Newsletter

Nowe karty w PSL

Azrael, 18.11.2012
Wbrew zapowiedziom części mediów prawicy, koalicja PO – PSL zagrożona nie jest. Zmiana Waldemara Pawlaka na Janusza Piechocińskiego może być nowym impulsem dla obu formacji

Zaskoczenie? Sensacja? Tak, niewątpliwie. Jeszcze wczoraj przed kongresem Polskiego Stronnictwa Ludowego gdy ktoś stawiał na zwycięstwo Janusza Piechocińskiego w wyborach władz – choć mówił o tym europoseł Wojciech Olejniczak – nikt nie dawał temu pomysłowi większych szans. Były premier, a obecny wicepremier, przegrał grę wewnętrzną stosunkiem 547 głosów do 530. W partii rolniczej inżynier mechaniki przegrał wybory z ekonomistą… Warto to przypomnieć, jak również czym dziś jest PSL.

PSL to partia oczywiście chłopów, rolników, wsi, ale również partia kasty, kadry rolniczej różnych wiejskich organizacji (potężne, pozostające pod wpływem Waldemara Pawlaka i PSL Ochotnicze Straże Pożarne), mniejszych i większych rolniczych biznesów. To partia homogeniczna, rodzinna, ale również pokoleniowa. Niektórzy twierdzą, że ideowa, ale Kościół katolicki, do którego partia się przyznaje, wymyka się jej działaniom, a odwoływanie się do spuścizny Wincentego Witosa i Wierzchosławic to tradycja… marketingowa.

Powstaje wiele pytań dotyczących samego PSL-u: jak partia ta się przekształci, o jej relacje z innymi partiami, poczynając od koalicyjnej Platformy Obywatelskiej. Jak się może zmienić układ współpracy z PO, czyli działanie samego rządu (czy nie zmieni się struktura Rady Ministrów?). Jest to też pytanie o to, a może dowód, że polska scena polityczna może zmieniać się szybciej niż sądziliśmy. Niektóre działania na „głębokiej prawicy” wskazują, że tam również może się okazać, że zamknięty układ PiS i reszta nie jest dane raz na zawsze.

Janusz Piechociński to polityk ambitny, co pokazuje od wielu lat swej kariery; zdeterminowany, z pomysłami zawodowymi (transport, infrastruktura kolejowa), od lat osadzony w polskim parlamentaryzmie. Dziś jednak nie wiadomo, czy jego głównym celem działalności będzie wzmocnienie swojej pracy i roli PSL w rządzie? Czy raczej położy nacisk na zmianę partii klasowej, kolesiowskiej, układowej, z ruchu wsi w ruch społeczeństwa.

Sądzę, że jego wybór nie osłabi koalicji jako takiej, wręcz odwrotnie. Pytanie, czy Piechociński będzie w stanie dla drugiej z powyższych idei zbudować wewnętrzny, nośny program. I czy znajdzie młodych, którzy go poprą. Ponadto strukturalny nepotyzm tej formacji jest czymś immanentnym.

Następnym ważnym problemem są oczywiście relacje pomiędzy PSL Piechocińskiego i PO Donalda Tuska, w kontekście działalności rządu. Jednak opinie, że będzie to współpraca trudniejsza i bardziej konfliktowa, nie potwierdzą się. Pragmatyk Piechociński zapewne będzie chciał zweryfikować umowę koalicyjną z PO, ale nie pod kątem zmiany sił pomiędzy obiema formacjami, lecz raczej dla uporządkowania udziału swoich polityków w strukturach władzy.

Pobocznym, ale wcale nie marginalnym tematem jest to, czy sam premier Donald Tusk nie będzie chciał wykorzystać tej niespodzianki politycznej do dokonania zmian w rządzie. Były one spodziewane już tej jesieni po drastycznym spadku poparcia dla PO, a także popularności samego premiera, ale ostatnie notowania – znów duża, ponad 10 proc. przewaga sondażowa nad PiS, zatrzymała te spekulacje. Może to jest moment, aby nastąpiła rekonstrukcja rządu?

Zapowiedziana, choć oczywiście impulsywnie, rezygnacja Waldemara Pawlaka z urzędu wicepremiera i ministra gospodarki może wywołać kolejne zmiany. Ale na dziś Janusz Piechociński twierdzi, że do rządu nie wejdzie. Ta sprawa wyjaśni się zapewne w ciągu kilku najbliższych dni.

Warto pamiętać, że dla PO i samego premiera – biorąc pod uwagę stan przewagi koalicji w Sejmie, ale także rolę PSL w terenie – dobre relacje z tą partią są ważniejsze niż się to oficjalnie akcentuje. Zdawał sobie z tego sprawę Pawlak, zdaje sobie i Janusz Piechociński. Dlatego obie strony będą  działać na rzecz dalszej jedności.

Janusz Piechociński ma mało czasu, aby ten wewnętrzny rozłam wyborczy zmienić na nową wartość dynamizującą i zmieniającą formację ludowców. I tu, dla wnętrza PSL, odpowiedź na pytanie, czy uda się przekonać Waldemara Pawlaka, aby jednak nie odchodził z bieżącej pracy politycznej, jest ważna. Dużo do powiedzenia w tym temacie będzie miał Marek Sawicki, którego działania przez zjazdem PSL mogły mieć kluczowe znaczenie przy wczorajszej zmianie.

Wbrew zapowiedziom części mediów prawicy, koalicja PO – PSL zagrożona nie jest. Wprost przeciwnie, to raczej okazja do zmian, roszad, szukania nowych impulsów. Nie należy sądzić, aby obie strony złamały wobec siebie – co przez mijające pięć lat koalicji się nie zdarzyło – zasadę lojalności.