Newsletter

Patriotyzm XXI wieku

Adam Szejnfeld, 24.11.2012
W przeszłości zbyt często mieliśmy do czynienia z hałaśliwym, trochę na pokaz, patriotyzmem, który nie tylko nie przynosił owoców, ale nierzadko sprawiał nam kłopoty

Gdyby nasz sukces miał zależeć od ilości wygłaszanych deklaracji, czy też miał być określony długością marszów w Święto Niepodległości, bylibyśmy już dawno niezaprzeczalnym mocarstwem. Szkoda tylko, że te wszystkie piękne gesty nie wystarczają, aby tworzyć prawdziwą siłę państwa i dobrobyt jego mieszkańców. Do tego bowiem trzeba czegoś więcej. Taki patriotyzm rocznicowy jest może widowiskowy, ale jeśli nie jest wsparty patriotyzmem organicznym, czyli codzienną pracą u podstaw na rzecz swojej wspólnoty i kraju, to pozostaje pustosłowiem.

W przeszłości zbyt często mieliśmy do czynienia z takim właśnie hałaśliwym, trochę na pokaz, patriotyzmem, który nie tylko nie przynosił owoców, ale nierzadko sprawiał nam kłopoty. Tak właśnie wyglądał patriotyzm za rządów poprzedniej ekipy, która z uporem (…) szukała sobie wrogów na arenie międzynarodowej, obrażając państwa, narody i ich przywódców. Problem w tym, że następnie musiała siadać przy jednym stole z ich przedstawicielami i próbować załatwiać ważne dla Polski sprawy. Cóż, zazwyczaj z kiepskim rezultatem. Najgorsze, że za ich błędy nie płacili oni sami, lecz całe państwo, my.

Dokładnie tak było z negocjacjami prowadzonymi z Rosją sześć lat temu w sprawie stawek za gaz ziemny dla polskich domostw i firm. Wynegocjowano fatalne warunki, godząc się na rekordowo wysokie ceny, znacznie wyższe od bogatszych od nas państw zachodnich. Wszystko to oczywiście mocno odbiło się nie tylko na kondycji finansowej PGNiG, ale przede wszystkim na rachunkach polskich rodzin. Ale, czy ktoś z ekipy PiS-u miał coś sobie do zarzucenia? Nie. A czy ma teraz? Nie. Czy ktoś przeprosił, poniósł konsekwencje? Nie. Więcej, teraz oskarżają o nieudolność i zbyt małe rabaty tych, którzy z tarapatów Polskę wyciągnęli.

Dopiero bowiem w zeszłym tygodniu, po niełatwych negocjacjach z Gazpromem, zarządowi PGNiG oraz Ministerstwu Skarbu, udało się naprawić ówczesne zaniedbania i sprawić, że ceny dostarczanego do Polski gazu będą niższe. Nie pamiętam, kiedy ostatnio w Polsce ogłaszano obniżkę cen gazu, ale teraz ten, do niedawna nieprawdopodobny scenariusz, staje się faktem. Nasze rachunki za gaz wkrótce spadną. Niestety, nikt nie zwróci nam pieniędzy, które już zapłaciliśmy, bo jedyny winny, czyli PiS, do żadnej odpowiedzialności się nie poczuwa. A tych pieniędzy przez lata uzbierało się sporo – według ostrożnych szacunków na wcześniejszych błędach negocjacyjnych Polacy stracili nawet 12 miliardów złotych.

No, ale cóż, być może to nie koniec dobrych, patriotycznych wieści. Za kilka lat, kiedy na dobre ruszy pozyskiwanie gazu łupkowego, może już zupełnie uwolnimy się od dyktatu zewnętrznych dostawców. Nie jesteśmy, co prawda gazowym Katarem, ale posiadane potencjalne zasoby na nasze potrzeby powinny wystarczyć i to na długie lata. Trzeba nam jednak wciąż nieco cierpliwości, bo technika wydobywania gazu łupkowego technologicznie różni się od innych rodzajów eksploatacji i niesie ze sobą wiele trudności. Żeby się należycie przygotować, musimy wykonać nawet tysiące odwiertów, a to wymaga czasu i co ważniejsze…. ogromnych pieniędzy. Pieniędzy, których sami nie mamy.

Wiem, że taki patriotyzm, o którym piszę, jest mniej spektakularny od marszów z pochodniami, głośnych deklaracji w studiu telewizyjnym i wyzywania od zdrajców wszystkich, którzy się z nami nie zgadzają, ale to jest ten wymiar przywiązania do Ojczyzny, który przekłada się na bezpieczeństwo jej mieszkańców, na ich dobrobyt. Ten patriotyzm jest jedynym skutecznym na dłuższą metę. Niższe ceny gazu w naszych domach to cieplejsza i tańsza zima, to więcej pieniędzy, które możemy przeznaczyć na nasze lub naszych bliskich potrzeby.