Newsletter

Czy Izrael zawsze będzie Goliatem?

Paulina Biernacka, 21.11.2012
Izrael wygra wojnę z Hamasem. Jednak przegra ją w oczach opinii międzynarodowej i mediów, bo jego siła jest paradoksalnie jego największą słabością

Strona 1

Izrael wygra wojnę z Hamasem. Jednak przegra ją w oczach opinii międzynarodowej i mediów, bo jego siła jest paradoksalnie jego największą słabością

Można obstawiać w ciemno, że Izrael wygra obecną wojnę z Hamasem. Państwo żydowskie ma najsilniejszą armię w regionie i najbardziej zaawansowaną technologicznie broń na świecie. Izrael ma też druzgocącą przewagę nad Hamasem i – gdyby tylko chciał – mógłby zmieść Strefę Gazy z powierzchni ziemi, tak jak to planują zrobić Irańczycy z państwem żydowskim.

Każdy kraj, który zostałby zasypany gradem rakiet zagrażających życiu połowy jego populacji nie miałby wątpliwości, że przeciwnika należy wyeliminować.

Izrael ma wątpliwości, gdyż dla tego państwa wygrana militarna jest tylko kwestią czasu. Problem pojawia się gdzie indziej. Podobnie jak w 2009 roku po operacji „Płynny Ołów”, państwo żydowskie znów może przegrać wojnę medialną z Hamasem. Dlaczego mimo wygranych wojen z Arabami Izrael w oczach świata przegrywa? Dlaczego państwo, które – zgodnie z prawem międzynarodowym – w obronie koniecznej odpowiada siłowo na atak, musi się z tego tłumaczyć i usprawiedliwiać swoje działania?

Krótka historia konfliktu izraelsko-palestyńskiego

Izrael od wielu lat ma problemy z wizerunkiem w światowych mediach. Częściowo dlatego, że społeczność międzynarodowa nie zna genezy konfliktu izraelsko-palestyńskiego, a częściowo dlatego, że propaganda przeciwnika jest po prostu lepsza. Izrael to jedyny kraj na świecie, którego istnienie jest nieustannie kwestionowane. Państwo to powstało w ogromnych bólach, po wiekach aktów wrogości, prześladowań, wysiedleń i pogromów Żydów na całym świecie, których apogeum był Holokaust. Ziemia, którą Żydzi mieli się podzielić z Arabami zgodnie z Rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 181, miała być obiecaną im przez Boga, stać się upragnionym domem, w którym ta grupa społeczna mogłaby znaleźć schronienie i bezpieczeństwo.

Tak się jednak nie stało. Izrael od dnia ogłoszenia niepodległości (14 maja 1948 r.) walczy o przetrwanie we wrogim środowisku, wśród państw, które zaatakowały ten kraj już w drugim dniu jego istnienia.

Arabowie, dziś nazywani Palestyńczykami, w momencie powstania Izraela nie stanowili odrębnej grupy narodowej od innych Arabów zamieszkujących Bliski Wschód. Nie byli na tyle zorganizowani, aby utworzyć struktury polityczne, ani nie posiadali tak silnego przywództwa, które zdolne byłoby wziąć na swe barki wyzwanie, jakim było utworzenie państwa.

Dzisiejsi „obrońcy” Palestyńczyków nie pomogli im w 1948 roku; ich wojna przeciwko Izraelowi miała na celu zagarnięcie jak największej liczby ziem dla siebie. Ani Egipt, ani ówczesna Transjordania, Syria, Liban czy Irak nie były zainteresowane losem arabskich mieszkańców mandatowej Palestyny. Nie chcieli ich jako obywateli w swoich państwach, nie zależało im na wsparciu tej ludności w ukształtowaniu instytucji państwowych.

Strefa Gazy i Zachodni Brzeg znajdowały się pod kontrolą Egiptu i Jordanii do czasu wojny w 1967 roku, kiedy to oba państwa z satysfakcją pozbyły się problemu zamieszkującej te terytoria ludności. Izrael przejął od nich Gazę i Zachodni Brzeg po to, aby posłużyły mu jako karta przetargowa w negocjacjach pokojowych z wrogimi mu państwami sąsiednimi.

Arabowie nie chcieli jednak wymienić ziemi za pokój. Okupacja terytoriów trwa po dziś dzień, mimo że od dwudziestu lat ma miejsce tzw. proces pokojowy, którego ostatecznym celem jest doprowadzenie do utworzenia niepodległej Palestyny. Izrael negocjuje z Autonomią Palestyńską; przywódcą Autonomii jest dziś Mahmud Abbas, wywodzący się z umiarkowanego ugrupowania, Fatahu. Fatah, w odróżnieniu od Hamasu, dawno porzucił działalność terrorystyczną, gdyż zaprzestanie przemocy jest warunkiem wstępnym rozmów pokojowych.

Pierwsza Intifada, czyli powstanie palestyńskie, uświadomiła Izraelczykom, że nie są w stanie żyć z ludnością palestyńską w jednym państwie. Okupacja odcisnęła piętno na obu społeczeństwach, działa destrukcyjnie zarówno na stłamszonych Palestyńczyków, jak i na morale Izraelczyków. Dlatego też Żydzi gotowi są oddać Palestyńczykom terytoria okupowane, jeśli tylko otrzymają gwarancje, że Palestyna nie zamieni się w twierdzę pełną terrorystów zrzucających bomby na Izrael. Przykład Strefy Gazy pokazuje niestety, że jest się czego obawiać.

Izrael wycofał się ze Strefy Gazy w 2005 roku. Początkowo Gaza była pod kontrolą Autonomii Palestyńskiej, rządzonej przez legalnie wybrany Fatah. Konkurujący z Fatahem o władzę nad Palestyńczykami Hamas przejął siłą kontrolę nad Gazą i ustanowił tam swoje quasi-państwo. Od tamtej pory Palestyńczycy zamieszkujący Gazę prowadzą nieustanny ostrzał terytorium Izraela.

Eskalacja przemocy już dwukrotnie zmusiła państwo żydowskie do przeprowadzenia operacji mającej na celu zlikwidowanie infrastruktury terrorystycznej Hamasu na terytorium Gazy. Operacja „Płynny Ołów” z 2008-09 roku uspokoiła sytuację na granicy na cztery lata. Nie wiadomo kiedy i z jakim rezultatem zakończy się prowadzona właśnie operacja „Filar Obrony”.

Po co ta wojna?

Dlaczego rządzący Gazą Hamas ostrzeliwuje Izrael? To trudne pytanie, zważywszy na fakt, że Gaza znajduje się teraz w fazie szybkiego rozwoju gospodarczego, pomoc w postaci pieniędzy płynie do Strefy szerokim strumieniem od arabskich sojuszników Hamasu, a sama organizacja ma silne poparcie wśród zamieszkującej to terytorium ludności. W latach 80-tych Strefa Gazy miała szanse stać się bliskowschodnim Hong Kongiem. Szansę zaprzepaszczono, wzniecając powstanie antyizraelskie. Dziś ponownie Hamas wybiera drogę wojny, zamiast pokoju i rozwoju gospodarczego.

Hamas doskonale wiedział co robi, kiedy ostrzelał pojazd izraelskich wojsk na terytorium Izraela oraz rozpoczął potężny ostrzał rakietowy. Wiedział, że żaden rząd Izraela nie będzie mógł powstrzymać się od odpowiedzi na tego typu agresję. Są dwa powody, dla których Hamas chciał eskalacji konfliktu. Oba są bezpośrednio powiązane z walką Hamasu i Fatahu o przywództwo nad Palestyńczykami.