Newsletter

Więź bardziej racjonalna

Patrick Vaughan, 22.11.2012
Ameryka, spoglądając na Europę, widzi stosunkowo stabilny, dobrze prosperujący i samowystarczalny region, mimo czarnych chmur zbierających się na gospodarczym horyzoncie

Ameryka, spoglądając na Europę, widzi stosunkowo stabilny, dobrze prosperujący i samowystarczalny region, mimo czarnych chmur zbierających się na gospodarczym horyzoncie – mówi prof. Patrick Vaughan w rozmowie z Janem Gmurczykiem

Jan Gmurczyk: Jak pan profesor opisałby obecne relacje polsko-amerykańskie?

Prof. Patrick Vaughan: Relacje te są poprawne, a w przeciągu najbliższej dekady prawdopodobnie wejdą w nową epokę. W okresie zimnej wojny w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi było coś szczególnego, co utrwalała wspólna, często emocjonalna, walka ze Związkiem Radzieckim. Z kolei dziś zaczyna się chyba tworzyć bardziej racjonalna więź.

Ameryka, spoglądając teraz na Europę, widzi stosunkowo stabilny, dobrze prosperujący i samowystarczalny region, mimo czarnych chmur zbierających się na gospodarczym horyzoncie. Polskę uważa się za miejsce, gdzie sprawy mają się relatywnie dobrze, przynajmniej w porównaniu z tymi krajami, które mogą lada chwila eksplodować. Zaczyna się kształtować wizja Polski jako części Europy, a Europy jako większej całości; tym samym państwa wystarczająco silnego i niezależnego, aby przetrwać – a nawet kwitnąć – przez następne pokolenia.

Przez długie lata intelektualiści z Europy Zachodniej czerpali przyjemność z podśmiewania się – albo i dosadniejszych przytyków – ze Stanów Zjednoczonych. Widać, jak ten trend rozwija się obecnie wśród młodszych wiekiem liderów opinii w Polsce. Ale chociaż Polacy mogą oczywiście nie zgadzać się z Ameryką i krytykować niektóre jej wybory polityczne, to ciągle będą w stanie dostrzec długofalowe znaczenie stosunkowo stabilnych relacji.

Czy Polskę postrzega się obecnie jako odrębny kraj, czy jako członka UE?

Powiedziałbym, że i tak, i tak. Sposób patrzenia na wasz kraj bez wątpienia zmieniał się wraz z ewolucją stosunków polsko-amerykańskich na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat. Ze względu na dzielący nas ocean, Stany Zjednoczone wydają się być bardzo odległe i prawdopodobnie mniej oddziałują kulturowo i emocjonalnie na młodych Polaków. Zwłaszcza w porównaniu do pokolenia ich rodziców czy dziadków.

Polska jest obecnie postrzegana w kontekście szerszej, „europejskiej” polityki. I ma to swoje dobre strony, bo taki stan można uznać za efekt skutecznej polityki w minionych latach. Przez ostatnie dwa pokolenia Polska podźwignęła się z nieustającego kryzysu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, aby dopracować się w miarę stabilnej pozycji w organizmie europejskim.

Spoglądając na to obiektywnym okiem naukowca, a nie Amerykanina darzącego dużym szacunkiem polską historię i tradycję kulturową, myślę, że w przyszłości młodsze pokolenie Polaków, które uczy się w podstawówce albo nawet jeszcze się nie narodziło, będzie czuło bliższą więź geograficzną i kulturową z Wielką Brytanią i Europą niż ze Stanami Zjednoczonymi. Sądzę przy tym, że Polska jest w stanie utrzymywać dobre stosunki zarówno z Europą, jak i Ameryką. Tego bowiem nie należy postrzegać w kategorii albo-albo.

Do jakiego stopnia relacje polsko-amerykańskie są zdeterminowane przez NATO?

Stany Zjednoczone prowadzą wobec Polski szczególną politykę – jednak odkąd Polska należy do NATO, wpisuje się w szerszą, światową strategię amerykańską. Po pierwsze, Obama ma obecnie inne priorytety. Myślę, że numerem jeden na liście jest stojąca w miejscu amerykańska gospodarka. Prezydent musi też przypatrywać się wydarzeniom na arenie międzynarodowej, na której w ciągu najbliższych czterech lat może się jeszcze sporo wydarzyć, co zaangażuje Polskę jako aktora szerszej polityki NATO.

