Newsletter

Zobacz prawdę, a prawda Cię wyzwoli

Jarosław Makowski, 30.09.2012
W czasie marszu „Obudź się Polsko” objawiła się PRAWDA. Zobaczyliśmy to, czego powinniśmy unikać. Polityków, którzy chcą prowadzić ludzi, ale ich nie kochają. Chcą ludzi chronić, ale nie chcą im służyć

W czasie marszu „Obudź się Polsko” objawiła się PRAWDA. Zobaczyliśmy to, czego powinniśmy unikać. Polityków, którzy chcą prowadzić ludzi, ale ich nie kochają. Chcą ludzi chronić, ale nie chcą im służyć

„Nie możesz prowadzić ludzi, jeśli ich nie kochasz. Nie możesz chronić ludzi, jeśli nie chcesz im służyć” – Cornell West

1.

Po sobotnim marszu „Obudź się Polsko”, w którym w jednym szeregu kroczyła „koalicja chętnych na władzę” – szef PiS Jarosław Kaczyński, szef Radia Maryja o. Rydzyk i szef „Solidarności” Piotr Duda jest pewne, że Polska się nie obudzi. Nie obudzi się, gdyż celem tej manifestacji nie była obrona demokracji, wolności mediów czy praw pracowniczych. Cóż zatem przywódcy marszu chcieli pokazać, ściągając swoich zwolenników do Warszawy?

2.

Jarosław Kaczyński chciał pokazać, że na prawicy rządzi niepodzielnie. Prezes jest największą siłą PiS. I zarazem słabością. Największą siłą, gdyż pokazał, że na prawicy Kaczyński nie ma rywala, który mógłby zagrozić jego hegemonii. Najsłabszym punktem, gdyż Kaczyński sprawia, że prawica w Polsce nie może mieć innej twarzy niż twarz prezesa.

Krótko: Jarosław Kaczyński jest więc politykiem, który jest zbyt silny, by oddać władzę na prawicy. I zbyt słaby, by tę prawicę poprowadzić do zwycięstwa.

3.

Tadeusz Rydzyk chciał pokazać, że to on nadaje polityczny kurs Kościołowi. Jaka w danym kraju prawica, taki Kościół. Jaki Kościół, taka też prawica. W Polsce mamy więc taki Kościół, jaką mamy w Polsce prawicę. Skoro prawica jest sekciarska, sekciarski jest i katolicyzm. I vice versa. Oczywiście dekonstrukcja tej „politycznej religii” byłaby możliwa, gdyby społeczna Ewangelia Jezusa stała się programem działania duszpasterskiego rodzimego Episkopatu. Ale, jak uczy historia III RP, prędzej wielbłąd przejdzie przez ucho igielne, niż biskupi na serio zaczną traktować słowa Jezusowych przypowieści.

Ks. Rydzyk spełnia więc rolę „pożytecznego idioty”, co jest na rękę nie tylko Jarosławowi Kaczyńskiemu, który zyskuje polityczno-religijne ramię w wojnie z liberałami, ale także biskupom, którzy po cichu myślą to, co głośno mówi o. Rydzyk. Szef toruńskiej rozgłośni jest więc nieoficjalnym rzecznikiem oficjalnego przekazu polskiego Kościoła katolickiego.

4.
Piotr Duda z kolei chciał pokazać to, że krzesło działacza związkowego chętnie zamieni na sejmowe ławy. To kolejny szef „Solidarności”, dla którego związek staje się trampoliną do politycznej kariery. Kolejny działacz, dla którego „etyka solidarności” staje się raczej balastem, jakiego chętnie by się pozbył niż drogowskazem działania.

A jak działa człowiek, który jest wierny zasadzie solidarności?

Jan Paweł II podczas kazania w Gdańsku w 1987 r. mówił: „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni – przeciw drugim. I nigdy »brzemię« dźwigane przez człowieka samotnie. Bez pomocy drugich. Nie może być walka silniejsza nad solidarność”.

