Newsletter

Granie Śląskiem

Krzysztof Jaskułowski, 04.07.2011
Kaczyński woli kreować wyimaginowane niebezpieczeństwa, wzbudzać strach i odwoływać się do stereotypów, zamiast poważnie debatować

Kilka dni temu na konferencji w sejmiku śląskim w Katowicach Jarosław Kaczyński obwieścił: „jest niewątpliwą prawdą, iż nie ma sprzeczności między polskością a śląskością; że śląskość jest jedną z bardzo ważnych i znaczących form polskości”. A przecież jeszcze kilka miesięcy temu w „Raporcie o stanie RP” ostrzegał, że „śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej”. Oskarżał także Platformę Obywatelską o nadmierne wspieranie regionalizmów oraz zarzucał premierowi Donaldowi Tuskowi przesadne afiszowanie się ze swoją kaszubskością.

Na pierwszy rzut oka jest to więc wyraźna zmiana retoryki, którą można wyjaśnić nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Mielibyśmy zatem do czynienia z kolejnym przejawem cynizmu prezesa PiS-u, który mówi to, co chcą w danym miejscu i czasie usłyszeć wyborcy. Prezesa, który zapomina – licząc na słabą pamięć elektoratu – co głosił jeszcze wczoraj, by przypomnieć chociażby jego „żartobliwą” wypowiedź o Józefie Oleksym jako „polityku lewicowym średnio-starszego pokolenia”.

Jednak ostatnia wypowiedź o śląskości to nie tylko element wyrachowanej strategii, mającej na celu wyborcze zwycięstwo. Ta wypowiedź w pewnej mierze daje się pogodzić z wcześniejszymi deklaracjami prezesa. Trzeba pamiętać bowiem, że po publikacji „Raportu…” Kaczyński wyjaśniał, że śląskość jednak sobie ceni. Sformułowanie o „zakamuflowanej opcji niemieckiej” miało się zaś odnosić do Ślązaków deklarujących narodowość śląską. Można odnieść wrażenie, że wedle prezesa tylko dość wąsko pojmowana śląskość mieści się w ramach polskości. Z tej polskości wykluczeni są rzecznicy narodowości śląskiej, a także autonomiści. Ci nie tylko nie przystają do polskości, lecz są dla niej niebezpieczni, ponieważ grożą destabilizacją państwa i narodu polskiego.

Ostatnie wystąpienie Kaczyńskiego w Katowicach było w pewnym stopniu kontynuacją tez „Raportu…” oraz retoryki, którą słyszeliśmy w trakcie spisu powszechnego. I tak prezes nie omieszkał przestrzec, że na Śląsku zawierane są „skrajnie ryzykowne sojusze” i podejmowane są „różnego rodzaju ryzykowne polityczne przedsięwzięcia, które mogą prowadzić do dezintegracji naszego państwa”. Chociaż zauważył, że zróżnicowanie regionalne jest wartością i bogactwem polskiej kultury, to równocześnie ostrzegał przed tymi, „którzy chcą w oparciu o tę wartość Polskę dezintegrować”.

Niewątpliwie były to aluzje do koalicji zawartej w sejmiku śląskim przez Platformę Obywatelską i Ruch Autonomii Śląska oraz do rzeczników idei narodowości śląskiej. Słowa Kaczyńskiego wpisują się w strategię demonizowania RAŚ-u, oskarżania Platformy o działania antynarodowe, straszenia rozpadem państwa i niebezpieczeństwem ze strony Niemiec. Zauważmy, że po wystąpieniu i złożeniu przez Kaczyńskiego kwiatów pod pomnikiem Korfantego, zebrani tam działacze i sympatycy PiS-u odśpiewali „Rotę”.

W demokracji deklarowanie przynależności do narodu innego niż tytularny, czy nawet wysuwanie postulatów autonomii, nie powinno być automatycznie traktowane jako przejaw braku lojalności wobec państwa. Nie powinno być także traktowane niczym działanie zmierzające do dezintegracji kraju. Kaczyński zdaje się tego nie rozumieć: kolejny raz, zamiast przystąpić do rzeczowej debaty, woli kreować wyimaginowane niebezpieczeństwa, wzbudzać strach i odwoływać się do stereotypów.