Listę potencjalnych wyzwań nietrudno ułożyć. Przykładowo, jak podejść do coraz bardziej asertywnych Chin, napiętej sytuacji politycznej w Afganistanie i Pakistanie, kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie, a także kwestii Iraku, Iranu, rozpowszechniania broni jądrowej czy narastającego zagrożenia cyber-wojną.

Pojawiają się głosy, że republikanie są przyjaźniej usposobieni i bardziej otwarci na Polskę niż demokraci. Ile jest prawdy w tym stwierdzeniu?

Te dwie partie nigdy specjalnie się nie różniły w kwestii stosunku do Polski. Wydaje się, że wielu Polaków utożsamia Partię Republikańską z Ronaldem Reaganem i pamięta jego wsparcie dla Polski w ponurym okresie stanu wojennego. Reagan dawał Polakom emocjonalne i psychiczne wsparcie w bardzo trudnych czasach. Miało to znaczenie wtedy, gdy w tym samym czasie Niemcy Zachodnie w imię utrzymania „stabilności” w Europie nie spieszyły się z uznaniem polskiej opozycji.

George H. W. Bush dobrze rozegrał sprawę polską, o czym świadczyła jego doniosła wizyta nad Wisłą w 1987 r. w roli wiceprezydenta. Sądzę, że dzięki temu wiosną 1989 r. miał lepszy pogląd na sytuację, kiedy wydawało się, że istnieje szansa na pokojowe zakończenie zimnej wojny w Europie. Ale to Clinton – demokrata – zajął się kwestią wprowadzenia Polski do NATO i położenia podwalin pod zaistnienie Polski w szerszym, europejskim kontekście. Zatem najskuteczniejsze amerykańskie decyzje polityczne względem Polski podejmowane były przez obie partie. Politykę należy oceniać po tym, czy jest rozsądna i skuteczna, a nie po tym, która partia ją tworzy lub kto zgarnia laury.

Polacy wciąż nie mogą podróżować do Stanów bez wiz, a wiele osób uważa, że militarne zaangażowanie Polaków w Iraku i Afganistanie nie jest wystarczająco doceniane przez Stany Zjednoczone.

To skomplikowana sprawa. Problem w końcu sam się rozwiąże. Ta kwestia łączy się z szerszym problemem prawa imigracyjnego. Ja również wyczuwam tu pewną frustrację. Miejmy nadzieję, że z czasem uda się to rozwiązać.

W którą stronę pójdą relacje polsko-amerykańskie w przyszłości? Jak reelekcja Baracka Obamy wpłynie na te stosunki?

Nie jestem pewien, czy gdyby Romney wygrał, zastosowałby jakąś autorską doktrynę względem Polski. Zakładam, że prezydent Obama patrzy na Europę jako region funkcjonujący w dostatku, a więc Polska jako jego część jest elementem dużego sukcesu, przynajmniej na razie.

Zapewne nawet zwolennicy Obamy przyznaliby, że podczas pierwszej kadencji prezydent popełnił kilka symbolicznych błędów względem Polski. Zakładam, że nie zrobił tego celowo. Jego zaplecze stanowią młodzi ludzie; możliwe, że nie zdawali sobie w pełni sprawy z wagi symboliki historycznej, na którą Polacy są tak wrażliwi. Z drugiej strony Obama wydaje się cieszyć sporą popularnością wśród młodych Polaków, którzy postrzegają go jako element zmieniającego się oblicza Ameryki. Na przykład studenci, których właśnie uczę, urodzili się głównie po 1990 r. i dorastali w epoce George’a W. Busha, kiedy wizerunek Stanów Zjednoczonych ucierpiał na całym świecie.

Mogą więc mieć inne, najpewniej mniej romantyczne spojrzenie na Amerykę niż ich rodzice i dziadkowie. Taki jest bieg świata i historii. Wszyscy dojrzewamy, a stosunki międzynarodowe się zmieniają. Przez ostatnie trzydzieści lat Polska przeszła długą drogę. Warto podkreślać pozytywy tego osiągnięcia. A dokonania Polski mają, bez żadnych wątpliwości, naprawdę podniosłe i historyczne znaczenie.

tł. Weronika Mincer

*dr Patrick Vaughan – prof. UJ, wykładowca w Instytucie Amerykanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jego książka „Zbigniew Brzeziński” była nominowana do Nagrody Historycznej im. Kazimierza Moczarskiego w 2011 r.