Newsletter

Miasta przyjazne seniorom

Paweł Kubicki, 25.10.2012
Zamiast o mieście przyjaznym seniorom, lepiej mówić o mieście uniwersalnym, w którym będą się dobrze czuć różne grupy mieszkańców. O mieście, które będzie spełniało wiele rozmaitych funkcji

Zamiast o mieście przyjaznym seniorom, lepiej mówić o mieście uniwersalnym, w którym będą się dobrze czuć różne grupy mieszkańców. O mieście, które będzie spełniało wiele rozmaitych funkcji

Miasto przyjazne seniorom to, w polskich warunkach, wciąż głównie PR. To specjalne działania dedykowane osobom starszym, które czynią seniorów raczej przedmiotem oddziaływania instytucji i różnych podmiotów, a nie sposób kreowania całej polityki miejskiej i wszystkich jej obszarów, tak by uwzględniały specyficzne potrzeby osób starszych w możliwie największym stopniu. Zakładam jednak, że w ciągu kilku, kilkunastu najbliższych lat sytuacja ta ulegnie zmianie.

Relatywnie młoda demograficznie Warszawa, do której przyjeżdżają za pracą młodzi ludzie z całej Polski, pomiędzy rokiem 2012 a 2020 zwiększy liczbę osób w wieku 65+ z 304 tys. do 370 tys. Jednak najstarsza dzielnica stolicy, jaką jest Śródmieście, już w 2010 r. miała dwa razy więcej seniorów niż dzieci (12,3 tys. osób w wieku 0-14 lat i niecałe 30 tys. w wieku 65+). Mój ulubiony przykład starzejącego się miasta, czyli Łódź z malejącą populacją mieszkańców zwiększy liczbę sześćdziesięciopięciolatków ze 132 tys. do 161 tys. Będą oni stanowili jedną czwartą populacji miasta, a na dwóch seniorów będzie przypadać jedno dziecko do 15 roku życia. Celowo nie wybiegam do roku 2035, gdzie starzenie się miast jest jeszcze bardziej widoczne, bo nie spodziewam się po miejskich włodarzach aż tak dalekosiężnych planów.

Do zmian czysto demograficznych dołóżmy jeszcze społeczne. Przede wszystkim te dotyczące przekształceń w ramach rodziny. Obecnie większość osób starszych kultywuje jej tradycyjny model, w którym większość działań nakierowanych jest na najbliższych członków rodziny. Jednak coraz większa część, czy to z wyboru, czy z konieczności spowodowanej brakiem najbliższej rodziny, wybiera postawę bardziej indywidualistyczną i egocentryczną. Co oznacza, że coraz częściej i chętniej spędza czas „na mieście”, ale też w razie potrzeby oczekuje wsparcia i pomocy od instytucji publicznych. Łącznie oznacza to ogromny wzrost liczby osób starszych, które bądą chciały aktywnie uczestniczyć w życiu miasta. I, dodajmy, sobie tę przyjazność prędzej czy później wywalczą. Także za pomocą głosowania na kandydatów, którzy takie „dostosowanie do potrzeb seniorów” obiecają.

Dyskusję i doprecyzowanie tego, co oznaczają miasta przyjazne seniorom, zawdzięczamy konferencji Międzynarodowego Stowarzyszenia Gerontologów i Geriatrów w Rio de Janeiro w Brazylii w 2005 r. i późniejszym działaniom Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W 2007 r. ukazał się przewodnik (Global Age-friendly Cities: A guide), będący jednocześnie prezentacją wyników badań na temat oczekiwań seniorów. W 2010 r. powołano sieć miast przyjaznych osobom starszym, a w roku 2011 odbyła się w Dublinie pierwsza międzynarodowa konferencja poświęcona tylko i wyłącznie temu zagadnieniu.
Wspomniane wcześniej badania WHO przeprowadzono w 33 miastach znajdujących się w 22 krajach na każdym z kontynentów. Łącznie zrealizowano 158 wywiadów grupowych z 1 tys. 485 uczestnikami w wieku 60+, a dodatkowo konsultacje z 250 opiekunami i 515 usługodawcami. Ich efektem było wskazanie ośmiu wpływających na siebie wzajemnie obszarów kluczowych:

– przestrzeń publiczna (outdoor spaces and buildings);

– transport/komunikacja (transportation);

– mieszkalnictwo (housing);

– partycypacja społeczna (social participation);

– szacunek i integracja, inkluzja społeczna (respect and social inclusion);

– aktywność obywatelska i zatrudnienie (civic participation and employment);

– komunikowanie się i informacja (communication and information);

– wspieranie społeczności i usługi zdrowotne (community support and health services).

Natomiast jedna z definicji miast przyjaznych seniorom określa je jako takie, w którym władze, przedsiębiorcy i mieszkańcy: uwzględniają różnorodność osób starszych, przeciwdziałają wykluczeniu i promują wnoszony przez seniorów wkład do wszystkich dziedzin życia. Dalej: szanują wybory, decyzje i sposób życia osób starszych i przewidują i elastycznie reagują na potrzeby związane ze starzeniem się.

