Newsletter

Gra o Zielonych

Weronika Przecherska, 26.10.2012
Cyfrowa rewolucja zainicjowana przez Piratów traci impet. Partia nie znalazła się jeszcze co prawda za wyboczą burtą, jednak coraz częściej balansuje na granicy 5 proc. poparcia

Cyfrowa rewolucja zainicjowana przez Piratów traci impet. Partia nie znalazła się jeszcze co prawda za wyboczą burtą, jednak coraz częściej balansuje na granicy 5 proc. poparcia

Piraci prą do przodu, Zieloni drżą ze strachu – obrazowo opisywał wiosną wyborcze nastroje tygodnik „Der Spiegel”. Piraci, choć z licznymi potknięciami, odnosili kolejne zwycięstwa. Zieloni początkowo traktowali ich z przymrużeniem oka, nie dostrzegając w nich godnych konkurentów. Z biegiem czasu obserwowali jednak poczynania rewolucjonistów spod pirackiej bandery coraz bardziej zaniepokojeni. Ponad trzydzieści lat temu to oni szturmem wdarli się do polityki. Tłumaczyli, że podobnie jak im wtedy, Piratom także sprzyja szczęście początkującego. Paradoksalnie w wyborcze szranki stanęły naprzeciwko siebie dwie partie zrodzone z buntu i niechęci wykrzyczanej przez tworzące je pokolenia.

Dziś nastrój cyfrowej rewolucji zainicjowanej przez Piratów traci swój impet. Partia nie znalazła się jeszcze co prawda za wyboczą burtą. Jednak coraz częściej balansuje na granicy 5 procentowego poparcia gwarantującego mandat do Bundestagu. Dojrzali Zieloni zaś, zostawiając daleko w tyle politycznych rebeliantów, są w Niemczech trzecią siłą polityczną. Obawiać się ich powinni jednak nie tylko Piraci. Stanowią też coraz większe zagrożenie dla konserwatywnej CDU. Prztyczka w nos dali partii Merkel – chociażby w ubiegły weekend, wygrywając wyborczą walkę o fotel burmistrza Stuttgartu.

Fart, który sprzyja Zielonym, opuszcza Piratów na ich własne życzenie. Można odnieść wrażenie, że nie potrafią udźwignąć własnego sukcesu i z każdym dniem są coraz bardziej zdezorientowani. Oczekiwania wobec nich rosną, oni zaś nie potrafią im sprostać.

Komentatorzy co rusz wytykają błędy Piratom w komunikacji z wyborcami, organizacji pracy czy najzwyczajniej w świecie arogancję. Bezlitośnie punktują wszystkie niedociągnięcia i niewiedzę. Zagubieni Piraci póki co bezskutecznie przekuwają rewolucyjne hasła na konkretne działania. Ich dotychczasowe dokonania zdają się potwierdzać słowa teoretyka konfliktu Clausa Leggewiego, że każdy ruch pozbawiony instytucjonalnego zaplecza skazany jest na porażkę. Jednym słowem, są do zapowiadanej przez siebie rewolucji po prostu nieprzygotowani.

Piraci przestali być na politycznej scenie nuworyszami. Nadal jednak są postrzegani jako banda dorosłych dzieciaków napędzanych ciekawością. Partii brak politycznych mentorów, charyzmatycznych liderów, którzy mogliby utrzymać ją w ryzach i nadać jej właściwy kierunek.

Dużym ciosem dla Piratów okazała się rezygnacja z funkcji przewodniczącej Mariny Weisband. Jak trafnie zauważył jeden z komentatorów, każde wystąpienie publiczne jej następcy Johannesa Ponadera odbiera rewolucjonistom kolejne pół procent poparcia. Cyfrowi rebelianci nadal nerwowo poszukują politycznej tożsamości. Za wszelką cenę nie chcą być partią jednego tematu skupioną wyłącznie na internecie i cyfrowej rewolucji. Coraz częściej interesują ich kwestie podejmowane wcześniej przez Zielonych.

Piraci argumentują, że to właśnie oni, a nie GRÜNE są pacyfistami o liberalnych poglądach. Jako rebelianci muszą dystansować się od tradycyjnej polityki. Pokazać, że są prawdziwą alternatywą. Polityczne agendy Piratów i Zielonych są jednak w wielu punktach bliźniaczo podobne. Obie partie popierają wolność w internecie, wprowadzenie płacy podstawowej oraz protestują przeciwko ACTA i przechowywaniu danych osobowych. Również ich polityczne historie niewiele się różnią. I chociażby dlatego trudno jest Piratom uniknąć porównań z ich starszymi kolegami.

Polityczne przesłanie Zielonych jest jednak atrakcyjne nie tylko dla Piratów. Ukradkiem spogląda na nie także chrześcijańska CDU. Zieloni są największym politycznym konkurentem chadeków w walce o głosy mieszczan. Przekonanie to odzwierciedla się w wyborczych strategiach chrześcijańskich demokratów. Jak oceniał w rozmowie udzielonej Instytutowi Obywatelskiemu biograf Angeli Merkel, Gerd Langguth, kanclerz podejmując kwestię rewolucji energetycznej, odebrała politycznym konkurentom ich sztandarowy temat.

Nieprzypadkowo decyzja o wycofaniu się z energii atomowej zapadła przed wyborami do parlamentu Badenii-Wirtembergii, gdzie obie partie miały się zmierzyć. Mimo tej decyzji chadecy nadal nie radzą sobie najlepiej w metropoliach. Zeszłotygodniowa porażka w Stuttgarcie jest na to kolejnym dowodem. Nic dziwnego, że wywołuje dyskusje o politycznym kursie partii. „Nie pielęgnujmy w sobie zielonych fantazji – powiedział polityk CDU Wolfgang Bosbach w wypowiedzi udzielonej „Stuttgarter Nachrichten” – Wyborcy i tak wolą oryginał od plagiatu”. Trudno jednak ukryć, że przegrana w Stuttgarcie dała partii Merkel do myślenia.

Pomimo ostatnich porażek CDU wszystko wskazuje na to, że w przyszłorocznych wyborach do Bundestagu Niemcy będą wybierali pomiędzy polityką socjaldemokratów i chadeków. Z pewnością zadecydują o politycznym przetrwaniu lub klęsce Piratów. Będą sobie jednak też musieli odpowiedzieć na pytanie, kto dziś na partyjnych sztandarach niesie prawdziwie zielone idee.

*Weronika Przecherska – ekspertka ds. polityki Niemiec, analityk polityczny w Instytucie Obywatelskim. Interesuje się dyskursem i komunikacją polityczną.