Newsletter

Wojna już nie tylko na słowa?

Paulina Biernacka, 01.10.2012
Jeśli obliczenia premiera Izraela się sprawdzą, a rozmowy dyplomatyczne nie przyniosą rezultatów, na wiosnę przyszłego roku będziemy obserwować konflikt zbrojny pomiędzy Izraelem i USA a Iranem

Strona 1

Jeśli obliczenia premiera Izraela się sprawdzą, a rozmowy dyplomatyczne nie przyniosą rezultatów, na wiosnę przyszłego roku będziemy obserwować konflikt zbrojny pomiędzy Izraelem i USA a Iranem

18 września miała miejsce ceremonia otwarcia 67 sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku. Sekretarz Generalny ONZ, Ban Ki Moon, podczas przemówienia do przedstawicieli wszystkich państw ONZ, wyraził swój ostry sprzeciw wobec gróźb ataków jednego państwa na drugie oraz ostrzegł przed konsekwencjami takich działań.

Przedstawiciele państw Bliskiego Wschodu nie wzięli sobie do serca słów Sekretarza Generalnego. W trakcie swoich wystąpień na forum ZO zarówno prezydent Iranu, jak i jego adwersarz, premier Izraela wykorzystali swoje pięć minut na opowiedzenie światu o swych planach na przyszłość. Kolejny raz Narody Zjednoczone stały się areną wojny na słowa pomiędzy republiką islamską a państwem żydowskim. Prezydent USA również nie dostosował się do zaleceń Ki Moona i dorzucił do tych gróźb swoje trzy grosze.

O ile sama retoryka mówców znacząco się nie zmieniła, a świat zdążył przywyknąć do tego, że na linii Waszyngton-Jerozolima-Teheran iskrzy, w tegorocznych wystąpieniach było coś wyjątkowego. Wyjątkowa była świadomość tego, że za rok w trakcie ZO Narodów Zjednoczonych możemy już być po wojnie lub, co gorsza, w jej trakcie. Zgodnie z wypowiedzią Benjamina Netanjahu, wiosna lub lato przyszłego roku to deadline dla uderzenia prewencyjnego na Iran. Po tym czasie islamska republika będzie w stanie zbudować broń masowego rażenia, a do tego nie chce dopuścić ani Netanjahu, ani Barack Obama.

Jeśli obliczenia premiera Izraela się sprawdzą, a rozmowy dyplomatyczne, popierane przez prezydenta USA, nie przyniosą rezultatów, na wiosnę przyszłego roku będziemy obserwować konflikt zbrojny pomiędzy Izraelem i Stanami Zjednoczonymi a Islamską Republiką Iranu.

Pierwszym mówcą spośród trzech adwersarzy był Barack Obama. Wystąpienie na forum ONZ było jego ostatnią przemową na arenie międzynarodowej przed wyborami prezydenckimi w USA, które odbędą się 6 listopada. Dlatego też przemówienie Obamy było adresowane nie tylko do państw członkowskich Narodów Zjednoczonych, ale także, a może przede wszystkim, do wyborców w Stanach Zjednoczonych. Barack Obama wykorzystał moment do obronienia się przed atakami swojego głównego rywala o fotel prezydencki, Mitta Romneya. Ataki te dotyczyły właśnie polityki zagranicznej supermocarstwa.

Wrześniowe anty-amerykańskie zamieszki w państwach muzułmańskich na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce i Azji, będące odpowiedzią na obrażający proroka Mahometa filmik, przywróciły politykę zagraniczną w debacie prezydenckiej w USA. Romney oskarżył Obamę o złe podejście do powstań w trakcie Arabskiej Wiosny Ludów, o psucie relacji z państwem Izrael oraz o brak stanowczej postawy wobec Iranu. Wypowiedź Obamy w siedzibie ONZ w Nowym Jorku była odpowiedzią na te zarzuty.

Obama wezwał światowych przywódców do zjednoczenia się przeciwko anty-amerykańskiej przemocy, która rozlała się w ostatnich dniach po całym Bliskim Wschodzie oraz do promowania tolerancji oraz wolności słowa. Podkreślił, że ostatnie ataki nie są skierowane tylko przeciwko USA; uderzają one w fundamentalne wartości, które były podstawą tworzenia Narodów Zjednoczonych. Prezydent USA przeciwstawia się z całą stanowczością przemocy, uważając, że żadne słowa nie powinny prowadzić do wybuchu agresji. Sam Obama zaś jest na co dzień obrażany przez wiele osób i jest w stanie to akceptować.