Badania, które realizowałem w Polsce na zlecenie m. st. Warszawy w ramach Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych oraz w ramach badań własnych w Szkole Głównej Handlowej w latach 2009-12 potwierdzają wnioski uzyskane przez WHO. Nieco inne było jednak rozłożenie akcentów.

Triadę barier o zasadniczym znaczeniu wyznaczały finanse, zdrowie i infrastruktura. Bardzo wielu rozmówców wskazywało, że „wyjście z domu” wymaga w pierwszej kolejności pieniędzy. Równie często wskazywano na zdrowie jako warunek brzegowy umożliwiający uczestnictwo w życiu miejskim. Co jest ściśle powiązane z barierami architektonicznymi, które utrudniają poruszanie się po mieście osobom z ograniczną samodzielnością. Relatywnie często wskazywano też na własne mieszkanie i blok bez windy jako swego rodzaju więzienie dla mniej samodzielnych osób starszych.

Warto podkreślić, że poza kosztownymi zmianami, np. dostępnością komunikacji miejskiej czy budynków użyteczności publicznej barierę stanowiły sprawy niezwykle prozaiczne i nie wymagające wielkich nakładów. Chodzi o np. zbyt małą liczbę ławek na osiedlu, mały druk rozkładów jazdy i informacji w urzędach czy brak toalety w parku.

Brak barier architektonicznych, poczynając od mieszkania, komunikację i przestrzeń publiczną, aż po punkty usługowe i urzędy jest warunkiem wstępnym i niezbędnym, by można było mówić o kwestiach wyższego rzędu takich jak aktywność społeczna. Stąd nie dziwi, że głównie ci zdrowsi i bardziej aktywni seniorzy mówili również o potrzebie stworzenia miejsc przyjaznych seniorom, w których osoby starsze byłyby mile widzianymi gośćmi. Kolejnym aspektem, który przewijał się już w trakcie dyskusji o przyjaznych miejscach była kwestia godnego traktowania osób starszych i zwykłej ludzkiej życzliwości.

Jednocześnie, choć na potwierdzenie swoich słów mam tylko własne dane jakościowe, w ciągu ostatnich trzech lat zmniejszyła się liczba deklaracji wskazujących na „twarde” bariery uczestnictwa osób starszych w życiu miasta, na rzecz nieco większego zwrócenia uwagi na przeszkody „miękkie”. Czy też, jak to przedstawiał Jeff Risom (Gehl Architects) na konferencji miast przyjaznych w 2011 r. w Dublinie, hardware (fizyczna dostępność i infrastruktura) oraz software (kulturę i nawyki/styl życia).

Oczywiście proces przekształcania się miast w ośrodki bardziej przyjazne można znacznie przyspieszyć, jeśli umiejętnie wykorzysta się energię osób bezpośrednio nim zainteresowanych. Dobrym polskim przykładem takiej współpracy jest miasto Poznań, które jako jedno z pierwszych przygotowało strategię polityki społecznej uwzględniającą potrzeby osób starszych. Miasto powołało – jako ciało o charakterze konsultacyjno-doradczym – Radę Seniorów oraz utworzyło bardzo prężnie działające Centrum Inicjatyw Senioralnych. Centrum to, poza koordynowaniem polityki senioralnej, pozyskuje też zewnętrzne środki grantowe i jest jednym z nielicznych znanych mi  przykładów efektywnie działającej jednostki publicznej. Ten pozytywny obraz psuje informacja, że CIS ma być jedną z ofiar cięć budżetowych, co nie byłoby najmądrzejszą decyzją tamtejszych władz.

Na zakończenie chciałbym zwrócić uwagę na coraz częstsze odchodzenie od rozważań i analiz nakierowanych na jedną grupę i tworzenie wąskich programów celowych. Przewagę zyskują działania zgodne z ideą projektowania uniwersalnego, uwzględniającego potrzeby możliwie różnych grup mieszkańców. Co wynika z jednej strony z potrzeby unikania potencjalnego międzypokoleniowego konfliktu, a z drugiej, prostego faktu, że wiek w coraz mniejszym stopniu determinuje styl życia.

Zgodnie z powyższą filozofią zamiast o mieście przyjaznym seniorom, lepiej mówić o mieście uniwersalnym, w którym będą się dobrze czuć różne grupy mieszkańców i które będzie spełniało wiele rozmaitych funkcji. Jest to miasto, które stwarza przestrzeń do kontaktów międzyludzkich, w tym integracji międzypokoleniowej, aktywnego życia i wypoczynku. Ale też jest to miasto, które łączy funkcje biznesowe z mieszkalnymi. W mieście tym zaspokajane są potrzeby ekonomiczne, ale i społeczne oraz kulturalne.

I właśnie w takim przyjaznym mieście chciałbym mieszkać.

*Paweł Kubicki – socjolog i ekonomista, adiunkt w Szkole Głównej Handlowej