Newsletter

Wojna syryjska nie tylko w Syrii

Paulina Biernacka, 08.10.2012
Jeśli ostrzał na granicy turecko-syryjskiej się nie zakończy, Sojusz Północnoatlantycki czeka poważny test. Czy państwa NATO wesprą Turcję w konflikcie z Syrią, którą z kolei wspiera Rosja?

Strona 1

Jeśli ostrzał na granicy turecko-syryjskiej się nie zakończy, Sojusz Północnoatlantycki czeka poważny test. Czy państwa NATO wesprą Turcję w konflikcie z Syrią, którą z kolei wspiera Rosja?

Syryjska wojna domowa rozlewa się na sąsiednie państwa, zwiększając napięcie na Bliskim Wschodzie i coraz bardziej przybliżając nas do momentu, kiedy konflikt domowy przerodzi się w konflikt regionalny.

Przygraniczne miejscowości państw sąsiednich są na co dzień ostrzeliwane przez artylerię walczących w Syrii wojsk. Dla Jordanii czy Libanu spadające pociski to chleb powszedni. Tym razem trafiło jednak na Turcję, a uściślając – na pięć osób, które zostały na terytorium ich własnego państwa zabite przez bombę należącą do wojsk państwa sąsiedniego. Turcja to nie Jordania czy Liban. Konsekwencje tego ostrzału mogłyby być katastrofalne w skutkach nie tylko dla Turcji czy Syrii, ale również dla państw NATO, w tym Polski.

Turcja od kilku dni ostrzeliwuje przygraniczne miejscowości syryjskie w atakach odwetowych za ubiegłotygodniowe uderzenie. Jak podkreśla Ankara, Turcy nie są zainteresowani wojną z Syrią, w kraju nie ma przyzwolenia społecznego na konflikt zbrojny, a państwo broni się jedynie przed atakami, walcząc o swą suwerenność i próbując zapewnić obywatelom bezpieczeństwo w granicach kraju. Ibrahim Kalin, doradca Premiera Recapa Tayyipa Erdogana zapowiedział, że w konflikcie z Syrią Turcja będzie kontynuować polityczne i dyplomatyczne działania.

Z drugiej strony jednak rząd turecki poprosił parlament o akceptację działań zbrojnych kraju poza jego granicami. Turecki parlament wydał pozwolenie na przygraniczne naloty na Syrię, dlatego też wojska tego państwa od kilku dni prowadzą ostrzał miejscowości syryjskich położonych blisko granicy. Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że w wyniku tureckich działań odwetowych zginęło już kilku syryjskich żołnierzy.

To nie pierwszy raz, kiedy rząd turecki interweniuje zbrojnie w sąsiednich państwach w trakcie konfliktu, próbując tym samym wyeliminować zagrożenie dla bezpieczeństwa swojego kraju. W przeszłości Ankara wysyłała niejednokrotnie wojska np. do Iraku, aby walczyć tam z kurdyjskimi bojówkami.

Tym razem działania odwetowe Turcji oraz przyzwolenie parlamentu do dalszych ataków mają być sygnałem ostrzegawczym dla Damaszku. Ataki te mają nie tylko charakter odstraszający, ale ich celem jest zwiększyć presję na rządzącego w Syrii Baszara al Assada i uświadomić mu, że jakiekolwiek działania tego państwa przeciwko Turcji mogą zakończyć się wojną z Turcją oraz międzynarodową interwencją wojskową.

Premier Erdogan jest wściekły na swojego byłego sojusznika Assada, którego ostro krytykuje odkąd Baszar postanowił siłowo rozprawić się z opozycją w kraju. Erdogan oskarża prezydenta Syrii o to, że stworzył państwo terroru. Nie bez znaczenia jest fakt, że Assad, należący do sekty Alawitów, morduje w kraju muzułmanów tego samego odłamu, który przeważa w Turcji (sunnici). Dlatego też Ankara włączyła się do konfliktu, udzielając silnego wsparcia rebeliantom, m.in. dostarczając im broń czy udzielając im schronienia. Niektórzy eksperci podkreślają, że rebeliantom byłby na rękę oficjalny udział tureckich wojsk w wojnie z Assadem.