Newsletter

Bariery i szansy edukacji włączającej

Paweł Kubicki, 06.12.2012
Nauka możliwie największej liczby uczniów z niepełnosprawnościami w placówkach ogólnodostępnych i możliwie blisko miejsca zamieszkania jest korzystna dla społeczeństwa

Nauka możliwie największej liczby uczniów z niepełnosprawnościami w placówkach ogólnodostępnych i możliwie blisko miejsca zamieszkania jest korzystna dla społeczeństwa

Nauka możliwie największej liczby uczniów z niepełnosprawnościami w placówkach ogólnodostępnych i możliwie blisko miejsca zamieszkania jest korzystna dla społeczeństwa. Jedynym powodem edukacji segregacyjnej powinny być możliwości i potrzeby ucznia oraz wybory dokonywane przez rodziców, a nie ograniczenia placówki edukacyjnej i samorządu

Konwencja ONZ o prawach osób niepełnosprawnych w art. 24 pkt 1 jednoznacznie wskazuje na prawo osób z niepełnosprawnościami (dalej OzN) do edukacji bez dyskryminacji i na zasadach równych szans. Zobowiązuje jednocześnie sygnatariuszy Konwencji do zapewnienia „włączającego systemu kształcenia umożliwiającego integrację na wszystkich poziomach edukacji i w kształceniu ustawicznym”. Inaczej mówiąc, zgodnie z Konwencją nie powinien istnieć oddzielny system edukacji OzN, a jedynie dodatkowe formy wspomagania wynikające z niepełnosprawności w ramach powszechnego systemu edukacji dla wszystkich.

Równość w dostępie do edukacji gwarantuje również Konstytucja RP oraz podstawowy akt prawny dotyczący edukacji, jakim jest w naszym kraju ustawa o systemie oświaty. Podstawowe założenia polskiego systemu oświaty są zatem dosyć oczywiste i jednoznaczne. Powinien on zapewnić możliwość pobierania edukacji w każdym typie szkoły oraz opiekę dostosowaną do potrzeb, a jakakolwiek dyskryminacja jest zakazana.

Te fundamentalne zapisy doprecyzowane są w szeregu rozporządzeń uzupełniających ogólne regulacje ustawowe. Pomimo tego, że ogólne ramy prawne wskazują na równe prawa uczniów z niepełnosprawnościami w dostępie do edukacji oraz gwarantują adekwatne wsparcie w razie potrzeby, istnieje szereg barier, które w praktyce sprawiają, że realizacja praw dotyczących edukacji nie jest prosta. Chciałbym zwrócić uwagę na dwie, moim zdaniem kluczowe z nich.

Pierwsza związana jest z wizerunkiem OzN i dominującą, segregacyjną formą edukacji. Wielu przedstawicieli władz samorządowych, dyrektorów szkół, nauczycieli i rodziców (w tym samych rodziców dzieci z niepełnosprawnościami) uważa, że podstawową formą edukacji i jednocześnie jedyną, która gwarantuję odpowiednie warunki nauki dla ucznia z niepełnosprawnością, jest edukacja segregacyjna (w placówkach integracyjnych, a w szczególności specjalnych). Natomiast wspólna nauka uczniów pełnosprawnych i uczniów z niepełnosprawnościami przynosi szkody obu stronom.

Konsekwencją takiego podejścia jest relatywnie częsta próba nakłonienia opiekunów dziecka z niepełnosprawnością do skierowania go na nauczanie indywidualne, bądź przeniesienie z placówki ogólnodostępnej do placówki specjalnej w przypadku wystąpienia jakichkolwiek problemów. Nie towarzyszy temu analiza źródeł trudności w nauce: czy jest nim sama placówka edukacyjna i jej podejście, czy też specyficzne cechy wynikające z niepełnosprawności.

Druga dotyczy sytuacji finansowej samorządów i szkół, co rzutuje na los uczniów z niepełnosprawnościami. Obecnie system oświaty finansowany jest za pomocą subwencji oświatowej, a poprawnie: części oświatowej subwencji ogólnej, naliczanej dla każdej jednostki samorządu terytorialnego w oparciu o skomplikowany algorytm. Na ucznia niepełnosprawnego kwota subwencji jest uzupełniona o dodatkową kwotę wynikającą z rodzaju niepełnosprawności: stanowi ona od 1,4 do 9,5-krotności stawki bazowej na ucznia.

Wartość dodatkowych środków naliczanych ze względu na wagi przeliczeniowe wynikające z niepełnosprawności to około 9 proc. wszystkich środków naliczanych na oświatę i trafiających z budżetu państwa do samorządów. Owa kwota uzupełniająca zwana wagą przeliczeniową naliczana jest dla samorządu na podstawie orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego przedstawionego przez danego ucznia, jednak pozyskane środki nie muszą trafić do szkoły.

