Newsletter

Konserwatyzm jest martwy, ponieważ… wciąż żyje

Corey Robin, 22.11.2012
Konserwatyzm potrzebuje porażki. Przegrana jest dla niego największym źródłem inspiracji

Strona 1

Konserwatyzm potrzebuje porażki. Przegrana jest dla niego największym źródłem inspiracji

We wnioskach do mojej książki „The Reactionary Mind: Conservatism from Edmund Burke to Sarah Palin” pisałem, że konserwatyzm jest martwy. Twierdziłem tak po wyborach do Kongresu w 2010 roku, gdy euforia wywołana założeniem konserwatywnej Tea Party (Partii Herbacianej) dosłownie sięgała zenitu. Byłem o tym przekonany, gdy wszyscy mówili coś dokładnie przeciwnego.

Listopadowe wybory były dowodem na to, że moja opinia okazała się bardziej prorocza niż fałszywy populizm. Koalicja złożona z Afroamerykanów, Latynosów, kobiet, gejów, lesbijek oraz głosujących przedstawicieli białej klasy robotniczej w stanie Ohio, Michigan i Wisconsin pokonała najbardziej uwsteczniającą (zauważcie, że użyłem tylko sformułowania „najbardziej uwsteczniającą”) wersję homofobii, rasizmu i antyintelektualizmu. Po raz kolejny w ciągu ostatnich czterech lat. Myślę (lub raczej mam nadzieję?), że można odetchnąć z ulgą. Ze spokojem można stwierdzić, że Prawdziwa Ameryka, Serce tego Kraju, Milcząca Większość – możecie wybrać wasz ulubiony kiczowaty frazes ostatnich pięciu dekad – nie zarządza już tym krajem. To nie oni, lecz koalicja Obamy będzie nadawać kierunek Amerykanom. Tak, jak przewidzieli komentatorzy John Judis i Ruy Teixeira.

Określając priorytety na nadchodzącą kadencję, Barack Obama wymienił zredukowanie zadłużenia oraz deficytu. Innymi słowy: najważniejszym zadaniem administracji prezydenta będą oszczędności. Jednak nawet te zapowiedzi potwierdzają moją tezę. Konserwatyzm jest martwy, ponieważ żyje. Triumfuje. Konserwatyści mogą przegrywać wybory, ale podstawowe założenia ich polityki nadal rządzą amerykańską polityką. Widać to chociażby w powracających reakcjach na program reform społeczno-ekonomicznych New Deal wprowadzony przez prezydenta Franklina D. Roosevelta. Ekonomista John Quiggin nazywa ten stan „Zombie Economics”. Trudno chyba dziś o bardziej odpowiednią metaforę. Martwi chodzą wśród nas. Oni właściwie nami są.

Dokładnie o tym pisałem we wspomnianej już przeze mnie książce „The Reactionary Mind”. „Konserwatyzm zdominował amerykańską politykę przez ostatnie czterdzieści lat. Republikańska administracja Dwighta Eisenhowera oraz Richarda Nixona zademonstrowała odporność wobec szeregu reform gospodarczych programu New Deal. Podobne było nastawienie administracji Billa Clintona oraz Baracka Obamy wobec reaganizmu. Republikanie i demokraci nadal znajdują się więc w konserwatywnych objęciach nieuregulowanego kapitalizmu.

Najbardziej widocznym wysiłkiem Partii Republikańskiej od prawyborów w 2010 roku były próby ograniczania praw pracowników oraz kobiet. Zachowanie praw tych grup społecznych jest pewne. Jednak to republikanie próbowali poddać w wątpliwość ruch robotniczy czy Planned Parenthood (organizację zajmującą się zdrowiem reprodukcyjnym i wspierającej rozwój matki i dziecka – red.). To tylko dowód, jak daleko mogą się posunąć. Jednak na horyzoncie widoczny jest koniec tego prawicowego marszu skierowanego przeciwko XX wiekowi.