Newsletter

Pięć lat o problemie in vitro

Azrael, 22.10.2012
Czy sprawy obywateli są ważniejsze od spraw ideologicznych?

Premier Donald Tusk ogłosił, że rząd będzie finansował zapłodnienie pozaustrojowe (metodę in vitro) w ramach programu zdrowotnego. Projekt obejmie w ciągu najbliższych trzech lat około piętnaście tysięcy par. W sytuacji, kiedy z problemem niepłodności boryka się około 1,3 miliona Polaków.

I tu powstaje pytanie – czy demokratyczna Platforma Obywatelska potrafi sobie radzić ze sprawą tragedii tylu Polaków chcących mieć dzieci? Czy sprawy obywateli są ważniejsze od spraw ideologicznych?

Jest koniec listopada 2007 roku. Po pierwszych wygranych przez Platformę Obywatelską wyborach parlamentarnych Donald Tusk obejmuje rządy. Ówczesna minister zdrowia, Ewa Kopacz, zapowiada, że proces zapłodnień in vitro będzie finansowany z budżetu państwa. Na początek refundacja obejmie najbiedniejszych – później wszystkich. Koszty tego zabiegu to nawet kilkanaście tysięcy złotych. Minister Kopacz wspiera oficjalnie sam premier Donald Tusk…

Prawie pięć lat później, czerwiec 2012 roku. Platforma Obywatelska pozostaje u władzy, po drugich z kolei wygranych wyborach do Sejmu. Ustawy regulującej sprawy in vitro, zgodnej ze standardami XXI wieku i prawem Unii Europejskiej, nie ma nadal. Partia opozycyjna, Prawo i Sprawiedliwość, zgłasza wniosek, aby zabiegi in vitro – dające ludziom nadzieję na posiadanie dzieci – były objęte zakazem i penalizowane – karą grzywny i więzienia. Dziś kolejna gra w tej sprawie – propozycja, która setkom tysięcy Polaków nic nie daje. Warto przypomnieć kilka bardzo ważnych spraw, warto je przypomnieć premierowi.

Po pierwsze, Światowa Organizacja Zdrowia uznaje, że niepłodność jest chorobą społeczną, a zabieg in vitro jest skuteczny w około 40 proc. Stanowi ostatnią nadzieję dla par niemogących mieć potomstwa w sposób naturalny.

Jest sprawa jeszcze ważniejsza. Otóż według badań CBOS (2007 r.) 76 proc. ankietowanych uważa, że pary które nie mogą mieć dzieci, powinny mieć możliwość dokonania zapłodnienia pozaustrojowego. Zdaniem badanych, zabiegi zapłodnienia in vitro powinny być tylko częściowo opłacane przez pacjentów (35 proc. badanych) lub w ogóle bezpłatne (36 proc.).

Dyskusje na temat in vitro w Polsce już dawno skręciły z zagadnień natury czysto medycznej w sferę polityki. Niestety, nie ma szans na kompromis, ponieważ Kościół katolicki stoi na twardym i ortodoksyjnym stanowisku. Wynika to z radykalnego pojmowania problemu ochrony życia, gdzie Kościół ten nie może i nie chce dopuścić do rozplenienia się poglądu, iż dawcą życia jest nie Bóg, tylko istota ludzka. Dlatego akt sztucznej prokreacji, który można – interpretując naukę Kościoła – traktować jako realizację boskiego planu powołania życia, próbuje się zrównać z aborcją i eutanazją. Akt pokonania choroby, jaką jest bezpłodność, zaliczony zostaje do grzechów.

Polski Kościół katolicki nie ma żadnych argumentów przeciwko stosowaniu metody in vitro poza ideologicznymi. W związku z tym gotowy jest stosować szantaż moralny i czystą manipulację, gdy twierdzi, na podstawie niesprawdzonych, niezweryfikowanych i nie popartych żadnymi badaniami opinii, że zapłodnienie pozaustrojowe może prowadzić do wad wrodzonych, nowotworów, a nawet niższej inteligencji dzieci zrodzonych tą metodą. Wystarczającą odpowiedzią na to stanowisko są tysiące dzieci i dorosłych już ludzi poczętych dla szczęścia i miłości swoich rodziców. Dobrze by było, aby to nagłaśniać, pokazywać i promować.

Premier Donald Tusk życzyłby sobie zapewne – prywatnie, wewnętrznie – kompromisu społecznego i politycznego w tej sprawie. Ale tego akurat osiągnąć nie może. Wynika to z przyczyn opisanych wyżej.

Dyskutując o zagadnieniach etycznych i moralnych w związku z in vitro warto przypomnieć jeszcze inne zagadnienia. Otóż w Konstytucji RP zapisane jest prawo do wolności sumienia (art. 53.). A zatem sprawa tej ustawy i tego sposobu leczenia nie powinna być przedmiotem targów z Kościołem katolickim. Uleganie przez polityków naciskom politycznym Kościoła to przykład na to, że politycy nie rozumieją wymogów demokracji i odpowiedzialności za dobro obywateli. Warto politykom Platformy Obywatelskiej przypomnieć, że są wybrani przez obywateli, mają obowiązek tworzenia prawa swobód obywatelskich i wolności wyboru. Uleganie naciskowi Kościoła, kosztem zdrowia setek tysięcy, a także ograniczenia prawa do ochrony zdrowia (art. 68., pkt 1. i 2. Konstytucji RP), to negowanie zasad demokracji.

Temat in vitro jest ważny nie tylko społecznie, ale również politycznie i światopoglądowo. Dla dużej części liberalnych wyborców podejście i stanowisko Platformy Obywatelskiej do sprawy zapłodnienia ustrojowego – czyli sprawa dawania życia i szansy na dziecko tak wielu parom – jest prawdziwym testem na to, na ile partia ta jest prospołeczna i proobywatelska. To wszystko nie ma znaczenia dla sprawy podtrzymania władzy. Ma za to znaczenie dla kwestii, czy partia demokratyczna jest prawdziwą partią obywateli.