Newsletter

Edukacja w dobie globalizacji

Tomasz Mincer, 26.11.2012
Polska szkoła nie tyle potrzebuje dalszej katechizacji, co praktycznej wiedzy o innych religiach i kulturach

Strona 1

Polska szkoła nie tyle potrzebuje dalszej katechizacji, co praktycznej wiedzy o innych religiach i kulturach

Po dyskusjach o in vitro i niekończącej się opowieści z Funduszem Kościelnym w tle, rząd i hierarchowie największego polskiego Kościoła rozmawiali ostatnio o problemie edukacji religijnej. „Egzamin maturalny z religii pozwoli w większym stopniu na kształtowanie w absolwentach szkół ponadgimnazjalnych integralnej wizji świata” – brzmi fragment komunikatu ze spotkania Komisji wspólnej rządu i episkopatu.

Większość komentatorów skupiła się na pierwszych słowach cytowanego oświadczenia: „egzamin maturalny z religii”. Mnie zafrapowały za to ostatnie trzy: „integralna wizja świata”. Cóż znaczy tutaj słowo „integralna” – nierozdzielnie związana z całością, z uniwersum? A może rozumieć to należy jako spójną wizję świata? Czy jednak taka wizja – w świecie doświadczanych przez nas różnic kulturowych, migracji społeczeństw, zbierania efektów „mcdonaldyzacji społeczeństwa” – jest jeszcze możliwa?

Wyzwanie i dla Kościoła…

Próbując zrozumieć, o co może biskupom chodzić w tym komunikacie, warto przytoczyć fragment jednego z dokumentów Soboru Watykańskiego II – a konkretnie z Gaudium et Spes.

„Trudniej jest dziś niż dawniej ująć w syntezę różne działy wiedzy i sztuki. W miarę bowiem jak rośnie ogrom i rozmaitość elementów stanowiących kulturę, równocześnie maleje dla poszczególnych ludzi możliwość ujęcia i zharmonizowania tych elementów, tak że typ „człowieka uniwersalnego” coraz bardziej zanika* (…)”.

Być może pragnienie biskupów co do integralnej wizji świata bierze się właśnie z tej soborowej konstatacji. W innych fragmentach dokumentów Soboru mowa jest o przyroście wiedzy, rozwoju technologii, mediów, które non stop mają wpływ na samoświadomość jednostki – świadomość coraz bardziej płynną i niejednolitą.

Czy jednak katecheza w szkole nie stawia tej spójności pod znakiem zapytania? Gdy zestawić chociażby katolicką ocenę moralną procedury in vitro ze stanowiskiem naukowych gremiów, różnicę dostrzega się od razu. A przecież w świeckiej z założenia szkole trudno jest uciec od postoświeceniowego uznania, jakim cieszą się nauki ścisłe czy współczesne osiągnięcia medycyny. I tak podczas gdy Kościół jest absolutnie przeciwny wspomnianej metodzie, Polska Akademia Nauk w stanowisku swego Komitetu Bioetyki mało tego, że nie widzi przeciwwskazań dla in vitro, to jeszcze rekomenduje rządowi refundację tego zabiegu.

Warto dodać, że według PAN rząd powinien „gwarantować każdemu obywatelowi możliwość korzystania z aktualnych osiągnięć współczesnej medycyny reprodukcyjnej i zapewniać wysoki poziom medyczny, bezpieczeństwo zdrowotne oraz efektywność stosowanych zabiegów medycznie wspomaganej prokreacji”. Trudno sobie wyobrazić, że na etapie edukacji ponadgimnazjalnej da się zignorować tak jednoznacznie wyrażone stanowisko reprezentantów środowiska akademickiego. Tymczasem, jak wiemy, w „kwestiach prokreacyjnych” Kościół rzymskokatolicki głosi, eufemistycznie rzecz ujmując, dość wstrzemięźliwe stanowisko.

…i dla państwa

Niezależnie od tego, jak Kościół pojmuje ową integralność wizji świata kształtowaną na lekcjach religii, również państwo musi zadać sobie podobne pytanie. Na ile współczesna edukacja nadąża za dostępnym na wyciągnięcie ręki światem kulturowej i społecznej różnorodności?