Newsletter

Francja: budżet kontrowersji

Jan Gmurczyk, 05.10.2012
W obecnym kształcie francuski projekt budżetu na rok 2013 może zaszkodzić gospodarce

W obecnym kształcie francuski projekt budżetu na rok 2013 może zaszkodzić gospodarce

W dobie kryzysu zadłużenia wskaźniki rentowności obligacji skarbowych szczególnie często używane są jako syntetyczna miara gospodarczej stabilności. Pod tym względem Francja nie wygląda najgorzej. Mimo długu publicznego zbliżającego się do 90 proc. PKB, oprocentowanie francuskich dziesięcioletnich obligacji pozostaje na stosunkowo niskim poziomie 2,0-2,5 proc.

Niemniej, Francuzi coraz boleśniej odczuwają skutki europejskiego kryzysu. Według lipcowych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego (MFW) ich gospodarka urośnie w bieżącym roku o 0,3 proc., a w następnym o 0,8 proc. Niewykluczone jednak, że i te mizerne prognozy trzeba będzie jeszcze przyciąć. Już dziś wielu ekspertów uważa wskaźnik 0,8 proc. za zbyt optymistyczny.

Z mierną koniunkturą związana jest pogarszająca się sytuacja licznych francuskich firm oraz rosnąca liczba osób bez pracy. Eurostat podaje, że w sierpniu stopa oczyszczonego z czynników sezonowych bezrobocia sięgnęła wśród Francuzów 10,6 proc. Choć na tle Eurolandu dynamika tego wskaźnika nie wypada źle, to wciąż poziom bezrobocia jest najwyższy we Francji od przeszło dekady.

Mniej aktywności gospodarczej i więcej bezrobotnych to skromniejsze wpływy podatkowe i liczniejsze transfery socjalne. Stąd narastające obawy, czy Francuzi utrzymają w dobrym stanie długofalową kondycję finansów publicznych. Co prawda rynki finansowe wciąż patrzą na Francję łaskawym okiem, ale – jak uczy przykład Irlandii czy Hiszpanii – nic nie jest dane raz na zawsze. Ostrzeżenie dla Paryża pojawiło się już w styczniu, gdy agencja ratingowa S&P pozbawiła Francję najwyższej oceny zdolności kredytowej.

Trudny budżet na trudne czasy

W tych warunkach przyjęty w ubiegłym tygodniu przez francuski rząd projekt budżetu na 2013 rok przykuwa ogromną uwagę. Dokument zakłada ścięcie deficytu fiskalnego do poziomu 3 proc. PKB z 4,5 proc. w roku bieżącym, czemu służyć mają oszczędności opiewające na 10 mld euro oraz podwyżki podatków i likwidacje ulg na łączną kwotę 20 mld euro. Założony wzrost gospodarczy pokrywa się z prognozą MFW, tj. 0,8 proc.

Prezydent Francji François Hollande przyszłoroczny budżet ogłosił najtrudniejszym od 30 lat. I rzeczywiście, projekt wpływów i wydatków ledwie ogłoszono, a już rozgorzały wokół niego gorące dyskusje. Oprócz kwestionowanego przez ekspertów przyjętego tempa wzrostu, emocje wzbudzają podwyżki podatków. Wśród nich znajduje się wprowadzenie podatku w wysokości 75 proc. dla dochodów powyżej miliona euro oraz wyciśnięcie z sektora przedsiębiorstw dodatkowych 10 mld euro.

Zresztą, dążenie do zbicia deficytu do 3 proc. PKB też rodzi kontrowersje. W ostatnich dniach pojawiły się informacje, że w samym łonie rządzącej Partii Socjalistycznej narasta sprzeciw wobec tak nakreślonego celu. Z drugiej strony różni eksperci wątpią w ogóle w jego osiągalność. Co ciekawe, na wiosnę Komisja Europejska prognozowała, że w 2013 roku we Francji deficyt sięgnie 4,2 proc. przy wzroście gospodarczym 1,3 proc. Dziś, zaledwie kilka miesięcy później, te prognozy zapewne nie przystają do rzeczywistości, co tylko unaocznia, z jak dynamiczną sytuacją mamy do czynienia.

