Newsletter

Unia Europejska niewierzących

Cezary Kościelniak, 29.11.2012
Projekt wspólnej Europy mentalnie upadł?

Wbrew tytułowi nie mam ma myśli spraw związanych z religią, tylko z ekonomią. Na konferencji w Rydze spotykam uczonych z Europy Zachodniej, Środkowej i z krajów byłego bloku Związku Radzieckiego. Interesujące doświadczenie, dla ludzi z Zachodu Unia Europejska przestała kojarzyć się z dobrobytem. Np. w Portugalii odradza się szara strefa usług, choćby małych garaży napraw samochodowych, bez rachunków i podatków.

Ludzie nie wierzą, że ich los poprawi się w najbliższej przyszłości. Życie w dobrobycie nie jest już nawet celem, to raczej zachowanie status quo, jeszcze w miarę stabilnej i przewidywalnej sytuacji. Jednakże nikt z uczestników ryskiej konferencji nie traktuje Unii jako instytucji dobrobytu, podobnie jak nikt już nie wierzy w obietnice polityków. Projekt wspólnej Europy mentalnie upadł.

Oczywiście, jej wynalazki, jak strefa Schengen czy program Erasmus, który będzie kontynuowany pod nową nazwą i kilka innych szczęśliwie się ostaną. Co do reszty, zobaczymy.

Ekonomiści powtarzają, że na nastroje wpływa ekonomia i pewnie mają rację. Ale jest jeszcze cnota dzielności, umiejętność pokonywania trudności z optymizmem i na przekór okolicznościom. Tej chrześcijańskiej cnoty Europie zabrakło. A przecież skutki kryzysu odległe są od tego, jaki dotknął świat w latach 20-tych ubiegłego wieku.

Brak europejskiej solidarności przypomina trochę reakcję zepsutego dziecka, któremu nagle zabrano luksusowe zabawki. Dziwię się jednak owemu zdziwieniu słabością Europy; można mieć wątpliwości, czy solidarność kiedykolwiek była więcej niż pustym hasłem? Hasłem politycznie przyjemnie brzmiącym, lecz niewiele znaczącym?

Przeważające w Europie lewicowe myślenie budowało konstrukcję świata promującą życie łatwe i przyjemne, gdzie przyjemność i dogadzanie sobie stała się cnotą główną. W sensie ekonomicznym było to życie na kredyt, jak to miało miejsce np. w Hiszpanii w czasach Zapatero. Naturalne zatem, że przy fali kryzysu postawa egoizmu zostaje naga.

Nie zbudujemy nowej Europy bez wyjścia z kryzysu wartości. Czy jednak, wbrew doświadczeniom z historii, można żywić nadzieję, że nieoczekiwanie cokolwiek stanie się ważniejsze niż liczenie narodowej kasy?