Newsletter

Gorące emocje i chłodne interesy

Krystyna Skarżyńska, 08.11.2012
Młodzi cieszą się z tego, że są Polakami. Lubią Polskę. Może nawet jest to gorące uczucie. Nie nazwałabym go jednak ślepą miłością

Strona 1

Młodzi cieszą się z tego, że są Polakami. Lubią Polskę. Może nawet jest to gorące uczucie. Nie nazwałabym go jednak ślepą miłością – z prof. Krystyną Skarżyńską rozmawia Weronika Przecherska

Weronika Przecherska: Pani profesor, jak definiować patriotyzm w dobie globalizacji?

Prof. Krystyna Skarżyńska: Trudno udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czym powinien być w dzisiejszych czasach patriotyzm. Zastanówmy się raczej nad tym, czy i jaki patriotyzm daje się pogodzić z procesami globalizacji. Dziś stosunek do ojczyzny budujemy, kierując się w sporej mierze racjonalnymi kryteriami, nie tylko przywiązaniem do tradycyjnych narodowych symboli. Poczucie wspólnoty i przywiązanie do niej tworzą dobre szkoły, wygodny transport publiczny, sprawna administracja, łatwy dostęp do pomocy lekarskiej czy jasne przepisy prawne. Taki obywatelski patriotyzm jest jednak nadal silniejszy w zamożnych, ustabilizowanych europejskich demokracjach niż w krajach Europy Wschodniej.

A jak to wygląda w Polsce?

Od połowy lat 90-tych ubiegłego stulecia młodzi Polacy deklarują tym większe przywiązanie i sympatię do Polski, im bardziej są zadowoleni z życia, mają więcej przyjaciół czy częściej udzielają się społecznie. Cieszą się, że są Polakami i lubią Polskę. Być może jest to gorące uczucie, nie nazwałabym go jednak ślepą miłością. Jednocześnie są krytyczni wobec naszego państwa i społeczeństwa. Większość młodych osób odrzuca ten typ patriotyzmu, w którym miłość do ojczyzny przejawia się w stałej gotowości do wyrzeczeń, cierpień i umierania w jej obronie.

Jaki jest więc ten polski patriotyzm?

Wiosną 2011 roku przeprowadzałam badania dotyczące patriotyzmu polskiej inteligencji. Po raz pierwszy patriotyzm rozumiany jako związek z dobrze funkcjonującym, dającym bezpieczeństwo państwem był nieco silniejszy niż patriotyzm symboliczny, bezkrytyczny i bardzo emocjonalny. Jednak nawet wśród młodych, wyedukowanych ludzi około 10 proc. deklarowało przywiązanie do Polski oparte na poczuciu naszej wyjątkowej martyrologii, nieufności wobec sąsiadów i bezkrytycznym stosunku do naszej historii.

Zapewne to właśnie ten martyrologiczny, oparty na cierpieniu patriotyzm jest bardziej spektakularny niż zadbane ulice i sprawna administracja.

Przekonanie o tym, że „naród polski cierpiał bardziej niż wszystkie inne narody” oraz że „jesteśmy narodem zawsze dającym świadectwo prawdziwej wiary, wiernym Bogu, pielęgnującym tradycyjne chrześcijańsko-narodowe wartości” jest oczywiście obecne w naszym myśleniu o patriotyzmie. Nie jest to wzorzec dominujący, ani powszechnie akceptowany. Warto jednak o nim mówić.

Dlaczego?

Przekonania o wyjątkowych cierpieniach i krzywdach narodowych często wiążą się z usprawiedliwianiem polskich błędów, niepowodzeń, zaniedbań czy z biernością społeczną. Wygląda to tak, jakby ponoszone przez naród ofiary i doznawane cierpienia były traktowane jako substytuty innych zasług. Codzienne starania o polepszenie jakości życia w tej perspektywie są mało ważne. Nie mogą być przecież źródłem dumy. Na uwagę zasługują
tylko nadzwyczajne czyny. To demotywujące i szkodliwe dla świadomości społecznej. Po co się starać, skoro i tak jesteśmy skazani na porażki i cierpienia?

W takiej perspektywie żaden wysiłek rzeczywiście nie ma sensu.

W martyrologicznym patriotyzmie liczą się intencje, nie rezultaty. Polec za młodu, w obronie honoru, w słusznej sprawie, to jest patriotyczne. Naprawianie mostów, selekcjonowanie śmieci czy podlewanie kwiatów przed domem nie są godnymi zajęciami dla martyrologicznego patrioty. On ceni tylko wielkie czyny, niezależnie jakim efektem się kończą.

Taki patriotyzm wiąże się także z poczuciem zewnętrznego zagrożenia i podejrzliwością wobec wszelkich „obcych”. Prowadzi do ograniczenia kontaktów z ludźmi z innych krajów oraz osłabienia kooperacji międzynarodowej. Z czasem łączy się nawet z jawną wrogością wobec tych, którzy kwestionują naszą wyjątkowość, nie doceniają naszych narodowych zasług lub nas krytykują. Ten martyrologiczno-mesjanistyczny patriotyzm odżywa szczególnie w trudnych dla Polaków momentach.

Słyniemy z tego, że wtedy najbardziej się jednoczymy i solidaryzujemy ze sobą.

Jest tak tylko pozornie. Wystarczy sobie przypomnieć, co zdarzyło się po katastrofie smoleńskiej. Badania Agnieszki Golec de Zavala i Aleksandry Cichockiej wykazały, że po 10 kwietnia 2010 roku osoby, które wybierają myślenie gloryfikujące nasz ciągle wystawiony na zewnętrzne zagrożenia naród silniej wierzyły, że wypadek został spowodowany spiskowym działaniem Rosjan niż osoby odrzucające ten sposób myślenia o Polsce. Te pierwsze bardziej popierały także działania mające na celu jakieś formy odwetu wobec Rosjan.

Wielkościowo-martyrologiczny patriotyzm wiąże się jednak również z tendencją do odrzucania i usuwania z pamięci informacji o historycznych i aktualnych wydarzeniach, które zakłócają dobre myślenie o Polakach. Charakteryzuje się skłonnością do łatwego przypisywania złych intencji grupom zewnętrznym przy interpretacji ich działań, których znaczenie ma niezbyt jasny czy ambiwalentny dla naszego kraju charakter.

To zaś prosta droga do uprzedzeń i nacjonalizmów…

Gdy ludzie nie radzą sobie z własnym życiem, ich codzienny byt jest zagrożony, często szukają winnych i odpowiedzialnych nie wśród „swoich”, ale raczej wśród „obcych”. W ten sposób są także interpretowane kłopoty całych krajów. Tak dzieje się w Grecji, w mniejszym stopniu w Hiszpanii i we Włoszech.

Również procesy globalizacyjne traktuje się jako przyczyny narodowych kłopotów. Paradoksalnie, zamiast w trudnych sytuacjach zbierać siły razem z innymi krajami i społeczeństwami, niekiedy opowiadamy się przeciwko integracji. Strategia „każdy sobie rzepkę skrobie” wydaje się jednak skuteczna tylko doraźnie.

Zapraszamy do zapoznania się z przygotowanym Zeszytem Instytutu Patriotyzm: między dumą a odpowiedzialnością