Którędy droga?

Francja wprowadza restrykcyjną politykę budżetową, bo nie chce podzielić losu Hiszpanii czy Włoch. Jak widać, w tym celu stawia bardziej na podwyżki podatków niż na oszczędności. Prawdziwym problemem w skarbcu Francji nie są jednak zbyt małe wpływy, lecz za duże wydatki.

Zwróćmy uwagę, że francuski budżet już dziś ma jedne z największych dochodów w Unii Europejskiej. Eurostat podaje, że całkowite wpływy budżetu państwa w 2011 roku sięgnęły we Francji 50,7 proc. PKB. Więcej uzbierano tylko w Danii (56 proc.), Finlandii (53,2 proc.), Szwecji (51,4 proc.) i na Węgrzech (52,9 proc.).

Kraje nordyckie od lat stopniowo obniżają jednak podatki, a ponadto ich rządy prowadzą rozważną politykę gospodarczą. Z kolei Węgry stoją w przedsionku krachu finansów publicznych, notują rentowności dziesięcioletnich obligacji skarbowych powyżej 7 proc. i właśnie rozglądają się za pomocą. Nawiasem mówiąc, rozmowy z MFW idą topornie.

Stąd podwyżki podatków we Francji to chyba nienajlepsza droga. Zwłaszcza, że uderzają w i tak osłabiony sektor prywatny. A przed skutkami zbyt wysokich danin publicznych ostrzegają już nawet nie liberałowie, ale zdrowy rozsądek. Legendarny chiński mędrzec Lao-cy pouczał w starożytności, że zbyt duże podatki ściągają na społeczeństwo tarapaty. Z kolei inny chiński myśliciel Mo Ti ponad 2 tysiące lat temu mawiał, że ścieżka mądrych władców to rezygnacja z niepotrzebnych wydatków.

Warto przytoczyć też wnioski płynące z koncepcji tzw. krzywej Laffera, która wskazuje, że od pewnego progowego poziomu wzrost stopy podatkowej nie tylko nie zwiększa już uzyskiwanych przez budżet państwa dochodów, ale wręcz sprawia, że wpływy topnieją. Dzieje się tak dlatego, że ludziom coraz mniej opłaca się podejmować aktywność gospodarczą. Niektórzy uciekają w szarą strefę, inni za granicę. Jeszcze inni zamykają biznes, co z kolei powiększa bezrobocie i ogranicza wpływy z podatków osobistych. W efekcie podstawa, od której liczy się wpływy budżetowe, maleje.

A co do ucieczki przed podatkami – w dobie otwartych granic jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek. Zwłaszcza dla dużych firm oraz bogaczy oznacza to nieraz czystą kalkulację. Już dziś z Francji odbywa się exodus milionerów do Belgii i Szwajcarii, gdzie doradcy podatkowi witają ich z otwartymi ramionami.

Zwiększyć podstawę

Z tego wszystkiego wynika, że posunięcia zapisane w projekcie francuskiego budżetu mogą przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. Istnieje spore ryzyko, że wzrost gospodarczy mocno ucierpi nie tylko w wyniku kryzysu w strefie euro, ale też w efekcie kroków podjętych w kraju. W tych warunkach zbicie deficytu do 3 proc. PKB będzie utrudnione, o ile w ogóle nastąpi w przyszłym roku.

Wobec ograniczonego pola manewru w stosowaniu ekonomii popytowej (obniżki podatków, pakiety stymulacyjne itp.), dziś Francja powinna raczej skupić się na ekonomii podażowej związanej zwłaszcza z takimi krokami legislacyjnymi, które nie obciążają budżetu. Chodzi tu przykładowo o pobudzenie wzrostu PKB poprzez złagodzenie sztywności rynku pracy czy poluzowanie – ciężkiego na tle międzynarodowym – jarzma regulacji gospodarczych.

Redukcja rozdętych wydatków połączona z powiększeniem podstawy podatkowej dałaby z kolei szansę na domknięcie budżetu.

*Jan Gmurczyk – ekonomista, ekspert Instytutu Obywatelskiego