Newsletter

Koniom lżej

Anna Szybist, 26.09.2012
Nie bójmy się debatować, protestować, organizować konsultacje społeczne i pisać petycje

A jednak na szczeblu samorządowym da się coś zrobić! Recepta jest prosta: trzeba być cierpliwym, bardzo chcieć i nie dawać spokoju radnym. Obywatelskie zaangażowanie w sprawy miasta przynosi wtedy duże efekty.

W Krakowie poprawił się znacznie los dorożkarskich koni. Daleka jestem od pełnego entuzjazmu, gdyż wielu fiakrów nie rozumie nadal, że konie męczą się w czasie upałów. Jednak petycja, o której pisałam w lipcu, spowodowała duże zmiany. Mieszkańcy domagali się w niej przydzielenia dorożkom zacienionych parkingów tak, aby konie nie musiały stać w słońcu na płycie Rynku Głównego, kiedy temperatura powietrza przekracza 28 stopni. Dotychczas, w przypadku wysokich temperatur dorożkarzy obowiązywał zakaz postoju na Rynku Głównym w godzinach od 12.00 do 15.00.

Dosłownie kilka dni po dostarczeniu petycji prezydentowi miasta, Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu udostępnił dla dorożkarzy zacieniony parking. Uruchomiono też hydrant, dzięki któremu konie na bieżąco mają dostęp do wody. Szybko pojawiły się aneksy do umów dla dorożkarzy, w których wydłużono godziny zakazu postoju na Rynku Głównym od 13.00 do 17.00, kiedy temperatura przekracza 28 stopni. Magistrat obiecał również dalsze reformy w przyszłym roku i dąży do tego, aby zakaz postoju obowiązywał wyłącznie w zależności od temperatury, nie zaś od konkretnych godzin.

Poprawę losu koni zawdzięczamy wielu czynnikom. Doskonałej współpracy z krakowskimi dziennikarzami, którzy poruszyli problem na dużą skalę. „Pospolitemu ruszeniu” mieszkańców, którzy tłumnie podpisywali petycję. Krakowskim kawiarniom, które pomagały zbierać podpisy. Zaangażowaniu lokalnych polityków, którzy informowali o sprawie radnych i prezydenta. Znanym postaciom miasta, tworzącym specjalny komitet honorowy popierający petycję. A także lekarzom weterynarii, którzy uczestniczyli w debatach oraz Krakowskiemu Towarzystwu Opieki nad Zwierzętami, kontrolującemu warunki, w jakich przebywają konie.

W mieście królów udało się też przekonać magistrat i Radę Miasta, iż złym pomysłem była ogromna podwyżka opłat za kawiarniane ogródki, czyli tzw. „zajęcie pasa ruchu drogowego”. W czasie kryzysu takie działania – wbrew pozorom – nie przynoszą nic dobrego. Wzbudzają pesymizm drobnych przedsiębiorców, którzy zmniejszyli lub zamknęli ogródki, będące dla wielu jedyną szansą na utrzymanie kawiarni czy restauracji przez cały rok. Zmniejszyły się przez to wpływy z podatków, tak bardzo potrzebne przy obecnym zadłużeniu miast.

Po zebraniu z restauratorami i wielu dyskusjach, opłaty zmniejszono, a przedsiębiorcy, nauczeni niemiłym doświadczeniem, na pewno z większą uwagą będą śledzić posiedzenia Rady Miasta, aby w przyszłości szybciej zapobiegać niekorzystnym zmianom.

Wniosek jest prosty. Zaangażowanie w sprawy miasta nie pozostaje bez echa. Co więcej, prowadzi do zmian legislacyjnych. Bardzo często radni i prezydenci mają dobrą wolę ku temu, aby wprowadzać stosowne zmiany. Muszą jednak dostrzec, na czym konkretnie zależy obywatelom. Nie bójmy się debatować, protestować, organizować konsultacje społeczne i pisać petycje. Jak widać, warto.