Newsletter

Polska2015: Wojna polsko-polska

Andrzej Zoll, 09.10.2012
Nie możemy zajmować się wyłącznie problemami takimi jak Amber Gold czy ekshumacja. Tracimy czas i chodzimy w miejscu, zamiast wspólnie zastanowić się nad tym, co musimy w Polsce zrobić, aby nasz kraj się rozwijał

Nie możemy zajmować się wyłącznie problemami takimi jak Amber Gold czy ekshumacja. Tracimy czas i chodzimy w miejscu, zamiast wspólnie zastanowić się nad tym, co musimy w Polsce zrobić, aby nasz kraj się rozwijał

Pierwsze zadanie, którym powinniśmy się wreszcie zająć, jest zlikwidowanie wojny polsko-polskiej. Obecny stan jest bowiem bardzo destrukcyjny. Potwierdza to ostatnia debata w Sejmie dotycząca ekshumacji.

Błędy zdarzają się wszędzie. Nawet na porodówkach zamienia się czasem dzieci. Oczywiście, nie powinno tak być, ale błędów nie da się zupełnie wyeliminować. W Polsce nie możemy się wyłącznie zajmować problemami takimi jak Amber Gold czy ekshumacja. Tracimy czas i chodzimy w miejscu, zamiast wspólnie zastanowić się nad tym, co musimy w Polsce zrobić, aby nasz kraj się rozwijał.

Oczywiście, że w demokracji muszą ścierać się różne stanowiska, ale musi również istnieć jakaś płaszczyzna debaty. Tymczasem my jej w ogóle nie mamy. Niestety od czasów transformacji nie udało się nam wypracować zasad współdziałania opozycji z rządzącą partią w sprawach najważniejszych, które muszą wprowadzać wspólnymi siłami zarówno rząd, jak i opozycja. Możemy się nie zgadzać co do metod rozwoju, ale powinniśmy mieć wypracowane wspólne cele. W wielu państwach demokratycznych, np. w Niemczech, gdy pojawia się konkretny problem, w parlamencie zbierają się frakcje w celu uzgodnienia sposobu jego rozwiązania.

W Polsce ilekroć mamy do rozwiązania dowolną sprawę – jak np. wybór sędziów do Trybunału czy powołanie Rzecznika Praw Obywatelskich – zawsze budzi to nieporozumienia. Rządząca partia chce na ogół powoływać kandydatów na wszystkie stanowiska. Nie biorąc pod uwagę, że powołuje się kandydatów do organu politycznie niezależnego. W związku z czym nie należy go „obsadzać” wyłącznie swoimi kandydatami. To nie jest jednak problem niepoprawnego funkcjonowania demokracji, tylko brak kultury politycznej.

Nowy okrągły stół

Byłem uczestnikiem rozmów Okrągłego Stołu. I mam wrażenie, że przepaść między opozycją solidarnościową w 1989 r., a ówczesną ekipą rządzącą, była mniejsza niż dzisiaj. Może warto zaproponować kolejny okrągły stół z udziałem mediatorów i autorytetów moralnych w Polsce. Rozmowa, ale absolutnie nie w świetle kamer, w której każda ze stron winna pokazać dobrą wolę.

Obecny konflikt spowodowany jest czynnikiem ludzkim, niezdrowymi ambicjami niektórych osób, chęcią postawienia na swoim i nieliczeniem się ze zdaniem drugiego. Są to wady osób odgrywających w Polsce zasadniczą rolę polityczną. Próba stosowania bardzo daleko posuniętego populizmu jest nieprawdopodobnie nieuczciwa. Ludzie opierają swoją wiedzę na tym, co usłyszeli w telewizji, mają całkowicie skrzywiony obraz przyczyn, które powodują określone zjawiska w Polsce. Wprowadzanie opinii publicznej w błąd, starając się uzyskać poparcie tejże opinii, prowadzi do bardzo złych rezultatów.