Duda wybrał walkę nad solidarność.

5.

Dlaczego więc PiS, mimo tak szerokiej koalicji, tak wielu sprzymierzeńców, wciąż nie może przekonać do siebie większości Polaków? Dlaczego, mimo powtarzanych przez rozmaitej maści ekspertów od PR i „medialnych politologów”, że partia Kaczyńskiego „ma pomysły i siłę”, nie może rozbić „szklanego sufitu”, który dałby jej upragnioną władzę?

Po pierwsze dlatego, że Polacy dobrze wiedzą, iż Jarosław Kaczyński nie chce władzy, by poprzez sprawne rządy podnosić jakość naszego życia. Mówiąc wprost: gdyby PiS doszedł do władzy, ostatnią rzeczą, którą by robił, byłaby budowa dróg, lotnisk, żłobków, tworzenie miejsc pracy… I na nic tu pokazowe debaty Kaczyńskiego z ekonomistami. Prezes chce władzy, gdyż jest ona mu potrzebna, by przeprowadzić „polityczną zemstę”. Tyle, że Polacy już dawno zrozumieli, iż polityka służy do wielu rzeczy (niestety, także tych złych jak nepotyzm…), ale z pewnością nie może być narzędziem w politycznej wendecie.

Po drugie, nienawiść jest złym doradcą. Marsz „Obudź się Polsko” jasno dowodzi, że emocje, które nakręcają ich uczestników (wystarczyło przeczytać napisy na transparentach w czasie marszu niesionych przez „pobożnych katolików”), to raczej przejaw nienawiści niż miłości. Dlatego, gdy Polacy – na szczęście – mają okazję oglądać PiS w akcji, jak choćby w czasie warszawskiego marszu, od razu myślą: „Nie jest sztuką Polskę podpalić. Sztuką jest ją sensownie budować”.

Po trzecie, polityka, jak mocno patetycznie to zabrzmi, jest służbą. Jarosław Kaczyński nie chce ludziom służyć. Przeciwnie, domaga się zaufania ludzi, chce naszych głosów, by potem nami zarządzać tak, jak zarządza się „workiem kartofli”.

Służba ludziom nie polega na tym, że jest się ich PRZYWÓDCĄ, ale PRZEWODNIKIEM (mówił o tym prof. Tadeusz Sławek w czasie II Szkoły Myślenia Instytutu Obywatelskiego). Anachronizm politycznego planu Kaczyńskiego polega na tym, że on w społeczeństwie rozsądnych obywatelek i obywateli nadal chce odgrywać rolę przywódcy. Tyle, że „mądre społeczeństwo” zdecydowanie woli przewodników niż przywódców.

Przewodnik nie mówi Tobie czy mnie, jak masz żyć, kogo szanować, jak praktykować „miłość ojczyzny”. Przewodnik jest raczej tym, który pokazuje, że różne są drogi i sposoby, które prowadzą do osiągania tych samych, wspólnych celów. Przewodnik chce, by odpowiedź na pytanie, „jak żyć razem dobrze”, była celem poszukiwań nas wszystkich. Tymczasem przywódca takich pytań sobie nawet nie stawia, bo z góry uważa, że wie wszystko najlepiej.

6.

Marsz „Obudź się Polsko” nie pokazał więc siły, mobilizacji i pomysłowości PiS, choć tłumy z flagami na ulicach Warszawy mogą robić wrażenie. Ani tym bardziej nie pokazał politycznego planu działania. Jest raczej żywym świadectwem tego, czego – jako dobre i przyzwoite społeczeństwo – powinniśmy unikać. Polityków, którzy chcą prowadzić ludzi, ale ich nie kochają. Chcą ludzi chronić, ale nie chcą im służyć.

*Jarosław Makowski – publicysta, filozof i teolog, szef Instytutu Obywatelskiego