Newsletter

Państwo Hamas

Paulina Biernacka, 29.10.2012
Czy Hamas wybierze dobrze znaną ścieżkę wojenną? A może pozwoli Palestyńczykom odetchnąć i wykorzystać okazję do poprawy warunków ich życia?

Strona 1

Czy Hamas wybierze dobrze znaną ścieżkę wojenną? A może pozwoli Palestyńczykom odetchnąć i wykorzystać okazję do poprawy warunków ich życia?

Arabska Wiosna Ludów przyćmiła nieco konflikty, które od dawna toczą się na Bliskim Wschodzie. Jeden z nich to spór między Izraelem a Hamasem. Odkąd ten fundamentalistyczny, islamski ruch przejął siłą władzę w Strefie Gazy w 2007 roku, ośrodki decyzyjne Autonomii Palestyńskiej znajdują się w dwóch miejscach: Gazie i Ramallah. Praktycznie jednak Autonomia już nie istnieje, gdyż nie ma nici porozumienia pomiędzy Hamasem a rządzącym Zachodnim Brzegiem w legalny sposób Fatahem. Nie ma też porozumienia pomiędzy Hamasem a sąsiednim Izraelem, który jest ostrzeliwany przez bojowników organizacji z terytorium Strefy Gazy od 2007 roku.

Na graniczące z Gazą izraelskie miejscowości kilka razy w tygodniu spadają rakiety. W ostatnich siedmiu dniach było ich jednak więcej niż zwykle, bo ponad 80. Na tyle dużo, że ze względów bezpieczeństwa zamknięto szkoły. I na tyle była to broń zaawansowana, że Izrael w bardziej aktywny sposób niż zwykle postanowił rozprawić się z problemem rakiet. Izraelski portal „Debka.com”, powołując się na źródła wywiadowcze i wojskowe podał, że 24 października Izrael zbombardował fabryki produkcji broni w Yarmouk w Sudanie.

Fabryka w Yarmouk od niedawna zaczęła produkować rakietowe pociski balistyczne Shebab na irańskiej licencji. Analitycy portalu Debka uważają, że fabryka jest własnością Teheranu, któremu ma służyć jako rezerwa strategiczna w przypadku ataku Izraela na Iran. Eksperci piszący dla „Haaretz” twierdzą, że Teheran produkuje broń w Sudanie, gdyż znajduje się on bliżej miejsca odbiorcy broni – Strefy Gazy, czyli głównie Hamasu. Ajatollahom bardziej opłaca się produkować broń w Afryce i transportować ją przez Egipt do Gazy, gdyż jest to i tańsze, i mniej ryzykowne niż to, że Izrael przechwyci broń w trakcie transportu z Iranu. Irańczycy decydując się na posiadanie fabryki w Sudanie, mogli również błędnie uznać, że Izrael nie odważy się zaatakować terytorium innego państwa.

W Gazie w ostatnim czasie znalazło się jeszcze więcej różnego rodzaju broni. Po zakończeniu konfliktu w Libii podziemnymi tunelami z Rafah do Strefy przeszmuglowano ogromne ilości uzbrojenia. Izraelczyków niepokoją najbardziej zaawansowane technologicznie rakiety mające zasięg ok. 70 kilometrów. Najprawdopodobniej dlatego Jerozolima zdecydowała się na precyzyjną operację wyeliminowania przynajmniej części źródła problemu.

Przywódcy Izraela ani nie potwierdzają, ani nie zaprzeczają doniesieniom medialnym o zbombardowaniu fabryki. Rząd w Chartumie oskarża przywódców Izraela o dokonanie tego czynu. Nie pierwszy raz zresztą. W 2011 roku dwa konwoje wiozące najprawdopodobniej broń irańską do Gazy zostały zaatakowane z powietrza na północy Sudanu. Wówczas również podejrzewano Izrael.

Izrael nie chce zaogniać sytuacji. Ani państwu żydowskiemu, ani Hamasowi nie zależy na eskalacji przemocy do poziomu, jaki osiągnęła na przełomie 2008 i 2009 roku, kiedy to Izraelczycy przeprowadzili bardzo kontrowersyjną operacje „Płynny Ołów” w Strefie Gazy. Operacja miała wyeliminować infrastrukturę terrorystyczną Hamasu z terytorium Gazy. Zginęło wówczas ponad tysiąc osób, w tym wielu cywili i dzieci, a obie strony oskarżono o popełnienie zbrodni wojennych.

W ostatnich dniach Hamas odniósł kilka symbolicznych zwycięstw, dzięki którym jego pozycja w regionie się umacnia – kosztem Izraela i Autonomii Palestyńskiej. Jednym z tych zwycięstw jest podejście Izraela do ataków na południu kraju. W państwie żydowskim rozpoczęła się kampania wyborcza przed wyborami parlamentarnymi, dlatego też władze nie mogą sobie pozwolić, ani też nie chcą przeprowadzać bardziej zaawansowanych operacji w Gazie. Co prawda przywódcy wojskowi Izraela mówią, że nie wykluczają opcji odwetu za ostrzał rakietowy, pewne jest jednak, że do bezpośredniej konfrontacji przed wyborami nie dojdzie. I to nawet za cenę ogłoszenia przez Hamas „zwycięstwa” nad wrogiem.

Relatywny spokój na granicy trwał dosyć długo, gdyż od czasu zakończenia operacji „Płynny Ołów”. Izraelowi udało się wówczas uzyskać efekt odstraszenia, które właśnie przestaje działać. Od niedawna z coraz większą intensywnością Izrael jest ostrzeliwany przez grupy islamskich dżihadystów właśnie z terytorium Gazy. O ile początkowo Hamas nie wtrącał się w wymianę ognia, w ubiegłym tygodniu również wziął udział w ostrzeliwaniu Izraela i wszystko wskazuje na to, że przejął dowództwo nad atakami.

Kolejnym prestiżowym sukcesem Hamasu jest wizyta pierwszego przywódcy państw arabskich w Strefie Gazy odkąd Hamas przejął w niej władzę. W ubiegłym tygodniu do Gazy zawitał emir Kataru, Hamad bin Khalifa Al Thani, a witający go przywódca Hamasu, premier Ismail Hamiyeh ogłosił, że wizyta ta zakończyła ekonomiczną i polityczną blokadę Gazy, przez którą „okrutny wróg próbował ujarzmić Palestyńczyków”.