, więc w razie przegranej najprawdopodobniej założy nową centroprawicową partię, która może do reszty pogrążyć ODS obecnego premiera Petra Nečasa. Na prawicy będą wtedy trzy liczące się partie: ODS, liberałowie z TOP09 szefa dyplomacji Karla Schwarzenberga i właśnie ugrupowanie Fischera. Czyli niezła sieczka.

Na lewicy nie jest lepiej. Miloš Zeman był premierem rządu socjaldemokratów (CSSD) w latach 1998-2002, ale szybko skłócił się z własną partią i założył własne ugrupowanie sytuujące się pomiędzy socjaldemokratami i komunistami. W ostatnich wyborach zabrakło im paru głosów, by wejść do parlamentu. Nawet jeśli przegra wybory prezydenckie, może podebrać głosy lewicowej konkurencji przed następnymi wyborami parlamentarnymi, które odbędą się najpóźniej w 2014 roku. Stracą na tym socjaldemokraci, zyskają komuniści i oczywiście „zemanowcy”. Na lewicy będą wtedy trzy liczące się partie. I znów: niezła sieczka.

Dla ODS mniejszym złem jest wygrana Fischera. Ich partyjny kandydat praktycznie się nie liczy, a Fischer mniej im zaszkodzi, gdy zasiądzie na Hradzie i zajmie się polerowaniem żyrandoli. Za to Zeman, w razie przegranej, zacznie mieszać na lewicy i osłabi CSSD, która obecnie przewodzi w sondażach z ponad 30-procentowym poparciem. Problem w tym, że Fischer przed 1989 rokiem był w partii komunistycznej, więc wyborcy ODS głosowaliby na niego z zaciśniętymi zębami.

Dla CSSD z kolei mniejszym złem jest mimo wszystko wygrana… Zemana. Ich partyjny kandydat… praktycznie się nie liczy, a Zeman mniej im zaszkodzi, gdy… zasiądzie na Hradzie i zajmie się polerowaniem żyrandoli. Za to Fischer, w razie przegranej, zacznie… mieszać na prawicy i osłabi ODS, który wciąż zachowuje około 15 proc. poparcie. Problem w tym, że Zeman już dawno dogadał się z komunistami, którzy w sondażach zajmują drugie miejsce za socjaldemokracją, więc wyborcy CSSD głosowaliby na niego… z zaciśniętymi zębami.

W tej sytuacji zarówno dla ODS, jak i CSSD najlepiej by było, gdyby wybory prezydenckie odbyły się jak najpóźniej, najlepiej tuż przed wyborami parlamentarnymi. Nie jest to wykluczone, bo kilku kandydatów, wykluczonych w listopadzie z udziału w prezydenckim wyścigu z powodu złożenia niewystarczającej liczby podpisów (minimum pięćdziesiąt tysięcy), odwołało się od decyzji MSW do sądu najwyższego. Sąd może im przyznać rację, a wtedy wybory trzeba będzie przełożyć, może nawet o kilka miesięcy. Jako że obecny prezydent Václav Klaus złoży urząd na początku marca, jego obowiązki przejmie wtedy marszałek senatu Milan Štěch (CSSD).

Wszystko to razem przemawia za tym, że powszechne wybory prezydenckie wyjdą Czechom bokiem. Nigdy nie wybierali prezydenta inaczej niż w parlamencie, i nie bardzo wiedzą, ani jak to zrobić, ani jak z tym żyć.

Dwaj najpopularniejsi kandydaci są dosyć egzotyczni i w innym razie pozostaliby na marginesie życia politycznego lub na emeryturze, gdzie być może jest ich miejsce. A tak jeden z nich zostanie prezydentem, a drugi zdestabilizuje scenę polityczną. Obydwaj już wygrali.