W praktyce powoduje to, że placówki edukacyjne – zwłaszcza ogólnodostępne – często obawiają się przyjęcia dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego z tytułu niepełnosprawności, bądź stosują specjalne castingi, wybierając „mniej kłopotliwych” niepełnosprawnych. Ewentualnie sugerują nieoficjalnie pokrycie dodatkowych kosztów (zwłaszcza indywidualnego wsparcia osoby dorosłej) bezpośrednio przez opiekunów ucznia z niepełnosprawnością.

Dyrektorzy placówek oświatowych wiedzą bowiem, że są zobowiązani przepisami oświatowymi do realizacji zaleceń i dostosowania procesu edukacji do potrzeb dziecka. Jednocześnie nie mają pewności, czy uda im się uzyskać od samorządu dodatkowe środki związane z pokryciem kosztów godzin dla specjalistów, etatu nauczyciela wspomagającego, zakupu dodatkowych pomocy itp. W wielu przypadkach słyszą wręcz wprost, że gminy nie stać na dodatkowe wsparcie, bądź samorządy wprowadzają odgórne limity wsparcia przypadającego na jedno dziecko.

Braki we wsparciu w ramach systemu edukacji generują całkiem wymierne koszty. Te ponoszone przez rodziców sprawujących opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem mają wiele wymiarów: od najbardziej oczywistych i łatwych do zmierzenia, czyli finansowych, do pozafinansowych wiążących się z nakładami czasowymi czy emocjonalnymi. Jednocześnie bardzo wielu z tych wydatków można byłoby uniknąć, gdyby istniał spójny i efektywny system wsparcia osób z niepełnosprawnościami i ich opiekunów od momentu zdiagnozowania aż do śmierci.

Wiele wydatków jest też całkowicie zbędnych i wynika z niewiedzy i eksperymentowania rodziców z różnymi formami wsparcia, ale też zbyt późno udzielonej bądź zbyt ograniczonej terapii. Ponoszone koszty nie mają często żadnego związku z faktycznymi potrzebami dziecka, jak i uzyskiwanymi efektami, na czym poza rodzicami tracą wszyscy podatnicy wspierający mało efektywny i niespójny system wsparcia.

Z punktu widzenia państwa są to zarówno koszty ponoszone bezpośrednio na edukację w postaci dodatkowych wag subwencyjnych, marnowania niewykorzystanych zasobów ludzkich – najpierw opiekunów często zwalniających się z pracy, by lepiej zaopiekować się dzieckiem, a później już dorosłych OzN, którzy bez odpowiedniego wsparcia za młodu mają mniejsze szanse na samodzielność i aktywność społeczno-zawodową.

By nie było tak pesymistycznie, warto wspomnieć i o szansach. Po pierwsze, szansą, jest to co stanowi obecnie jednocześnie jedną z głównych barier, czyli pieniądze. Budżetu państwa nie stać, by segregować niepełnosprawnych i ich opiekunów, stąd działania, a przynajmniej postulaty działań na rzecz maksymalnej możliwej aktywizacji społeczno-zawodowej OzN.

Po drugie, w ciągu ostatnich kilku lat widzę wyraźny postęp, jeśli chodzi o podejście polskich urzędników, w tym zarówno Ministerstwa Edukacji Narodowej, jak i Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Istnieją nawet szanse na międzyresortowe wspólne działania w tym zakresie.

Zmienia się także (powoli) podejście władz lokalnych, choć rzecz jasna nie wszędzie i nie wszystkich. Po trzecie, w działania na rzecz osób z niepełnosprawnościami bardzo mocno zaangażowało się Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, RPO odpowiada też za monitoring niedawno ratyfikowanej Konwencji o prawach osób niepełnosprawnych.

Po czwarte, coraz aktywniej zaczynają działać też organizacje pozarządowe i sami rodzice świadomi swoich praw. Krótko mówiąc, choć nie jest obecnie najlepiej, to są całkiem duże podstawy, by twierdzić, że najbliższe lata przyniosą pozytywne zmiany w opisywanym zakresie.

Na koniec nie zapominajmy też o tym, że jesteśmy społeczeństwem starzejącym się, a niepełnosprawność dotyka nie tylko dzieci, ale i dorosłych, w tym seniorów. Jeżeli więc wyłączymy osoby z niepełnosprawnościami najpierw z życia i otoczenia dziecka, a następnie z ich dorosłego życia i rynku pracy, a na koniec będziemy propagować hasła: „Szanuj starszych i niepełnosprawnych” trudno się dziwić, że te nakazy nie będą rozumiane i respektowane.

Nie każdy jest i będzie rodzicem dziecka z niepełnosprawnością, ale każdy z nas się zestarzeje i najprawdopodobniej zostanie dotknięty jakąś formą niepełnosprawności. Jeśli więc chcemy spotkać się ze zrozumieniem młodzieży jako schorowani starsi ludzie, już dzisiaj musimy zadbać o włączanie osób niepełnosprawnych do wszelkich możliwych dziedzin naszego życia.

*dr Paweł Kubicki – socjolog i ekonomista, adiunkt w Szkole Głównej Handlowej