Omnipotencja prawa jest złudna

W przypadku wybuchu dowolnej afery pojawiają się deklaracje potrzeby zmiany prawa. Zarówno nasi politycy, jak i społeczeństwo łudzą się, że każdy problem spowodowany jest złymi przepisami, które trzeba natychmiast zmienić. A to nieprawda.

Przede wszystkim należy sprawdzić, dlaczego dany przepis nie funkcjonuje. Może to być spowodowane warunkami, które są poza przepisem. Może występować kontekst społeczny i zmiana przepisu nic nie da. Łatwiej jest podnieść rękę w parlamencie i zmienić przepis niż zmienić kontekst, na przykład poprzez oddziaływanie innymi instrumentami. I tego nie umiemy robić.

Tak było w przypadku śmierci dwójki dzieci w Pucku. Ta tragedia została wywołana złymi praktykami istniejącymi w instytucjach publicznych, a nie złymi przepisami. Urzędnicy nie wykonali dobrze swoich obowiązków. A my robimy z tego sprawę polityczną.

Prawo, sądy i prokuratura

Z punktu widzenia niezależności wymiaru sprawiedliwości od władzy wykonawczej zrobiono w Polsce bardzo dużo. Sądy mają zabezpieczoną niezależność. Należy się jednak zastanowić, czy rzeczywiście nie wyłączyć nadzoru nad sądami spod Ministerstwa Sprawiedliwości i oddać go w ręce Krajowej Rady Sądownictwa. W takiej sytuacji trzeba przyznać ministrowi sprawiedliwości instrumenty nadzoru i kontroli poprzez wzmocnienie możliwości zaskarżania orzeczeń sądowych i decyzji prokuratury do sądów wyższej instancji oraz rozbudowanie uprawnień kasacyjnych. Władza wykonawcza musi mieć możliwość kwestionowania pewnych rozstrzygnięć przez sądy i zaskarżania decyzji do najwyższych organów sądowych.

Bardzo dobrą decyzją było rozdzielenie urzędu ministra sprawiedliwości od prokuratora generalnego. Natomiast nadal nie została zakończona reforma prokuratury. Trzeba wzmocnić pozycję prokuratora generalnego kosztem Krajowej Rady Prokuratorów, szczególnie w zakresie działań dyscyplinujących prokuratorów. Obecnie władza Krajowej Rady Prokuratorów jest zbyt daleko idąca.

Trochę za daleko poszliśmy z niezależnością prokuratury. Prokuraturę zorganizowano na tej samej zasadzie jak sądownictwo. Jest to błąd, bo prokurator nie jest sędzią. Niezależność prokuratury ma zupełnie inny charakter niż niezależność sądu. Prokurator powinien być zależny od swojego szefa, a prokurator generalny powinien mieć zdecydowanie więcej do powiedzenia. Tym bardziej, że jest wybierany w trybie, który powinien gwarantować wybór właściwej osoby. Natomiast do rozstrzygnięcia pozostaje tryb odwoływania prokuratora generalnego.

W przypadku niezawisłości sędziowskiej problemy z nią związane nie wynikają z przepisów. Zależą od mentalności sędziów. Musimy pracować nad ich doborem. Sędzia musi być charakterologicznie niezależny i niezawisły. To zaś jest słabością naszych sądów.

Z przykładem „nastawiania ucha” co powie władza mieliśmy do czynienia w 2000 r.. Mieliśmy wtedy w więzieniach 55 tys. osób. Forsowane było zaostrzenie odpowiedzialności karnej oraz stosowanie aresztów. W ciągu kilku miesięcy ilość więźniów wzrosła do 80 tys., ponieważ sądy słuchały tego, co mówi minister, a nie zawsze było to trafne. Naciski polityczne spowodowały zmianę polityki aresztowań stosowanej dotąd przez sądy.

Przy tym wszystkim procedury są, moim zdaniem, niezłe. Trzeba natomiast stale pracować nad ludźmi.

*Prof. Andrzej Zoll – były przewodniczący PKW, sędzia i prezes Trybunału Konstytucyjnego oraz Rzecznik Praw Obywatelskich; kierownik Katedry Prawa Karnego WPiA UJ