Barack Obama nie akceptuje jednak, i nigdy nie zgodzi się na nuklearyzację Iranu. Uzbrojony w broń jądrową Iran byłby wyzwaniem, z którym nie można byłoby sobie poradzić, stosując politykę powstrzymywania (containment). Iran zagrażałby istnieniu państwa Izrael, bezpieczeństwu krajów Zatoki Perskiej oraz stabilności gospodarki światowej. Dlatego też zgodnie z zapowiedzią Obamy, USA zrobią wszystko, aby zapobiec nuklearyzacji tego kraju.

Obama nie wyznaczył Iranowi ultimatum. Ostrzegł jednak, że czas na rozmowy dyplomatyczne dobiega końca, a Stany Zjednoczone nie zawahają się użyć przemocy. Tym samym Waszyngton zapewnił swojego sojusznika, że ramię w ramię stanie z Izraelem w wojnie przeciwko Iranowi, jeśli zajdzie taka potrzeba. Kilka dni później premier Netanjahu odwdzięczył się Obamie za te słowa, chwaląc skuteczność jego polityki sankcji wobec Iranu.

Dzień po wystąpieniu prezydenta Obamy mogliśmy wysłuchać Mahmuda Ahmadineżada. Prezydent Iranu po razu ósmy wystąpił przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ. Wypowiedź Ahmadineżada została określona jako najmniej kontrowersyjna z dotychczasowych jego wystąpień podczas jesiennych sesji ONZ. Mimo wszystko, prezydent Iranu nie omieszkał wspomnieć, że Iranowi zagraża militarna akcja „niecywilizowanych syjonistów”, a takie groźby ze strony silnych państw są tworzone po to, aby zmusić inne kraje do posłuszeństwa. Ahmadineżad wzywał członków ONZ do ustanowienia świata wolnego od dominacji potęg, które według niego stosują podwójne standardy i strategie zastraszania. Prezydent nie wymienił z nazwy USA ani Izraela, nie wspomniał również o konflikcie w Syrii ani o swoim programie nuklearnym.

Kilka dni wcześniej, będąc już w Nowym Jorku, Ahmedineżad powiedział, że Izrael nie ma żadnych korzeni na Bliskim Wschodzie i zostanie z niego wyeliminowany. Biały Dom określił jego słowa jako „odrażające”. W trakcie przemówienia przedstawiciela Iranu pod siedzibą ONZ zebrały się tłumy osób, w tym wielu Amerykanów pochodzenia irańskiego, domagając się odebrania islamskiej republice członkostwa w ONZ.

Wykluczenie z Narodów Zjednoczonych Iranowi nie grozi. Ileana Ros-Lehtinen tłumaczy na łamach dziennika „Haaretz”, na jak duże wsparcie Teheran może liczyć ze strony ONZ. Sam udział prezydenta Iranu w obradach forum, kiedy państwo to ogłosiło Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej, że nie zawiesi programu wzbogacania uranu oraz przyznało się do oszukiwania MAEA, a agencja wydała raport świadczący o tym, że Iran kontynuuje nielegalne prace nad bronią jądrową, jest wystarczającym skandalem i jednocześnie nobilitacją tego państwa. Na tym się jednak nie kończy.

Sojusznicy Iranu, Rosja i Chiny, używają swojego weta w Radzie Bezpieczeństwa ONZ do powstrzymywania państw zachodnich od powzięcia zdecydowanych kroków przeciwko zatrzymaniu nuklearyzacji Iranu. ONZ pozwala Iranowi zajmować liczne stanowiska w różnych agendach Organizacji, które państwo to wykorzystuje do ochrony swoich interesów. Lista irańskich dyplomatów w ONZ jest długa i często kuriozalna.

Iran jest obecny np. w kierownictwie Komisji ONZ ds. równego statusu kobiet, mimo że w tym państwie kobiety są kamienowane na śmierć za cudzołóstwo. Ostatnimi czasy Iran został nominowany do komitetu, który ma zająć się traktatem dotyczącym handlu bronią, a jeden z dyplomatów do niedawna był zastępcą szefa Komisji Rozbrojeniowej ONZ, pomimo faktu, że Iran dąży do nielegalnego posiadania broni masowego rażenia. Państwo to otrzymuje również ogromne wsparcie finansowe od Organizacji. Sama MAEA dostarcza miliony dolarów Iranowi technicznego wsparcia.